Reparacyjny przekładaniec
Berlin
Alexander Steinhof/Flickr CC by 2.0

Berlin

Być może fotomontaż „Reparationem machen frei” w stylistyce bramy w Auschwitz, zafundowany przez Telewizję Republika, jest zwieńczeniem linii myślenia w sprawie reparacji jako nowej polityki historycznej. Autorem jest p. Korkuć, pracownik IPN i założyciel Ruchu Higieny Moralnej.

Polaków pretensje do całego świata

Rozpatrując reparacyjny przekładaniec, trudno oprzeć się wrażeniu, iż dobra zmiana tak naprawdę nie liczy na kasę, ale stara się tak wymodelować świadomość suwerena, aby ten miał pretensje do całego świata. Sam należę do pokolenia osób bezpośrednio dotkniętych wojną. Moja rodzina poniosła i straty materialne (domy lub mieszkania we Lwowie, Tarnopolu i Warszawie), i osobowe (moi krewni i powinowaci stracili życie w rozmaitych okolicznościach). Nigdy do głowy mi nie przyszło, aby oczekiwać, a tym bardziej żądać jakiegokolwiek zadośćuczynienia od kogokolwiek.

Nie mogłem oprzeć się niemiłemu zdumieniu, gdy pełnomocnik pewnej znanej rodziny arystokratycznej z dumą mi opowiadał o sporym odszkodowaniu (otrzymanym do rządu polskiego) za dobra utracone na Kresach. W 1944 r. zostaliśmy wysiedleni z Warszawy. Miasto zobaczyłem w 1946 r. i ciągle mam w pamięci niewyobrażalne morze gruzów. Hasło „Cały naród buduje swoją stolicę” może i miało swój wydźwięk propagandowy, ale każdy (lub prawie każdy), kto odwiedzał Warszawę, powiedzmy w 1955 r. i później, był pod wrażeniem miasta powstałego na nowo. Fakt, że stało się to bez żadnych reparacji, jest słusznym powodem do dumy i czymś znacznie ważniejszym niż obecne kompleksy (lub pretensje, jeśli ktoś woli), że nie było odszkodowań od Niemców.

W mojej osobistej biografii gest nieznanego Niemca lub Niemki w postaci przysłania paczki ze słodyczami w 1982 r. (akcja tego rodzaju darów była masowa) jest znacznie ważniejszy od bilionów dolarów w liczbie 6, 5, 4, 3, 2 lub 1, zupełnie niezależnie od tego, czy pretensje rządu polskiego w tej materii zostaną spełnione czy nie. Nie mam nic przeciwko dobrowolnemu (czy nawet przyznanemu przez MTS) zapłaceniu odszkodowań przez RFN, ale wedle mojego przekonania tak naprawdę stoimy przed wyborem pomiędzy epatowaniem napisem „Reparationem machen frei”, ponoć skierowanym (oczywiście w ramach uskuteczniania higieny moralnej poprzez p. Korkucia) do Niemców, a ułożeniem sobie z nimi normalnych stosunków międzyludzkich i międzypaństwowych.

Tak, tak, ktoś powie: a co z niemieckim rewizjonizmem historycznym itp. Starożytni mawiali „cognata vocabula” (Słowa odpowiadają rzeczom). A to osiąga się przez debatę, nie przez podejrzanie farbowane roszczenia.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj