Kawiarnia literacka
Polski paradoks
Nikt już nie pisze do przyjaciół Moskali w duchu wolności i braterstwa – dzisiaj Polak sam chce być Moskalem.

Wszyscy słyszeliśmy o francuskim paradoksie – statystyczny Francuz nie umiera na serce, mimo że od pokoleń jada wręcz nieprzyzwoicie tłusto. W Normandii, ojczyźnie Flauberta – genialnego pisarza i wielkiego obżartucha – paradoks ten osiąga szczyty, rzucając ekstremalne wyzwanie ludzkiemu metabolizmowi: Normandczyk dzień w dzień pochłania pełnotłuste sery, masło i śmietanę kremówkę (nierzadko w jednej potrawie), a mimo to nie umiera na miejscu. (Dla pocieszenia odnotujmy, że sprawiedliwość jednak istnieje i choć Francuz nie umiera na serce, to umiera na wątrobę – za sprawą tego samego czerwonego wina, które ratuje go przed miażdżycą).

Polacy też dorobili się ostatnio swojego narodowego paradoksu, ale nie jest to paradoks kulinarny, bo przecież Polak nie Francuz i rytmu naszego życia nie wyznaczają godziny posiłków, we Francji uświęcone tradycją i otoczone nabożną czcią. Rytm życia nad Wisłą wyznacza – oczywiście – geopolityka: przekleństwo mapy, na której Polska zawsze leży między Rosją a Niemcami, o ile akurat nie znikła, rozparcelowana między sąsiadów jak postaw czerwonego sukna.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj