Belferska dola
Szkoła to instytucja totalna – uczniowie uczą się, jak przetrwać, oby nie zmieniając się w skończonych konformistów, oportunistów i hipokrytów.

Platon pisał, bez złośliwości, że radością młodego nauczyciela jest imponować uczniom. Młodego pewnie tak. Później odechciewa się nam popisów. Niewiele jest zawodów, które tak bardzo wżerają się w mózg jak zawód nauczyciela. Wiem, bo należę do tej kasty. Nauczyciel jest zakładnikiem własnych iluzji i własnych frustracji. Z wiekiem staje się nauczycielem totalnym – uczy nawet samego (samą) siebie. Persona nauczyciela wrasta w jego osobowość i z czasem wypełnia ją coraz szczelniej. A świat zapełnia się absolwentami, którzy stają się coraz piękniejsi, w miarę jak my, nauczyciele, coraz bardziej wyschnięci i zwiędnięci. Miotają nami sprzeczne uczucia – od tkliwości dla uczniów do zniechęcenia, irytacji i rozczarowania. Nieustannie chwytamy się coraz marniejszych złudzeń, że może ten i ów jednak nas słucha i coś z naszych lekcji wyniesie. Szukamy sobie uczniów, dla których warto się starać, ale nigdy nie wychodzi tak, jak byśmy chcieli. Miłość do ucznia to zawsze miłość niespełniona.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj