Prawdziwy cel komisji ds. warszawskiej reprywatyzacji
Patryk Jaki wyklucza. Warszawiacy zapłacą
Do opinii publicznej prawdopodobnie dotrze tylko przekaz, że prawnicy ratusza dręczyli świadków, a przewodniczący Jaki świadków obronił.
Warszawa
Enrico Strocchi/Flickr CC by 2.0

Warszawa

Komisja weryfikacyjna do spraw warszawskiej reprywatyzacji jest lokomotywą, która ma utorować PiS drogę do zwycięstwa w następnych wyborach: najpierw samorządowych – w Warszawie, a potem parlamentarnych. Ma pokazać winę peowskich władz Warszawy i sądów. I krzywdę lokatorów reprywatyzowanych kamienic. Tydzień temu nie wszystko poszło według planu. Przewodniczący komisji Patryk Jaki (PiS), by wrócić do scenariusza, usunął z sali pełnomocników prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Zadawali pytania, które ten scenariusz psuły. Lokatorzy zreprywatyzowanej w 2013 r. kamienicy przy ul. Poznańskiej opowiadali o swoim niegodnym pozazdroszczenia losie. Podniesiono im kilkakrotnie czynsz: z niecałych 9 zł za metr, do niecałych 60 zł. Kilka osób zdecydowało się rozwiązać umowę najmu i poszukać innego mieszkania. Pozostali muszą znosić niekończące się remonty, bo zwolnione mieszkania przerabiane są na luksusowe apartamenty. Był nawet pożar, mieszkańcy podejrzewają, że to podpalenie. Była próba włamania do jednego z mieszkań. Lokatorzy dostają od nowych właścicieli propozycje, by zrezygnowali z najmu w zamian za jakąś gratyfikację. Pytani przez członków komisji mówili, że „nie mają wiedzy”, żeby miasto jakoś im pomagało.

Ale pytani przez pełnomocników prezydent Warszawy powiedzieli, że „nie mają wiedzy”, czy ktoś się o tę pomoc zwracał. Że jedna z lokatorek miała wyrok eksmisji za niepłacenie czynszu, ale dzięki darmowej pomocy prawniczki z ratusza do eksmisji nie doszło. Że wprawdzie podniesiono im czynsz, a niektórzy nawet mają wyroki eksmisyjne za jego niepłacenie, ale egzekucja wyroków jest wstrzymana, bo odwołali się do sądu od nieuzasadnionej podwyżki, a w takiej sytuacji prawo nie wymaga płacenia podwyższonego czynszu i nie można wykonać eksmisji. Że nic nie wiedzą o eksmisjach na bruk, a osoby, które zrezygnowały z wynajmowania mieszkań w tej kamienicy, najczęściej zamieszkały z rodziną. A jednej z tych osób rodzina pomogła kupić inne mieszkanie.

Jedna z lokatorek szczegółowo przedstawiła badania dokumentów, z których wynikało, że nie jest pewne, czy kamienica rzeczywiście należała do ojca mężczyzny, który teraz odzyskał do niej prawa, bo po wojnie do dziedziczenia w kolejce byli też inni krewni. Nie wiadomo, czy przeżyli wojnę i jak to dziedziczenie powinno wyglądać. Ale z pytań pełnomocników prezydent Warszawy dowiedzieliśmy się też, że te wątpliwości lokatorzy podnosili przed sądem podczas postępowania spadkowego i sąd uznał, że nie mają zasadniczego znaczenia. A więc decyzja miasta o zwrocie była oparta nie na widzimisię, lecz prawomocnym postanowieniu sądu.

Dowiedzieliśmy się, że prokuratura za czasów PO wprawdzie przyjęła doniesienie o przestępstwie poświadczenia nieprawdy we wniosku spadkowym, ale oprócz wszczęcia postępowania nic nie zrobiła. Natomiast pytania pełnomocników ujawniły, że prokuratura Zbigniewa Ziobry od marca 2016 r. też nic nie zrobiła. W szczególności nie złożyła wniosku do sądu o wznowienie sprawy spadkowej.

I tu już przewodniczący komisji Patryk Jaki nie wytrzymał: wykluczył pełnomocników miasta z rozprawy. „Państwo przekraczacie granice, i jeszcze za publiczne pieniądze. Widzicie, co przeszli lokatorzy kamienicy, i teraz chcecie ich przeczołgać po raz drugi!” – uzasadnił. A gdy pełnomocnicy argumentowali, że jeśli uzna pytanie za niestosowne – może je uchylić, wyłączył im mikrofon i zarządził przerwę.

Do opinii publicznej prawdopodobnie dotrze tylko przekaz, że prawnicy ratusza dręczyli świadków, a przewodniczący Jaki świadków obronił. Może więc warto przypomnieć, że pełnomocnicy miasta biorą pieniądze za konkretną pracę. W tym wypadku: za wybronienie miasta od płacenia odszkodowań. Bo ustawa o komisji mówi, że może ona nakazać miastu (czyli wszystkim warszawiakom) wypłacenie odszkodowania lub zadośćuczynienia lokatorowi zreprywatyzowanej kamienicy, jeśli wobec niego „zastosowano uporczywie lub w sposób istotnie utrudniający korzystanie z lokalu groźbę bezprawną, przemoc wobec osoby lub przemoc innego rodzaju lub podwyższono czynsz albo inne opłaty za używanie lokalu (…), jeżeli spowodowało to istotne pogorszenie jego sytuacji materialnej (art. 33 ustawy)”.

Gdyby pełnomocnicy nie dociekali szczegółów, można byłoby im postawić zarzut niedopełnienia obowiązku. A prezydent Hannie Gronkiewicz-Waltz – niegospodarności, bo płaci za złą robotę.

Na szczęście miasto może się odwołać do sądu od ewentualnej decyzji komisji o odszkodowaniu czy zadośćuczynieniu. Sąd zaś już nie usunie z sali rozpraw pełnomocników miasta i nie wyrzuci do kosza ich dowodów. Ale i wtedy będzie, jak ma być: władza PiS chce dobrze dla ludzi, a sądy, jak zwykle, brużdżą.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj