Winni katastrofy MTK prawomocnie skazani. Za chojrackie przekonanie, że jakoś to będzie
Śmierć z gołębiami w tle
Zaniedbania, niechlujstwo, lekceważenie przepisów – tak najkrócej zabrzmiało uzasadnienie Sądu Apelacyjnego w Katowicach, który wydał dzisiaj prawomocny wyrok w sprawie największej katastrofy budowlanej w dziejach Polski.
Proces w sprawie MTK zaczął się w 2009 r. przed Sądem Okręgowym w Katowicach.
Leszek Zych/Polityka

Proces w sprawie MTK zaczął się w 2009 r. przed Sądem Okręgowym w Katowicach.

Pięć wyroków (od półtora roku do 9 lat pozbawienia wolności) i cztery uniewinnienia – nikogo nie zadowolą i nie ukoją. Tylko tyle za śmierć 65 osób, za 26 trwałych kalectw i 140 cierpień rannych, którym cudem się udało? Za psychiczne urazy setek innych, którzy owego mroźnego dnia, 28 stycznia 2006 r., o godzinie 17.15 byli na VII Międzynarodowych Targach Gołębi Pocztowych w hali Międzynarodowych Targów Katowickich? Zdążyli uciec lub się wyczołgać. (Dla przypomnienia szczegółów samej tragedii i późniejszych spraw z nią związanych odsyłam do POLITYKI: Życie po 17.15, Rachunki za śmierć i Cena nieszczęścia).

Sprawiedliwy to werdykt czy nie? To pytanie już ciśnie się na usta i choć wiadomo, że nie ma dobrych odpowiedzi – także one natrętnie i z mocą dopominają się o głos. Ale klamka w sprawie karnej zapadła. Do kasacji, rzecz jasna, bo taka została przez prokuraturę wstępnie zapowiedziana w stosunku do uniewinnionych.

Niespotykany zbieg okoliczności

Mieliśmy do czynienia – stwierdziła katowicka apelacja – z bylejakością na każdym kroku: od momentu projektowania hali, poprzez jej budowę, użytkowanie, aż po te sekundy, w których wszystko skumulowało się w jednym: w niewyobrażalnej tragedii pod tysiącami ton zamarzniętego śniegu i poskręcanych stalowych i aluminiowych konstrukcjach dachu.

Proces w sprawie MTK zaczął się w 2009 r. przed Sądem Okręgowym w Katowicach. Wówczas prokuratura oskarżyła 12 osób za niebywałe błędy projektowe, budowlane, nadzorcze i wszystkie inne, związane z niewłaściwą eksploatacją oraz zarządzaniem hali.

Głównym oskarżonym był Jacek J., który halę zaprojektował, choć nie miał do tego uprawnień. Trzy osoby opuściły sądowe ławy: koordynator techniczny Piotr I., który dobrowolnie poddał się karze (zarzucano mu, że w chwili dramatu drzwi ewakuacyjne były zamknięte, ale w tej części hali nikomu włos z głowy nie spadł). Projekt hali koncepcji oskarżonego Jacka J. autoryzowali fachowcy z uprawnieniami: Szczepan K. wyłączony został z procesu ze względu na chorobę, a Andrzej W. zmarł w jego trakcie na zawał serca.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj