Internowanie ciężarnych wg nowego projektu PiS
Kobiety jak bestie
Jeśli ktoś złoży na kobietę doniesienie na policję, do prokuratury lub do sądu rodzinnego – wszczynane ma być postępowanie cywilne, które może zakończyć się przymusowym umieszczeniem jej na oddziale leczniczym.
g_ivana.ukr.net/PantherMedia

Jeśli ktoś złoży na kobietę doniesienie na policję, do prokuratury lub do sądu rodzinnego – wszczynane ma być postępowanie cywilne, które może zakończyć się przymusowym umieszczeniem jej na oddziale leczniczym.

Michalak powołuje się na to, że – w myśl ustawy o RPD – chronić on ma interesy dziecka „od poczęcia”.
Oleksiy Maksymenko/EAST NEWS

Michalak powołuje się na to, że – w myśl ustawy o RPD – chronić on ma interesy dziecka „od poczęcia”.

Czy płód jest człowiekiem?

Pomysł RPD Marka Michalaka to prosta kontynuacja sporu „od kiedy zaczyna się człowiek”. Czyli sporu aborcyjnego, którego przedłużeniem jest debata nad dopuszczalnością zapłodnienia in vitro i eksperymentów nad komórkami macierzystymi pochodzącymi od ludzkich płodów. Ten spór nie został rozstrzygnięty przez międzynarodowe konwencje praw człowieka, w tym konwencje bioetyczne. Pozostawia się je ludzkiemu sumieniu i prawu poszczególnych państw. Najczęściej przyjmuje się, że płód zasługuje na ochronę, choć nie taką samą jak człowiek urodzony.

Z jednej strony mamy więc prawa osoby urodzonej, z drugiej – płodu. Obrońcy życia poczętego powiedzą: te wartości są nierówne – z jednej strony wolność osobista, z drugiej życie i zdrowie. A życie i zdrowie są ważniejsze. Obrońcy wolności powiedzą natomiast, że nierówne są podmioty: człowiek urodzony i istota, która będzie człowiekiem dopiero po urodzeniu (w wersji łagodniejszej po obu stronach jest człowiek, ale ten nieurodzony nie ma jeszcze pełni praw).

Pomysł RPD to milowy krok w stronę zrównania statusu człowieka urodzonego i płodu. Michalak powołuje się na to, że – w myśl ustawy o RPD – chronić on ma interesy dziecka „od poczęcia”. Proponuje zatem wprowadzenie do prawa cywilnego pojęcia „dziecka nienarodzonego” jako podmiotu praw. Gdy to się stanie i płód zostanie uznany za „dziecko”, uruchomi się obowiązująca (i słusznie) w prawie rodzinnym zasada, że „dobro dziecka” ma pierwszeństwo także przed np. interesem rodzica. To zaś może usprawiedliwiać dalsze ograniczanie wolności kobiet: np. internowanie, jeśli ktoś złoży donos, że planuje ona dokonać aborcji lub prowadzi niezdrowy czy ryzykowny tryb życia. Wolność kobiety ograniczy się wówczas na rzecz ochrony płodu traktowanego jak człowiek urodzony. Może więc dochodzić do paradoksalnych sytuacji: płód będzie jako pacjent lepiej chroniony niż dziecko urodzone, bo na jakiekolwiek czynności medyczne wobec dziecka urodzonego mogą nie zgodzić się jego rodzice – jak miało to miejsce tydzień temu w szpitalu w Białogardzie.

Ubezwłasnowolnienie kobiet.

Taka interpretacja wprost wynika z proponowanej przez RPD ustawy, bo zakłada ona, że internowanie kobiety w ciąży jest dopuszczalne, nawet gdy nie jest uzależniona, a odurza się okazjonalnie. Jednak zgoda na tak daleko idącą ingerencję to równia pochyła. Można sobie wyobrazić prawo nakładające na ciężarne kolejne ograniczenia, np. zakaz palenia, bo wiadomo, że może powodować niższą wagę urodzeniową dziecka, przedwczesny poród lub poronienie, problemy dziecka z krążeniem, niedorozwój płuc i większe ryzyko tzw. śmierci łóżeczkowej. Zakaz niewłaściwego odżywiania się (np. głównie w fast foodach). Zakaz zachowań ryzykownych, jak jazda na nartach czy rowerze. Tu warto przypomnieć projekt nowelizacji Kodeksu karnego przygotowany za rządów w Ministerstwie Sprawiedliwości Jarosława Gowina przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Karnego, gdzie wprowadzano karalność kobiety za przyczynienie się do śmierci „dziecka poczętego zdolnego do życia poza organizmem matki”. Przewodniczący tej komisji prof. Andrzej Zoll tłumaczył, że takim przyczynieniem się mogą być właśnie zachowania ryzykowne, jak wypicie pół litra wódki czy jazda na rowerze w zaawansowanej ciąży (ostatecznie z tego przepisu zrezygnowano).

W krajach, gdzie legalne jest rodzenie dzieci przez tzw. matki zastępcze, zawiera się umowy cywilne z tymi kobietami, które zobowiązują je do określonego trybu życia pod rygorem zapłaty odszkodowania. Różnica polega na tym, że jest to kontrakt zawierany dobrowolnie, a surogatka może stawiać własne warunki.

RPD nie proponuje, żeby karać partnera kobiety ciężarnej czy jej otoczenie za zachowania, które wywołują u niej intensywne złe samopoczucie. Chociaż stres matki też negatywnie wpływa na dziecko w jej łonie. Można więc powiedzieć, że projekt RPD to realizacja wizji kobiety jako chodzącego inkubatora, której zadaniem jest dbanie o przyrost naturalny zdrowych Polaków. I która nie jest równoprawnym podmiotem praw i wolności. Wizja, w którą wbudowana jest dyskryminacja ze względu na płeć.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj