Urlopowe ekwiwalenty dla uprzywilejowanych
Media prześcigają się we wskazywaniu kolejnych rekordzistów, których ekwiwalenty nierzadko wynoszą po kilkadziesiąt tysięcy.
Falko Matte/PantherMedia

Media prześcigają się we wskazywaniu kolejnych rekordzistów, których ekwiwalenty nierzadko wynoszą po kilkadziesiąt tysięcy.

Niektórzy samorządowcy odbierają kilkudziesięciotysięczne zwroty za niewykorzystane urlopy. Nie ma jasności, czy jest to zgodne z prawem.

Wrzesień minął i o wakacyjnych urlopach mało kto już pamięta. Według obowiązującego prawa pracy dla pracowników zatrudnionych na etatach urlop jest przywilejem, którego nie można się zrzec. Co więcej, nie można go też nadmiernie gromadzić. Pracodawca ma bowiem obowiązek udzielenia pracownikowi urlopu najpóźniej do 30 września kolejnego roku kalendarzowego. Za niedostosowanie się do tego przepisu grożą kary. Tylko w ubiegłym roku w czasie rutynowych kontroli Państwowa Inspekcja Pracy stwierdziła naruszenie tego przepisu prawie 1500 razy. Dzięki zastosowanym przez inspektorów środkom prawnym urlop mogło wykorzystać ponad 25 tys. pracowników. Pokusę skłaniającą do niewykorzystywania przysługujących nam dni wolnych mogłaby stanowić perspektywa uzyskania pieniężnego ekwiwalentu. Ten jest gwarantowany tylko w przypadku, gdy urlop nie został wykorzystany z powodu rozwiązania lub wygaśnięcia stosunku pracy, co w praktyce zdarza się niezwykle rzadko (pracodawcy wolą wymóc na pracowniku wybranie urlopu, niż zapłacić mu należny ekwiwalent).

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj