szukaj
Dwa lata bez Jana Pawła II
Im dalej od śmierci papieża Polaka, tym ostrzej widać problemy polskiego katolicyzmu.

Uniesienia papieskiego kwietnia to nie był dobry czas na pytania, co dalej. Kościół, media i wielka część społeczeństwa przeżywała wtedy żałobę po Janie Pawle II. Narodziło się pojęcie "pokolenia JPII". Nie jest zbyt mądrze pytać, co zostało z tamtych chwil, bo takie uniesienia zdarzają się rzadko i żyją potem przede wszystkim w sercach poszczególnych ludzi. Nie mamy do nich dostępu. Nie wiemy, jaką tajemnicę wiary, nadziei i miłości mogą kryć w sobie, ani jakie i kiedy przyniesie ona owoce.

Sceptyków nie brakuje. Znam takich i wśród księży. Jeden z nich, doświadczony kapłan i duszpasterz warszawski powiedział mi niedawno, że pokolenie JP II to mit wykreowany przez media, z którego nic nie zostało. Kiedy pojechał na rekolekcje na Wybrzeże, kościół nie był wcale pełny, a przyszli głównie ludzie starsi. Młodzieży prawie nie było. (Ale może chodziła na rekolekcje w ramach obowiązkowych zajęć szkolnych – zażartował. Bez solidnych badań socjologicznych nie da się powiedzieć, czy kaznodzieja ma rację.

Ale gołym okiem widać, że tamta euforia wspólnoty wartości raczej się nie powtórzy w przewidywalnej przyszłości. Co gorsza, wypierają ją ze społecznej świadomości wydarzenia całkiem innego kalibru.

Dwa lata po śmierci papieża Karola Wojtyły Kościołem w Polsce wstrząsa kryzys na tle lustracji. Co powiedziałby Jan Paweł II w kwestii teczek? Nie mam pojęcia. Jeśli jakoś miarodajny jest tu kardynał Stanisław Dziwisz – a przecież uznano go powszechnie za stróża i wykonawcę duchowego testamentu papieża Polaka, – to papież Wojtyła martwiłby się losem Kościoła jako instytucji wystawionej na próbę wiarygodności przez grupę publicystów, polityków, historyków i księży. Próbę, do której Kościół nie był przygotowany i której nie sprostał.

Czy mogło być inaczej? Nie sądzę. Kościół nauczył się radzić sobie z atakami z zewnątrz, ale całkiem innego rodzaju. Z kampaniami nienawiści i szykan ze strony agresywnie antyklerykalnej władzy politycznej i propagandy na jej usługach.

To całkiem co innego niż kampania wolnej prasy w obronie księdza Isakowicza-Zaleskiego czy konserwatywnego katolika publicysty Tomasza Terlikowskiego, którzy postawili publicznie kwestię agentów w Kościele i domagali się od biskupów dania świadectwa prawdzie. A czynili to językiem etyczno-religijnym, takim samym, jakim posługuje się Kościół nauczający i jakim posługiwał się Jan Paweł II.

Na tym polegała trudność. Kościół instytucjonalny nie mógł zlekceważyć takich głosów katolickiego cywilnego nieposłuszeństwa, a każdy dzień zwłoki i brak jasnego stanowiska pogarszały sytuację. Na domiar złego media donosiły o kolejnych duchownych uwikłanych w latach PRL w konszachty z SB.

Czarę goryczy przelała sprawa abp. Wielgusa. Można by ją uznać za triumf katolickiej frondy lustracyjnej, gdyby nie fakt, że pogłębiła ona podziały w Kościele – tak samo zresztą jak cały spór o metodę postępowania w kwestii kościelnej lustracji. Jakie dobro z tej naszej katolicko-katolickiej wojny domowej ostatecznie wyniknie, nie śmiem prorokować, ale wydaje mi się, że wciągnęła ona Kościół w wir polityczny raczej niż ewangeliczny, a to Kościołowi zwykle szkodzi w szerszym odbiorze społecznym.

Jan Paweł II nie mógłby przejść do porządku nad tym zaskakującym upolitycznieniem Kościoła, a tym bardziej nad podziałami wśród katolików świeckich i duchownych, do jakich teraz doszło. Troska o jedność Kościoła to niemal odruch bezwarunkowy u każdego biskupa. Przypomniał o tym podczas pielgrzymki w Polsce Benedykt XVI, niewątpliwie w kontekście narastającego już wtedy kościelnego kryzysu lustracyjnego. Słów Jana Pawła II słuchano by inaczej, ale one już paść nie mogły.

Podziały wśród katolików, czyli znacznej części, jeśli nie wyraźnej większości polskiego społeczeństwa, zatruwają Kościół rozumianą nie tylko jako instytucja, lecz także jako dobrowolna braterska wspólnota. Kościół odchodzi od Ewangelii, kiedy przestaje głosić prawdy wiary i moralności chrześcijańskiej i kiedy przestaje głosić pojednanie i przebaczenie.

Taki Kościół przestaje być potrzebny ludziom. Atmosfera duchoty i waśni na tle politycznym może być nie do wytrzymania dla części wiernych. Ten, komu zależy na jakości polskiego katolicyzmu, nie powinien dlatego lekceważyć odejść z Kościoła takich znanych duchownych, jak Stanisław Obirek, Tadeusz Bartoś i Tomasz Węcławski. Być może odejścia te sygnalizują narastanie w Kościele polskim po Janie Pawle innego jeszcze kryzysu. Tym razem mniej na tle sporów bieżących, a bardziej na tle modelu Kościoła. Jasnego finału nie znalazły też dotąd sprawy abp. Paetza czy świeżo ujawniona sprawa seksualnych nadużyć w Kościele płockim.

Bilans dwóch lat bez Jana Pawła II nie jest więc dla Kościoła zbyt korzystny. Zabrakło autorytetów zdolnych w znaczącym stopniu zastąpić papieża Wojtyłę. Nie zastąpiła go też zbiorowa mądrość episkopatu, choć mocniej ujawniły się talenty duszpasterskie niektórych biskupów. Na co dzień przyszłość katolicyzmu kształtują u nas proboszczowie. Dzięki temu Kościół jest stabilny u podstaw. Ale wstrząsy takie jak kryzys lustracyjny, zatrucie ducha wspólnoty, skandale obyczajowe, mogą tej stabilności zagrozić.  

WIĘCEJ O JANIE PAWLE II I POKOLENIU JP2

  • Jan Paweł II 1920-2005. Cud jest możliwy. Dostaliśmy spadek, który obyśmy zdołali unieść, pisał w kwietniu 2005 roku Jerzy Baczyński.
  • Jan Paweł II. Tak wiele Jemu zawdzięczamy. Polski Anioł Stróż. Na przełomie tysiącleci nikt nie wywarł silniejszego wpływu na losy Polski niż Jan Paweł II. Już sam jego wybór na papieża wstrząsnął krajem, dodał ludziom otuchy, wzmocnił poczucie własnej wartości, ale także samodyscypliny. Potem każda z jego licznych pielgrzymek do Polski stawała się kamieniem milowym na drodze przemian polskiego społeczeństwa.
  • Polska tożsamość. Ciepły kwiecień, zimny maj. Różnica w atmosferze dni, które naznaczyła śmierć papieża, i tych, które nastąpiły potem, jest uderzająca. Co się stało między kwietniem a majem, dlaczego tak bardzo zmienił się język polityków, dlaczego zmieniliśmy się sami?
  • Rok bez Jana Pawła. Trochę pokolenie, trochę JP2. Związane szaliki Cracovii i Wisły pod papieskim oknem na Franciszkańskiej w Krakowie jako symbol pojednania. Niecały rok później kibic Wisły zabity po meczu przez kibica Cracovii. Wielkie narodowe pojednanie. A zaraz potem bezpardonowa młócka. Proklamowanie pokolenia JP2. A dziś socjologiczna debata, czy coś takiego w ogóle istnieje. Czy tamten kwiecień pozostawił w młodych coś trwałego?
  • Świadek nadziei. Biografia papieża Jana Pawła II. Długoletni rzecznik prasowy Ojca Świętego, dr Joaquín Navarro-Valls, powiedział kiedyś, że 16 października 1978 skończył się "Karol Wojtyła" i rozpoczął "papież Jan Paweł II". Dr Navarro-Valls pragnął zapewne wyrazić w ten sposób, że owo samopoświęcenie, samooczyszczenie lub, w terminologii biblijnej, kenosis, które od dawna charakteryzuje życie Karola Wojtyły, wymagało, w dniu jego wyboru na 264. biskupa Rzymu, by każda cząstka jego jestestwa stała się "papieżem Janem Pawłem II".


WIĘCEJ O KRYZYSIE W POLSKIM KOŚCIELE




W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj