Francuskie proporcje
Zmieniły się epoki, style, upodobania estetyczne. Proporcje wszelako pozostały te same.
Francja znana jest i podziwiana na całym świecie. „Made in France” to coś znaczy.
Maria Kalashnik/Alamy Stock Vector/BEW

Francja znana jest i podziwiana na całym świecie. „Made in France” to coś znaczy.

Rząd nasz obraził się na Francuzów. Czemu nie? Na każdego można przecież zagiąć parol, czy ma rację (jak w tym przypadku Żabojady) czy nie. Jak to jest u nas w dyplomatycznym zwyczaju, za zniewagą popłynęła rzeka pomyj, obelg i złośliwości. Najpopularniejsze bodaj było wykrzykiwanie, iż pyszałkowaci Francuzi uważają swój kraj za mocarstwo, którym od dawna nie jest. Nie rozpoczynajmy jałowej dyskusji, że Paryż dysponuje bronią atomową, iż mniej czy bardziej zależne terytoria ma rozrzucone po całym globie, że Legia Cudzoziemska zmiotłaby harcerzyków Macierewicza w trzy minuty... Nie o to chodzi.

Wiosną 1878 r. pojechał Wokulski do Paryża: „znajduje się na środku placu, z którego rozchodzi się siedem ulic. Liczy raz i drugi – siedem ulic... Gdzie iść? Chyba w kierunku drzew... Akurat dwie ulice, przecinające się pod kątem prostym, są zadrzewione...

»Pójdę w kierunku ściany hotelu« – myśli Wokulski. Robi pół obrotu w lewo i staje zdumiony. W głębi na lewo widać jakiś potężny gmach.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj