Państwo nie będzie pomagać organizacjom ratującym kobiety
Na linii strzału
Wystarczyły dwa lata, aby zniszczyć bardzo długo budowaną sieć wsparcia dla ofiar przemocy. Państwo ograniczyło finansowanie organizacji zajmujących się ratowaniem kobiet.

Budowanego przez lata systemu wyciągania kobiet z przemocowych domów już nie ma. Wystarczyły dwa lata. Pomoc praktycznie zniknęła. Państwo wycofało wsparcie finansowe, a największe firmy, które kiedyś finansowały ową pomoc, chcą podobać się rządowi. Organizacje zajmujące się pracą u podstaw z całej Polski ledwo przędą. Były mieszkania czasowe, gdzie mogły się schronić kobiety uciekające z domów, zwykle z dziećmi? Była pomoc psychologiczna i lekarska? No to nie ma. Dziś kobieta, chcąca uciec od przemocy, powiadomiwszy policję, może założyć Niebieską Kartę i udać się do noclegowni w najbliższym mieście wojewódzkim. O ile akurat nie ma dużego mrozu, bo wtedy brakuje miejsc.

Choć na różnych etapach życia ofiarami ciągłej bądź incydentalnej przemocy domowej było około 13 mln Polaków, państwo polskie długo odmawiało nawet ratyfikowania konwencji o przeciwdziałaniu przemocy, bo Kościół powiedział, że to „godzi w tradycyjnie pojmowaną rodzinę”. W ostatnich latach ogólna liczba ofiar przemocy domowej lekko spadała, za to wzrosła liczba maltretowanych kobiet. Panowie domu są nieco mniej skłonni niż przed laty maltretować dzieci – chętniej i częściej odbijają sobie na żonach.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj