Kogo najbardziej dotknęła ustawa dezubekizacyjna
Brzytwa Błaszczaka
Pracownica warszawskiej Milicyjnej Izby Dziecka, lata 80.
Witold Kuliński/Forum

Pracownica warszawskiej Milicyjnej Izby Dziecka, lata 80.

Ulotka zachęcająca do pracy w Milicji Obywatelskiej i Służbie Bezpieczeństwa, 1974 r. (reprodukcja)
FoKa/Forum

Ulotka zachęcająca do pracy w Milicji Obywatelskiej i Służbie Bezpieczeństwa, 1974 r. (reprodukcja)

audio

AudioPolityka Piotr Pytlakowski - Brzytwa Błaszczaka

Wkrótce przeszedł na rentę, zastępcą komendanta pozostał jedynie na papierze. Teraz objęła go ustawa dezubekizacyjna, bo stanowisko zastępcy ds. polityczno-wychowawczych znalazło się w wykazie funkcji pełnionych na rzecz totalitarnego państwa. – Najbardziej bolą mnie słowa premier Szydło, że ta ustawa dotyczy bandytów, oprawców narodu polskiego – zauważa z żalem. – Za to, że przelałem krew i utraciłem na zawsze zdrowie, zostałem teraz oprawcą?

Piotr Wróbel, jeden z najlepszych w latach 90. specjalistów do walki z przestępczością zorganizowaną, w połowie lat 80. podjął pracę w milicji. – Skierowano mnie do szkoły w Legionowie – opowiada. – A potem przyszła transformacja i już jako policjant ścigałem najgroźniejszych gangsterów. Teraz zostanę za to ukarany.

Grażyna Biskupska, b. szefowa Wydziału Terroru Kryminalnego KSP, absolwentka bibliotekoznawstwa, w 1987 r. podjęła pracę w MSW jako maszynistka. Chciała być milicjantką, ale powiedziano jej, że to na razie niemożliwe, bo akurat kobiet nie potrzebują. I teraz za te trzy lata biurowej pracy w resorcie uznano ją za wrogi element. W lutym 2017 r. odwołała się na podstawie art. 8a ustawy, który mówi, że decyzją ministra można odstąpić od obniżania emerytury ze względu na krótkotrwałą służbę przed 1 lipca 1990 r. oraz rzetelne wykonywanie zadań po tym terminie, w szczególności z narażeniem życia i zdrowia. Niewątpliwie spełnia te warunki. Decyzji do dzisiaj nie dostała.

Nie tylko ona. Większość funkcjonariuszy pracujących po 1989 r. odwołała się, ale bez odzewu. Ministerstwo przekracza wszystkie administracyjne terminy udzielania odpowiedzi. Jedna z policjantek dostała zawiadomienie, że w jej sprawie decyzja spodziewana jest dopiero w maju 2018 r. Jedyna rada, jakiej udzielają urzędnicy resortu, to odwoływanie się do wydziału XIII (ds. ubezpieczeń społecznych) Sądu Okręgowego w Warszawie.

Odmienny przypadek to niewątpliwie Kazimierz Sulka, były funkcjonariusz wydziału IV SB w Suchej Beskidzkiej. Pracował tam półtora roku do 30 listopada 1986 r., kiedy na własną prośbę odszedł. Powodem była odmowa wykonania rozkazu dokonania zamachu na życie księdza Adolfa Chojnackiego z parafii w Juszczynie. Po dwóch tygodniach Sulka trafił pod fałszywym zarzutem do aresztu, gdzie spędził ponad dwa lata. Udało mu się wysłać do księdza Chojnackiego gryps z ostrzeżeniem. Ksiądz przeczytał jego treść z ambony podczas kazania. Publicznie przyznał, że życie zawdzięcza byłemu esbekowi. Tę wersję potwierdziła później senacka komisja prawa człowieka i praworządności pod kierunkiem Zbigniewa Romaszewskiego.

Kazimierz Sulka po 1990 r. w policji już nie pracował, bo podupadł na zdrowiu i przeszedł na rentę. Dzisiaj dostał decyzję o obniżeniu renty do sumy 854 zł. Pyta, dlaczego potraktowano go jak złego esbeka, a nie człowieka, który zaryzykował wolność, aby ocalić księdza?

Tylko sąd ostateczny

Zdzisław Czarnecki z Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP mówi, że trzy osoby po tym, jak dostały decyzje o obniżeniu świadczeń, popełniły samobójstwo, a kilka innych zmarło na skutek zawałów serca i udarów mózgu. – Ludzie nie są w stanie pogodzić się z tak jawną niesprawiedliwością – zauważa.

Wszystkim, których ta ustawa krzywdzi, pozostaje droga prawna. Kilka takich spraw prowadzą adwokatki Monika Gąsiorowska i Justyna Metelska. Obie mają przekonanie, że nowe prawo łamie wszystkie możliwe normy i narusza Konstytucję RP. – Ta ustawa nawet nie pozostawia miejsca na indywidualne traktowanie ludzi. Działa jak brzytwa i tnie każdego równo – mówi Justyna Metelska. Skargi trafiają do warszawskiego Sądu Okręgowego, gdzie we właściwym wydziale pracuje tylko troje sędziów, więc ich rozpatrywanie może trwać latami.

Sąd może zmienić decyzję ZER MSWiA, stosując wprost konstytucję. Może też zwrócić się do Trybunału Konstytucyjnego, aby ten rozstrzygnął zgodność ustawy z najwyższym prawem (tu akurat wynik wydaje się przesądzony) albo do Sądu Najwyższego z pytaniem o wykładnię. Kiedy ministrowi Ziobrze uda się plan zglajchszaltowania SN i ta droga pozostanie zamknięta. Wtedy ofiary ustawy dezubekizacyjnej pójdą do Strasburga. Nie są już młodzi, więc przed międzynarodowy sąd dotrą tylko niektórzy.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj