szukaj
Sierakowski: Przegrani chcą wygrać
Nie bezrobocie, nie bieda, nie przemoc, ale to, że nie ma czegośtakiego jak polskie problemy, to jest właśnie największy polskiproblem.

Nie bezrobocie, nie bieda, nie przemoc, ale to, że nie ma czegoś takiego jak polskie problemy, to jest właśnie największy polski problem. Innymi słowy, nie powstała po 1989 r. wspólnota polityczna, która mogłaby w równej i demokratycznej wymianie opinii identyfikować wspólne problemy. Wszelkie odruchy wykraczające poza postawy indywidualistyczne były skutecznie deprecjonowane. Na każdym etapie naszego życia i w każdym miejscu miała zapanować wolna konkurencja gorliwych neofitów nowych reguł, wobec czego powstały dwie skarlałe wspólnoty, powstały z konieczności, tak nam wyszły przy okazji, bokiem, ubocznym skutkiem. Jedną tworzą wygrani, którzy jeszcze bardziej wierzą w neoliberalną ideologię, bo przecież zyskali, czyli jak się chce, to proszę, można! A dziś bohatersko się bronią, bo do głosu zaczynają dochodzić przegrani. Ci w sferze publicznej (czyli w oczach wygranych, bo to oni panują w mediach, biznesie, szkołach wyższych) nie prezentują się najlepiej. Tworzą wspólnotę odrzuconych: populiści, roszczeniowy strajkujący tłum i kulturowy ciemnogród.

Polska polityka to zamiast partnerskiego sporu różnych wizji rozwoju (np. socjaldemokratycznej z liberalną i konserwatywną) walka jednej wspólnoty z drugą. Przegranych z wygranymi. W III RP tematy w sferze publicznej narzucali beneficjenci, w IV RP wydaje się, że do głosu doszli przegrani. W każdym razie barbarzyńcy zaczynają coraz bardziej zagrażać nowej cywilizacji. I cywilizacja zapewne upadnie, bo nic nie wskazuje na to, że zauważy prawdziwe źródła frustracji przegranych, że będzie potrafiła zbudować z nimi wspólnotę polityczną. A ma ostatnią okazję, bo na razie barbarzyńcy doszli do głosu za pośrednictwem populistów. Ci są odważni jedynie w gębie, faktycznie zaś, na szczęście, szanują nowe instytucje i reguły gry (gospodarcze). Nie psują gospodarki. Zamiast redystrybucji rozdadzą becikowe, Balcerowicza zamienią na kogoś w gruncie rzeczy identycznego, ale mniej cywilizowanego. I nic się nie zmieni. Populizm, który trafił na salony władzy, jeśli nawet nie jest po prostu sojusznikiem w owczej skórze byłych władców, to na pewno nie jest dla nich żadną poważną alternatywą. Dobrze w każdym razie, gdyby ci potraktowali go jako pierwsze poważne ostrzeżenie, choć nic tego na razie nie zapowiada.

Zauważmy, że jednym z efektów tej dualistycznej wspólnotowości jest swoista transformacja realnych problemów w wyobrażone. Można odnieść zasadne wrażenie, że wszelkie gorące debaty o teczkach, lustracji, przeszłości funkcjonują jako przetransformowane w sferę symboli spory wynikające z nierówności gospodarczych. Tak bowiem populiści zidentyfikowali społeczne zło – utożsamili jego powody z nierozliczeniem przeszłości i powiązali zwalczenie zła z rewolucją moralną. W walce o sprawiedliwość historyczną odbija się walka o sprawiedliwość gospodarczą. Z tych właśnie powodów PiS nie spada wcale poparcie, mimo kolejnych kompromitacji, i – jak w ostatnich wyborach – wygrywa on w małych miastach i wsiach, czyli tam, gdzie mieszka większość przegranych, a przegrywa z reprezentującą interesy wygranych PO w dużych miastach.

Mówiąc krótko, największym polskim problemem jest to, że nie rozmawiamy o naszych sprawach wprost i nie rozmawiamy razem.

Sławomir Sierakowski
publicysta, redaktor naczelny „Krytyki -Politycznej”

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj