To już rok bez Caracali. Doczekamy się śmigłowców?
W dniu kiedy Caracal zakończył z pozytywnym rezultatem testy wojskowe w Powidzu, PiS złożył dezyderat wzywający do wstrzymania postępowania.
redskin83/Flickr CC by 2.0

W dniu kiedy Caracal zakończył z pozytywnym rezultatem testy wojskowe w Powidzu, PiS złożył dezyderat wzywający do wstrzymania postępowania.

Po tym jak Inspektorat Uzbrojenia wszczął w lutym formalną procedurę – na podstawie zgłoszonej przez wojsko pilnej potrzeby operacyjnej – wiadomo było, że czekają nas przynajmniej kolejne miesiące, zanim zostanie podpisana umowa. O dostawie w 2017 r. należało zapomnieć już wiosną. Latem okazało się, że procedura, choć z nazwy pilna, tak szybko nie idzie. Ostateczne zaproszenie do składania ofert wysłano oferentom... 7 września. Na złożenie dokumentów mają czas do 28 grudnia. A chodzi wyłącznie o osiem śmigłowców dla wojsk specjalnych. Procedur związanych z pozyskaniem bardziej skomplikowanych śmigłowców morskich Inspektorat nawet nie rozpoczął. Bo przecież wojskowi urzędnicy muszą trzymać się prawa, a po drugiej stronie mają trzech zagranicznych dostawców: francuski Airbus Helicopters, PZL-Świdnik, należący do włoskiego koncernu Leonardo, i PZL-Mielec w rękach amerykańskiego Lockheed Martina. Nie może być mowy o obchodzeniu procedur, które mimo znacznie mniejszej skali i wartości zamówienia niż zerwany w zeszłym roku przetarg wcale nie są mniej skomplikowane.

Kiedy więc będą śmigłowce?

Nawet przy założeniu, że oferty ostateczne zawierające cenę i offset spłyną do MON w grudniu lub styczniu, ich analiza potrwa do wiosny. Jej rezultatem będzie wybór maszyny najlepiej spełniającej wymagania i skierowanie jej do testów, podobnych do tych, jakie Caracal odbywał w Powidzu. Można tylko mieć nadzieję, że próby maszyny przeznaczonej wyłącznie dla sił specjalnych będą nieco krótsze niż w przypadku wielozadaniowej wspólnej platformy, jaką miał być francuski śmigłowiec. Po pozytywnym zakończeniu testów rozpoczną się negocjacje, podczas których zostanie ustalona ostateczna cena i warunki zamówienia. Zgodnie z prawem przed podpisaniem umowy dostawy trzeba jeszcze zawrzeć umowę offsetową, zapewne w drugiej połowie przyszłego roku. Będzie dobrze, jeśli umowa na pierwsze osiem sztuk śmigłowców zamawianych przez obecny rząd stanie się faktem w 2018 r.

Resort obrony oczekuje, że pierwszy z zamawianych śmigłowców pojawi się w Polsce w połowie 2019 r., najpóźniej przed wyborami. Oznacza to, że dostawca będzie musiał wyprodukować pierwszą maszynę w mniej niż rok od zawarcia kontraktu. MON chce, by dostawy wszystkich ośmiu zakończyły się w półtora roku, a za przyspieszenie terminu można uzyskać dodatkowe punkty. Warunek ten faworyzuje Airbusa i Sikorsky’ego, dysponujących dużą bazą produkcyjną i realizujących pokaźne zamówienia, w które można wpasować niewielki polski kontrakt. Świdnik może mieć problem tak duży jak proponowany śmigłowiec. Przeniesienie produkcji AW101 do Polski jest nierealne – przynajmniej w tak krótkim czasie. Trudno też wyobrazić sobie, by fabryka w Yeovil specjalnie na życzenie Polski przyspieszyła produkcję. W rok się nie wyrobi, choćby Krystowski stawał na głowie.

Marynarze poczekają jeszcze dłużej. Inspektorat Uzbrojenia nie ma mocy przerobowych, by jednocześnie prowadzić dwa postępowania, i nie zaczął jeszcze negocjacji w sprawie maszyn morskich. Mają one łączyć funkcje poszukiwawczo-ratownicze i zwalczania okrętów podwodnych, przez co są o wiele bardziej skomplikowane i droższe w zakupie, obsłudze i utrzymaniu. Procedura ich pozyskania niemal na pewno potrwa dłużej niż śmigłowców dla specjalsów. Jest więc mało prawdopodobne, by umowa na ich dostawę została podpisana w 2018 r., choć pewną nadzieję stwarza to, iż w tym postępowaniu oferty wstępne złożyły tylko PZL-Świdnik i Airbus Helicopters. Śmigłowce dla marynarki wojennej powinny być relatywnie duże, a PZL-Mielec nie ma ich w ofercie i nie zdecydował się zaproponować żadnej z większych maszyn produkcji spółki-matki Sikorsky Aircraft. Tak więc o morskie zamówienie walczą Agusta Westland AW-101, zgłoszony przez PZL-Świdnik i H225M Caracal Airbusa. Z cudem graniczyć będzie sytuacja, jeśli którakolwiek z tych maszyn dotrze nad Bałtyk za kadencji obecnego rządu.

Może być też tak, że i obecna procedura nie wskaże dostawcy. Jeśli wymagania stawiane śmigłowcom i podejście wojska istotnie się nie zmieniły w stosunku do dwóch lat wstecz, może się okazać, że najlepiej oceniony zostanie... Caracal.

Ale chyba wszyscy, włącznie z francuskim producentem, zdają sobie sprawę, że byłby to wybór nie do zaakceptowania dla MON z politycznego punktu widzenia. Wróciłyby wszystkie koszmary skasowanego przetargu, a opozycja słusznie pytałaby, na co był ten cyrk. Możliwe jest zatem, choć mało prawdopodobne, że śmigłowce spadną jeszcze niżej w hierarchii potrzeb niż znaczenie „dziesięciorzędne”, które nie tak dawno wskazywał dla nich wiceminister Kownacki. Z tym, że w połowie kadencji coraz częściej będą padać pytania, co oprócz samolotów dla rządu kupiła ekipa PiS, co wcześniej nie było zlecone, w negocjacjach lub zgoła w produkcji. Ten bilans sprawa śmigłowców doskonale ilustruje.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj