Znieczulanie klinem
Miały być negocjacje, wybuchła awantura.

Nie udało się za pomocą wojny propagandowej skłócić lekarzy z pacjentami, więc wbito klin między strajkujących a inne grupy zawodowe, konfrontując je ze sobą za pomocą szczytnego hasła: reformujmy system wspólnie.

Takie dyskusje z udziałem pielęgniarek, laborantów, techników oraz innych central związkowych są oczywiście potrzebne – wszak nie da się przeprowadzić kompleksowej reformy publicznego lecznictwa bez akceptacji wszystkich zainteresowanych – tyle że to pomysł dobry na czas pokoju. A w ochronie zdrowia od kilkunastu dni mamy stan wojny.

Czy rząd ani minister zdrowia tego nie zauważyli? Ale nie jest to jedyna rzecz, jakiej politycy PiS nie potrafią dostrzec. Rządowi najwyraźniej nie przeszkadzają sprzeczne sygnały, jakie wysyła do strajkujących i opinii publicznej. A to odbiera mu wiarygodność i każe wątpić w jakąkolwiek strategię. Na pytanie, skąd wziąć pieniądze na wzrost wynagrodzeń lekarzy (i pielęgniarek również) – minister zdrowia powiada: podnieść składkę, wprowadzić ubezpieczenia dodatkowe na niektóre świadczenia. Pierwszy pomysł torpeduje minister finansów, drugi – sam premier. Ledwie zaś Zyta Gilowska wystąpiła z pomysłem objęcia składką zdrowotną rolników, wicepremier Lepper oświadczył, że Samoobrona nigdy nie poprze takiego pomysłu.

Kto pogodzi to konsylium, by rząd mógł zwiększyć nakłady na lecznictwo? Samymi obietnicami nic się nie da zrobić. 23 mln Polaków odda w tym roku Narodowemu Funduszowi Zdrowia 37 mld zł na swoje ubezpieczenie zdrowotne, ale prawie połowa całego budżetu, jakim dysponuje NFZ, pochodzi od zaledwie 7 proc. najlepiej zarabiających. Podatnicy PIT pośrednio finansują też leczenie osób, za które symboliczną składkę opłaca państwo (za 10 mln ludzi budżet wpłaci do kasy NFZ 2,6 mld zł).

Postulat, by zwiększyć obciążenie rolników czy bezrobotnych, rodzi kolejne problemy. Jak to zrobić? Może wreszcie zreformować KRUS – rolniczą kasę ubezpieczeniową dotowaną z budżetu sumą 16 mld zł? Kolejne rządy boją się naruszyć jej fundamenty twardo bronione przez PSL i Samoobronę. Niskie zarobki lekarzy wiążą się ze złym i niesprawnym sposobem finansowania służby zdrowia. I nie jest to już tylko problem ekonomiczny, lecz społeczny. Współczesna medycyna wyszła poza XIX-wieczne ramy „opieki socjalnej” i stała się normalną gałęzią gospodarki. W tych kategoriach należy na nią patrzeć i zgodnie z nimi ją reformować.

Wiadomości:

Więcej komentrzy o sytuacji lekarzy:

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj