Reparacyjny przekładaniec
Berlin
Alexander Steinhof/Flickr CC by 2.0

Berlin

Najbardziej pocieszny jest wywód p. (nie byle) Jakiego zawarty w ostatnim z zacytowanych zdań. Jeszcze raz je przytoczę: „gdybyśmy te biliony złotych zamiast na odbudowę Polski po niemieckiej hatakumbie – przeznaczyli na rozwój naszego państwa – to Polska była by dziś 2 razy silniejsza”.

Wszelako nie można było spożytkować rzeczonych bilionów złotych na rozwój naszego państwa, skoro zostały wydane na jego odbudowę po niemieckiej hatakumbie (po polsku „z powodu ogromnych zniszczeń spowodowanych przez wojnę, za którą Niemcy są odpowiedzialni”). Przypuszczam, że p. (nie byle) Jaki chciał powiedzieć, że gdyby Niemcy pokryli koszty strat wojennych poniesionych przez Polskę, to pieniądze, które państwo polskie wydało na odbudowę kraju, mogłyby być przeznaczone na jego rozwój.

Mniejsza już o to, że wyliczanki w sprawie dwukrotnego przyrostu siły Polski są niesprawdzalne. Pan (nie byle) Jaki prawi dość podobnie jak Zagłoba sprzedający Niderlandy królowi szwedzkiemu, a przy okazji posługuje się tzw. nierzeczywistym (kontrfaktycznym) okresem warunkowym, w tym wypadku zdaniem „gdybyśmy te biliony (…) przeznaczyli na (…), to (…)”. Rzecz w tym, że tych bilionów nie było, nadal nie ma, a to, czy będą, jest rzeczą problematyczną. Powtarzam, że sprawa jest poważna i nie należy jej kwitować byle jaką logiką.

Ile Niemcy są nam winni. Ministrowie liczą

Pan Waszczykowski powiada tak: „Po zabiciu sześciu milionów Polaków, po takich stratach jak zniszczenie tylko Warszawy w 80 procentach, to chyba to jest obowiązek, żeby zadośćuczynić”. Odkrywca San Escobar przeoczył jednak, że zabicie kilku milionów ludzi i zniszczenie Warszawy w 80 proc. nie rodzi (prawnego) obowiązku wypłacenia reparacji. Alianci też zabili nie mało Niemców, zniszczyli Hamburg i Drezno, ale nie mieli jakiegokolwiek obowiązku (nawet moralnego) zadośćuczynienia z tego powodu.

Plan Marshalla, który położył podwaliny pod niemieckie prosperity ekonomiczne, był przedsięwzięciem czysto politycznym, elementem rozgrywki politycznej pomiędzy Zachodem i Wschodem. Typowa argumentacja (powtarzam) strony polskiej jest taka: agresja niemiecka na Polskę i jej konsekwencje w postaci zniszczeń wojennych rodzą moralny obowiązek zadośćuczynienia, a za tym idzie obowiązek prawny wypłacenia reparacji. Tak jest tylko przy przyjęciu dodatkowej przesłanki, że moralność generuje prawo w tym właśnie wypadku. Jasne, że obecne władze polskie akceptują (przynajmniej deklaratywnie, bo w praktyce jest różnie) taką właśnie koncepcję roli prawa natury. To jednak za mało, aby przekonać Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości. Na osłodę pozostanie ludowe przeświadczenie, że p. Merkel do spółki z p. Macronem, przy walnym wsparciu ze strony p. Sorosa, skorumpowała MTS w celu zaszkodzenia Polsce i dla ugruntowania (w interesie lobby żydowskiego) niemiecko-francuskiej dominacji w Europie.

Pan Waszczykowski wycenił straty wojenne na 1 bilion dolarów, zaznaczając, że mogą być wyższe. Pan Kostrzewa-Zorbas poszedł (w czytadle wPolityce.pl) znacznie dalej: „Ponad 6 bln dol. – tyle w 2017 r. wynosi wartość strat ludzkich i materialnych zadanych Polsce przez nazistowskie Niemcy podczas II wojny światowej”. To szacunek maksymalny. Inne wyliczenia podają wartości pośrednie pomiędzy 1 bilionem a 6 bilionami. Nieznana jest przy tym metoda rachowania (zwłaszcza odniesiona do 2017 r.), i musi być wielce osobliwa, skoro doprowadza do tak różnych rezultatów.

Zwłaszcza frapujący jest sposób wyceniania ludzkiego życia uskuteczniany na ogół przez tych, którzy urodzili się po wojnie. Nagle też okazuje się, że straty ludzkie wyniosły 6 milionów Polaków, a nie obywateli polskich. Tak stwierdził p. Waszczykowski (patrz wyżej), a p. Macierewicz raczył dodać: „Sześć milionów wymordowanych Polaków wyparowało, wyeliminowanych nie tylko z ich własnego doświadczenia i życia, ale także z pamięci narodów europejskich”. Pan Macierewicz myli się, ponieważ owe 6 milionów nie zostało wyeliminowanych z pamięci narodów europejskich, jak o tym świadczą filmy, książki i muzea, stworzone na całym świecie, nie tylko w Europie. A pomijanie faktu, że wśród owych 6 milionów znalazły się 3 miliony Żydów, obywateli polskich, ale w większości nie uważających się (i nieuważanych) za Polaków, jest dość prymitywnym zabiegiem retorycznym.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj