Tylko w jednej sprawie PiS i opozycja potrafią się zjednoczyć. W sprawie armii
Antoni Macierewicz dziękował Tomaszowi Siemoniakowi i Czesławowi Mroczkowi – swoim największym krytykom w obozie opozycji.
Chwilo, trwaj – chciałoby się zakrzyknąć.
włodi/Flickr CC by 2.0

Chwilo, trwaj – chciałoby się zakrzyknąć.

434 za, 1 przeciw, wstrzymało się 5 – to wyniki głosowania nad ustawą zwiększającą budżetowy fundusz na obronność i powiększającą armię niemal dwukrotnie. Mimo dramatycznie głębokich podziałów politycznych i rzucanych wzajemnie zarzutów zdrady Sejm prawie jednogłośnie uznał, że Polska potrzebuje większej armii, a ta armia – większych pieniędzy.

Nowe przepisy ustanawiają wieloletnią ścieżkę dojścia do bardzo wysokiego jak na standardy NATO poziomu wydatków wojskowych – 2,5 proc. PKB, który Polska ma osiągnąć w 2030 r. Owszem, to perspektywa odległa, ale z drugiej strony inny przepis, każący obecne 2 proc. liczyć na bazie PKB roku bieżącego, dał wojsku dodatkowe aż 10 proc. w nominalnym wzroście nakładów.

Dzięki temu po raz pierwszy w historii budżet wojskowy przekroczy w przyszłym roku 40 mld zł. Jeśli plany obecnego rządu się ziszczą, w 2030 r. ta kwota będzie niemal dwukrotnie wyższa. Ogółem zaś Polska w tym okresie miałaby wydać na obronę astronomiczną sumę 800 miliardów, która zasiliłaby Wojsko Polskie liczące 200 tys. żołnierzy.

Kłótni o szczegóły oczywiście nie zabrakło

Platforma uważała, że PiS de facto zmniejsza armię zawodową, bo zapisał w ustawie jej liczebność na maksimum 130 tysięcy. Dziś takiego limitu nie ma, ustawa mówi o 150 tys. wojska, w tym o nie mniej niż połowie etatów dla zawodowców. Rządzący najpierw zapowiedzieli zgłoszenie autopoprawki usuwającej limit, ale ostatecznie tego w Sejmie nie zrobili. Może zrobią w Senacie.

Nowoczesna i PSL wątpiły, czy poziom 200 tys. żołnierzy jest realny i czy nie spowoduje konieczności cięć w innych obszarach budżetu. Rzeczywiście, prognozy demograficzne nie nastrajają optymistycznie, a wobec szybkiego wzrostu płac wojsko jest coraz mniej konkurencyjnym pracodawcą. Limitu 200 tysięcy żołnierzy raczej szybko nie wypełnimy, ale 150 tysięcy wraz z obroną terytorialną wydaje się realne.

Ostatecznie jednak w głosowaniu zapanowała rzadko spotykana jedność. Przeciwko był tylko jeden poseł, Jacek Wilk z klubu Kukiz′15. Od głosu wstrzymało się troje posłów Nowoczesnej i dwóch z koła Unii Europejskich Demokratów. Całe kluby PiS i PO głosowały za. Antoni Macierewicz dziękował za to Tomaszowi Siemoniakowi i Czesławowi Mroczkowi – swoim bodaj największym krytykom w obozie opozycji.

Chwilo, trwaj – chciałoby się zakrzyknąć. Ale nie mam złudzeń, że opozycja wsparła rząd głównie po to, by uniknąć zarzutów o zdradę narodową. Hasła Targowicy pojawiały się w dyskusji i wisiały nad krytykami rządowych propozycji. Propagandowa machina PiS nie dałaby żadnej szansy PO, gdyby ta zagłosowała przeciw. Mam jednak nadzieję, że choć w części wynik głosowania jest wyrazem „ponadpartyjnego porozumienia”, iż Polska potrzebuje więcej pieniędzy na wojsko i więcej wojska w ogóle.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj