Co stoi za Macierewiczem?
Szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Antoni Macierewicz jest prezesem i właścicielem blisko 28 proc. udziałów spółki Dziedzictwo Polskie – wydawcy narodowo- katolickiego pisma „Głos”. Tak wynika z akt rejestrowych spółki w Krajowym Rejestrze Sądowym
Tymczasem ustawa antykorupcyjna zabrania osobom pełniącym kierownicze stanowiska państwowe zasiadania we władzach spółek a także posiadania pakietu więcej niż 10 proc. ich udziałów. Za złamanie ustawy grozi dymisja.

Macierewicz założył Dziedzictwo Polskie w 1995 r. Wówczas też objął funkcję prezesa tej spółki. 22 lipca ub. roku premier Jarosław Kaczyński powołał go na wiceministra obrony narodowej. Ponad miesiąc później Dziedzictwo Polskie złożyło do sądu wniosek „o zmianę danych podmiotu w rejestrze przedsiębiorców”. Jak miały wyglądać owe zmiany – nie wiadomo – bo 19 września ub. roku sąd postanowił zwrócić spółce wniosek ze względu na braki formalne. Odbiór pisma potwierdziła Małgorzata Romanowicz – według KRS przewodnicząca rady nadzorczej spółki (podczas kampanii wyborczej w 2005 r. była pełnomocnikiem finansowym komitetu wyborczego Ruchu Patriotycznego, w skład którego wchodził Ruch Katolicko- Narodowy Macierewicza). Do tej pory do sądu nie wpłynął poprawiony wniosek.

Nie udało nam się zapytać szefa SKW o Dziedzictwo Polskie – w ostatniej chwili odwołał umówione spotkanie. Małgorzata Romanowicz twierdzi, że nie zasiada on już we władzach spółki i ma tylko 10 proc. jej udziałów. Przesłała nam faksem datowane na 20 lipca ub. roku oświadczenie Macierewicza o rezygnacji z funkcji i powołaniu na stanowisko prezesa Małgorzaty Romanowicz. Tymczasem zgodnie z aktem założycielskim Dziedzictwa Polskiego, Macierewicz ma tylko prawo wskazać kandydatów, spośród których prezesa powinna wybrać rada nadzorcza spółki.

Mimo wielokrotnych próśb Romanowicz nie przesłała nam aktu notarialnego potwierdzającego dokonanie sprzedaży udziałów przez Macierewicza. Początkowo nie chciała także zdradzić, kto był ich nabywcą. W końcu stwierdziła, że to ona je odkupiła od wiceministra. Nie chciała również ujawnić danych głównego udziałowca Dziedzictwa Polskiego – spółki Medinvest Corporation. Początkowo twierdziła, że nie wie co to za firma, bo od czasu objęcia funkcji prezesa Dziedzictwa Polskiego nie zdążyła się jeszcze zapoznać z dokumentami, później przekonywała, że musi uzyskać zgodę władz Medinvestu na udostępnienie informacji, w końcu przestała w ogóle odbierać telefon. 

Z faktu, iż w aktach rejestrowych Dziedzictwa Polskiego nie zamieszczono numerów KRS ani REGON Medinvestu, wnioskować można, że jest to firma zagraniczna. Jedyną spółką o tej nazwie, jaką udało się nam znaleźć jest dystrybutor leków z Hong Kongu. Firma handluje głównie viagrą (preparat wywołujący erekcję).

Które informacje o Dziedzictwie Polskim są wiążące – te zamieszczone w rejestrze sądowym, czy te udzielane „na słowo” przez Małgorzatę Romanowicz? Według Kai Angerman, wiceprezes Sądu Rejonowego dla Warszawy, której podlega KRS „art. 17 ustawy o KRS przewiduje domniemanie prawdziwości ujawnionych w rejestrze wpisów. Z punktu widzenia osoby trzeciej w stosunku do spółki, może ona zakładać, iż faktyczny stan jest taki, jaki figuruje w rejestrze”. Taką właśnie interpretację przyjął prezydent Lech Kaczyński w sprawie Andrzeja Urbańskiego.

W czerwcu ub. roku  „Rzeczpospolita” ujawniła, że Urbański, pełniąc funkcję szefa Kancelarii Prezydenta według rejestru spółek wciąż pozostaje prezesem i udziałowcem firmy Kalejdoskop – Nowa Korporacja. Polityk zapewniał, że udziały w Kalejdoskopie sprzedał w 2001 r., ale nie chciał podać nazwiska kupca. Stwierdził jednak, że do czasu wyjaśnienia sprawy, nie może pełnić funkcji w Kancelarii i podał się do dymisji. Prezydent uznał, że sprawa jest jasna i dymisję jednego ze swoich najbliższych współpracowników przyjął.

Czy Antoni Macierewicz zdecyduje się na taki krok jak Urbański? W swoich wystąpieniach publicznych wielokrotnie dowodził, że do kwestii przejrzystości majątkowej osób publicznych podchodzi bardzo poważnie. Podczas prac komisji śledczej ds. Orlenu żądał postawienia Włodzimierza Cimoszewicza przed prokuratorem za to, że w oświadczeniu majątkowym nie wymienił on akcji, które sprzedał przed wypełnieniem deklaracji. A gdy prokuratura uznała, że Cimoszewicz po prostu się pomylił i umorzyła sprawę – Macierewicz ogłosił, że jest to „kpina z wymiaru sprawiedliwości i przykład korupcji moralnej”.

Jak wynika z dokumentów Dziedzictwa Polskiego, sam do wywiązywania się z obowiązków, które nakłada na niego prawo, podchodzi dość swobodnie. Na przykład, zgodnie z ustawą o rachunkowości, spółki mają obowiązek składania co roku w sądzie rejestrowym sprawozdania ze swej działalności. Spółka Macierewicza ostatni raz złożyła takie sprawozdanie za 2000 r. – jeszcze w starym rejestrze sądowym (tzw. RHB). Od czasu przerejestrowania do nowego rejestru (KRS) w 2004 r. usiłowała wprawdzie dwukrotnie złożyć bilanse, ale sąd za każdym razem odsyłał wnioski – były złożone na niewłaściwych formularzach, a na dodatek spółka nie uiściła stosownych opłat. Sąd nie nałożył jak dotąd grzywny na Dziedzictwo (choć ma takie możliwości), bo - jak wyjaśniła w piśmie do „Polityki” sędzia Dorota Bugajna- Sporczyk, przewodnicząca XII Wydziału Gospodarczego KRS, w którym zarejestrowana jest spółka Macierewicza – nie ma zwyczaju karać firm „które mimo własnych starań, nie umieją poradzić sobie z formularzami rejestrowymi i procedurą rejestrową”. Trudno wyobrazić sobie, jak z formularzami radzą sobie przeciętni przedsiębiorcy, skoro nie mógł sobie z nimi poradzić szef polskiego kontrwywiadu wojskowego.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj