Macierewicz prosi USA o wojsko i oferuje kontrakty
Bez ujawnienia wielu konkretów odbyło się pierwsze spotkanie ministra obrony w Pentagonie. Znowu padły zapewnienia o zakupie amerykańskich rakiet i chęci przyjęcia w Polsce jeszcze większej liczby amerykańskich żołnierzy.
Antoni Macierewicz
MON/Flickr CC by 2.0

Antoni Macierewicz

Antoni Macierewicz po raz pierwszy w czasie swego urzędowania przeszedł przez szpaler honorowy żołnierzy w galowych mundurach, stojący u wychodzącego na Potomak portyku Pentagonu. To właśnie tu sekretarz obrony USA przyjmuje swoich najważniejszych gości. Ze stopni olbrzymiego budynku jak na dłoni widać Waszyngton, z dominującą w krajobrazie białą iglicą Pomnika Waszyngtona, bliżej zaś rzekę i jej zatokę, gdzie teraz jest marina, ale kiedyś z dna wydobywano piasek służący do budowy pięciokątnego Federalnego Budynku Biurowego nr 1, dziś znanego jako Pentagon.

Wspólny rzut oka – gospodarza i gościa – na tę wspaniałą panoramę i wymiana kilku zdań to obowiązkowy punkt każdej oficjalnej wizyty. Podobnie jak odgrywane przez wojskową orkiestrę hymny i serdeczny uścisk ręki przy wejściu. Tym razem bardziej ściskał Macierewicz, nie tylko za rękę, ale i za ramię. Sceneria więc niezrównana, a uroczystość podniosła. I to na razie musi wystarczyć, bo o konkretach wiadomo wyjątkowo mało.

Macierewicz ostrożnie o Afganistanie, krytycznie o NATO

Jeszcze przed wizytą MON nieoficjalnie komunikował, że zwiększenie kontyngentu w Afganistanie – co wydawało się przesądzone – wcale nie będzie pierwszoplanowym tematem rozmów. Sygnał z wojska był nieco zaskakujący: nie, nie będzie takiego powiększenia naszego zaangażowania, do jakiego namawiali Amerykanie, czyli o połowę. Jeśli w ogóle, to wyślemy dodatkowych specjalistów, a nie kompanię piechoty. Powód? Koncentracja na wschodniej flance i własnych potrzebach, które oczywiście są też sojuszniczymi. Wolimy zostać na miejscu i zabezpieczać przesmyk suwalski niż Afganistan. Antoni Macierewicz o afgańskiej misji mówił, ale oględnie i bez większych emocji. Dużo chętniej w czasie zaledwie 10-minutowego spotkania z dziennikarzami opowiadał o amerykańskich wojskach w Polsce i amerykańskiej broni.

Zaczął jeszcze przed spotkaniem z Jamesem Mattisem. Na konferencji CEPA Forum, skupiającej ministrów, generałów i ekspertów z Europy Środkowej i USA, Macierewicz był uczestnikiem panelu o ewolucji NATO do potrzeb zagrożeń XXI wieku. W swoim przemówieniu podkreślił, że ćwiczenia Zapad-17 zmuszają NATO do zmiany myślenia o obronie wschodniej flanki. Że siły, które jeszcze w zeszłym roku w czasie warszawskiego szczytu wydawały się wystarczające, w świetle zdolności pokazanych przez Rosję i Białoruś będą musiały być zwiększone. Że Europa potrzebuje większego zaangażowania USA – a jeśli sama myśli, że jest w stanie odegrać strategiczną rolę, to się myli i gra w interesie Rosji. Ale nie tylko Europie Zachodniej i Moskwie dostało się od Macierewicza. Minister krytycznie ocenił też samo NATO – czas jego potencjalnej reakcji na rosyjską agresję. Dlatego właśnie jego zdaniem w Polsce i innych krajach powinno być jeszcze więcej Amerykanów.

To akurat opinia nieodosobniona. Słuchający Macierewicza gen. Frederick Ben Hodges, odchodzący dowódca US Army Europe, pytał retorycznie, czy ktoś nie ma na zbyciu jakichś żołnierzy, bo chętnie zabrałby ich do Europy. Tłumaczył, że 30 tys. podległych mu wojsk musi mieć zdolność odstraszania za 300 tys.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj