Poezja i proza polityczna
Żubry
Mrs Airwolfhound/Flickr CC by 2.0

Żubry

Faktycznie, nagana udzielona Słowakom mogła fatalnie odbić się na jedności regionu. Zacytowani autorzy poezji polemicznej wobec p. Wojciechowskiego wytknęli mu jednostronność, aczkolwiek tylko ekologiczną. Wyjaśnię, że w sprawie „tajemniczej córki leśniczego” chodzi o to, że pewien ksiądz, ponoć kapelan Lasów Państwowych, postrzelił rysia, a potem wyciągnął sznurek i udusił zranionego zwierzaka. Uczynił to zapewne z chrześcijańskiego miłosierdzia, bo ryś to też stworzenie Boże, więc trzeba mu oszczędzić niepotrzebnych udręk.

Na rysie nie wolno polować, ale p. Szyszko zapewne zmieni prawo, niewykluczone, że z mocą wsteczną, tak aby wielebnemu nic nie stało się. Może zresztą nie trzeba będzie, ponieważ nic nie słychać, aby kapelanowi cokolwiek groziło. Nie jest wykluczone, że historia z rysiem została wymyślona przez opozycję totalną (niektórzy mówią nawet „totalitarną”) lub tzw. łżemedia, oczywiście finansowane przez Merkel i Sorosa, z wiadomych powodów, dokładniej: wrogich tzw. dobrej zmianie.

Ludzie są bestiami wobec zwierząt

Sprawa rysia i żubra jest smutna. Pokazuje, że ludzie są bestiami wobec zwierząt, niekoniecznie odwrotnie. Pomijam niebywałe okrucieństwo w hodowlach zwierząt przeznaczonych na mięso i futerkowych. Może tylko zauważę, iż przechwałki władz polskich, że fermy hodowlane są przenoszone do Polski, np. z Francji, są zwyczajnie niesmaczne, ponieważ dzieje się tak dlatego, że nasze rygory dotyczące dobrostanu zwierząt są liberalniejsze od obowiązujących w krajach zachodnich.

Możemy pocieszać się tym, że wredni Germanie zastrzelili żubra z Polski, ale prasa codziennie przynosi wstrząsające relacje o psie, któremu pijany właściciel obciął uszy, o kocie powieszonym lub spalonym żywcem, o danielu przykutym do drzewa itp. Przemoc wobec zwierząt powoli staje się problemem społecznym. A tolerancja dla niej skutkuje przemocą wobec ludzi. Straż leśna w Białowieży pobiła ekologów protestujących przeciwko wycince drzew, rechocąc przy trzy tym „Boli, musi boleć”. Wspomniany kapelan zapewne pobłogosławił dzielnych leśników, a potem zabawił się z rysiem. Trudno się dziwić, że nie dostrzegli w tym niczego zdrożnego.

Dekomunizacja drzew

Pan Bukowski (Jerzy, pseudonim internetowy Sowiniec), dr filozofii, nawet słuchacz moich wykładów, postawił taki oto problem:

„Czy dekomunizacji powinno podlegać także drzewo? Z takim problemem muszą zmierzyć się władze Tarnowa, w którego centrum rośnie piękny dąb posadzony z okazji jubileuszu 35-lecia PRL. Oznajmia o tym wszem wobec betonowa tablica. (…) Będziemy musieli dokonać wspólnie z magistratem swoistej kwerendy. Jeśli okaże się, że takich obelisków, tablic jest w mieście więcej, trzeba będzie podjąć odpowiednie kroki administracyjne [to zdanie jednego z tarnowskich oficjeli]. Podobnego zdania jest tarnowski przewodnik Jacek Litwin. »To symbol tamtych lat i tamtych czasów, których nie można odciąć ustawą. Drzewo, które rośnie na skwerze przy ulicy Zakątnej, nie powinno być usunięte w ramach ustawy dekomunizacyjnej, bo jest niemym świadkiem wydarzeń Polski z czasów PRL. Wiąże się z nim także pewna ciekawostka. To tak zwany dąb czerwony i został posadzony przez czerwonych. Jest tylko jeden problem. Ten gatunek został sprowadzony do Europy w XIX wieku ze Stanów Zjednoczonych« – wyjaśnił w rozmowie z Radiem Kraków”.

I p. Bukowski konkluduje: „Być może właśnie te amerykańskie korzenie sprawią, że dąb oprze się dekomunizacji”.

Nic nie wskazuje na to, aby p. Sowiniec ironizował. Byłoby to zresztą dziwne, ponieważ od dawna jest heroldem dezubekizacji i dekomunizacji. Jeśli rzeczony dąb pozostanie na swoim, być może p. Bukowski okrutnie zafrasuje się z tego, że wybrano drzewo kosztem jakże słusznej idei.

Frasunki p. Sowińca są jego sprawą i postronnym osobom nic do jego stanów mentalnych. Podobnie p. Wojciechowski ma pełne prawo do ubolewania nad smutnym końcem polskiego żubra na pruskiej ziemi i demonstrowania w ten sposób przewagi swobód obywatelskich w Polsce nad niemieckie.

Wszelako, z obiektywnego punktu widzenia, mieszanie drzew i zwierząt do walki politycznej jest zwyczajną tragifarsą. Bareja by nie wymyślił, że czerwień korzeni dębu, o ile ma rodowód z kraju rządzonego przez p. Trumpa, neutralizuje to, że został posadzony przez „czerwonych” – lub że żubr poniósł ostateczne konsekwencje za porównywanie swobód demokratycznych w dwóch sąsiadujących ze sobą państwach.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj