szukaj
Liderzy, mrówki i lenie
Już po raz dziewiąty przedstawiamy ranking najlepszych posłów, ale również tych, którzy zasłużyli na czerwone kartki. Tym razem próbujemy spojrzeć na całą czteroletnią kadencję Sejmu. Warto zachować w pamięci naszą listę, przyda się jesienią, kiedy pójdziemy wybierać nowy parlament.

Powstawaniu rankingu towarzyszyło oczywiście pytanie: czy warto wskazywać najlepszych i najgorszych w Sejmie, gdzie tych drugich było bez liku, a tych pierwszych bardzo mało? Czy warto przygotowywać ranking w sytuacji, gdy parlament ma rekordowo niskie notowania opinii publicznej?

Mimo tych wątpliwości uznaliśmy, że przedsięwzięcie ma sens. Po pierwsze, jest to już w „Polityce" tradycja i trzeba ją cenić. Po drugie, fatalny wizerunek parlamentu nie może przesłonić faktu, że wśród prawie 900 uchwalonych ustaw nie wszystkie były bublami. Prawie trzy setki spośród nich utorowały nam drogę do Unii Europejskiej, a w końcówce powstały tak istotne akty prawne, jak ustawa o wolności gospodarczej, o lobbingu czy o partnerstwie publiczno-prywatnym. Na początku kadencji przyjęto ważne rozstrzygnięcia sprzyjające rozowojowi przedsiębiorczości, a potem zmierzono się jednak z częścią projektów mających uzdrowić finanse publiczne, porządkować prawo administracyjne czy karne. W tej kadencji wprowadzono zasadniczą zmianę ustrojową, ustanawiając bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

Był to także Sejm trzech pierwszych komisji śledczych. Nie da się pominąć faktu, że dzięki komisjom kilku posłów zrobiło kariery, a kilku się skompromitowało. Widoczne jest to także w wynikach naszych rankingów. O ile w 2003 r. wygrał bezapelacyjnie Jan Rokita, uznawany za najlepszego z dotychczasowych śledczych, to w latach następnych już takich karier nie było. W obecnym rankingu, podsumowującym całą kadencję, znaleźli się posłowie uczestniczący w komisjach śledczych (Rokita, Nałęcz, Dobrosz, Grabarczyk), ale nie tylko z powodu pracy w komisji. Ocena dotyczyła całej ich działalności. Charakterystyczne, że wśród wyróżnionych nie znalazł się żaden z członków komisji orlenowskiej, a więc tej, która najczęściej i najgłośniej zwracała na siebie uwagę.

Ranking został przygotowany na podstawie oceny pracy posłów, ich wystąpień podczas obrad plenarnych, pracy w komisjach i rozlicznych podkomisjach, liczby przedstawianych sprawozdań. Do współpracy zaprosiliśmy sprawozdawców parlamentarnych, tych, którzy w Sejmie spędzają najwięcej czasu, mają najpełniejszy wgląd w jego prace. Naszymi konsultantami byli dziennikarze Polskiej Agencji Prasowej - Ludwik Arendt, Małgorzata Dragan, Katarzyna Glazer, Anna Lach, Małgorzata Parfianowicz oraz Anita Sobczak; Polskiego Radia - Danuta Zaczek i Anna Hałas z Radia Parlament oraz Anna Godzwon z Informacyjnej Agencji Radiowej (dziennikarze ci właśnie zostali nagrodzeni przez posłów w konkursie na najlepszych sprawozdawców parlamentarnych - gratulujemy!). Konsultantami były także dziennikarki telewizji publicznej prowadzące wszystkie relacje sejmowe: Renata Łęska, Iwona Sulik i Danuta Ryszkowska oraz Katarzyna Kolenda-Zaleska z TVN 24.

Wszystkie te osoby poprosiliśmy o wytypowanie 5 posłów-liderów politycznych, 10 z ligi pracującej oraz 5 zasługujących na czerwoną kartkę. W sumie na liście wyróżnionych (liderzy polityczni i liga pracująca) znalazły się 24 nazwiska, a na liście kandydatów do czerwonych kartek - 10 nazwisk. Z założenia wyłączyliśmy z grona czerwonokartkowców w rodzaju Andrzeja Pęczaka, licznych pozbawianych immunitetów, dekoracyjną grupę Samoobrony, która królowała w poprzednich rankingach, czy Sebastiana Florka. Było o nich dostatecznie głośno i wyborcy mają już możliwość oceny. Chcieliśmy pokazać tych, którzy zdobyli mandaty, ale nie wykazali się od lat żadną pracą parlamentarną. Ułożenie listy pięciu najlepszych liderów politycznych nie sprawiło trudności. Te same nazwiska zostały wskazane praktycznie przez wszystkich typujących. Nieco więcej kłopotów było z tymi, których zaliczyć wypadło do ligi pracującej. Tę dziesiątkę wyłanialiśmy drogą kolejnych konsultacji, z przeświadczeniem, że lista powinna zostać poszerzona o kilka nazwisk. Z SLD odpadli przy ostatecznej weryfikacji Robert Smoleń, który bardzo aktywnie pracował w komisji samorządu terytorialnego, a obecnie przewodniczy komisji europejskiej, mającej szczególne zadanie - monitorowania przez parlament akcesji do UE, oraz Katarzyna Maria Piekarska, przewodnicząca komisji sprawiedliwości. Nie zmieścili się ostatecznie w dziesiątce: Jolanta Banach (SDPL), Janusz Piechociński (PSL), Elżbieta Radziszewska, Ewa Kopacz, Waldy Dzikowski (wszyscy PO), Przemysław Gosiewski i Marek Jurek (PiS). Ich nazwiska pojawiły się przynajmniej na dwóch listach rankingowych, więc wypada ich wymienić.

Oczywiście, każdy ranking jest w jakiejś mierze subiektywny, choć staraliśmy się stosować możliwie ścisłe kryteria. Dla liderów politycznych była to skuteczność w przeprowadzaniu politycznych zamierzeń, wyrazistość, osobowość. Zwycięzcy naszego rankingu są bez wątpienia znaczącą częścią polskiej politycznej czołówki, są politykami z prawdziwego zdarzenia. Sejm IV kadencji zakończył już swoją legislacyjną działalność. I staramy się nie wierzyć, że następny Sejm może być już tylko gorszy.

Posłowie najlepsi:

Liga polityczna (w porządku alfabetycznym)

Krzysztof Janik (SLD) - znakomity, doświadczony parlamentarzysta, który może niepotrzebnie wdał się w przygodę ministerialną. Łatwo nawiązuje kontakty także z przeciwnikami politycznymi, co w obecnym czasie nieustępliwej walki politycznej jest zaletą. Jego powrót do Sejmu zdecydowanie podniósł rangę debat plenarnych. Skuteczny w działaniu. Jako szef klubu SLD doprowadził do umocowania rządu Marka Belki, do wyboru Włodzimierza Cimoszewicza na stanowisko marszałka Sejmu i sprawił, że jego klub nie przegrał żadnego prestiżowo ważnego głosowania.

Jarosław Kaczyński (PiS) - być może najlepszy obecnie sejmowy mówca. Precyzyjny i logiczny w argumentacji, znakomity polemista, często bardzo ostry, ale nie przekraczający granic przyzwoitości. Jego wystąpienia plenarne mają swoją wagę polityczną i słuchają go nawet przeciwnicy. Polityczny lider, który ma i skutecznie promuje swoją wizję polskich przemian. Radykalizmowi w słowach (kampania wyborcza temu sprzyja) towarzyszy jednak pewna powściągliwość w działaniach.

Jan Łopuszański (Porozumienie Polskie) - poseł niezwykle doświadczony, specjalizujący się w sprawach polityki zagranicznej, przedstawiciel radykalnego ruchu narodowo-katolickiego. Bezkompromisowy, ale w gruncie rzeczy realista, znakomity mówca. Nie demonstruje nienawiści i pogardy dla politycznych przeciwników, co przedstawicielom tego nurtu często się zdarza. Politycznie nieco zagubiony, czemu nie należy się dziwić. Łopuszański nie zmienia poglądów i być może dlatego tak trudno mu znaleźć ugrupowanie partyjne, z którym by się w pełni utożsamiał. Parlamentarzysta z wielką klasą i wdziękiem.

Tomasz Nałęcz (SDPL) - jedyny członek prezydium Sejmu, który znalazł się w rankingu. Pamięta mu się, że kierował pierwszą komisją śledczą, która na tle następnych, zwłaszcza orlenowskiej, była przykładem kultury politycznej, bezstronności i braku politycznego zacietrzewienia. Pamiętać jednak należy, że Nałęcz jest bardzo aktywnym posłem, o istotnych politycznie wystąpieniach podczas obrad plenarnych, a także dobrym polemistą. Używane przez niego porównania przejdą zapewne do historii parlamentu. Nikt tak jak on nie potrafi obrazowo komentować różnych zdarzeń, odwołując się do historii, literatury i sztuk wszelakich. Był jedną z najważniejszych twarzy Sejmu IV kadencji.

Jan Rokita (PO) - parlament jest jego żywiołem, potrafił równie efektywnie pracować w rozlicznych komisjach, jak wygłaszać bardzo ważne przemówienia polityczne podczas obrad plenarnych. Praca w komisji rywinowskiej przyniosła mu wielki polityczny sukces, który przełożył się także na sondażowe notowania Platformy Obywatelskiej. Znakomicie przyszykowany do pracy sejmowej, bardzo solidnie przygotowywał się do stanowiska premiera, które jednak staje się coraz bardziej problematyczne. Potrafi zawsze znaleźć to jedno zdanie (na przykład słynne już „Nicea albo śmierć"), które odbije się wielokrotnym echem. Polityk kontrowersyjny, ale bez wątpienia z wielką osobowością, która czasem utrudnia mu grę w drużynie. Mówi się, że jest solistą, nie znoszącym wokół siebie innych politycznych osobowości.


Liga zapracowanych (w porządku alfabetycznym)

Anna Bańkowska (SDPL) - w Sejmie od 1989 r., parlamentarzystka niezwykle doświadczona, nie aspirująca do roli gwiazdy, specjalizująca się w trudnych problemach ubezpieczeń społecznych i polityce społecznej. Rozważna, dążąca do kompromisów, umiejąca rozmawiać tak z posłami wszystkich opcji, jak i z partnerami społecznymi. Mało kto tak dobrze jak ona zna się na problemach społecznych. Postanowiła, że nie wystartuje w następnych wyborach, czemu nie należy się dziwić. Ma za sobą lata bardzo żmudnej i trudnej pracy.

Tadeusz Cymański (PiS) - jeden z najbardziej zapracowanych posłów zajmujących się problemami społecznymi i rodziny. Ma na swym koncie prawie 550 wystąpień i prowadzenie bardzo wielu ustaw. Jest dobrym polemistą. Potrafi celnie uderzać nie zabijając od razu przeciwnika, gdyż czyni to często z humorem i uśmiechem, co w Sejmie nie tak często się zdarza.

Janusz Dobrosz (LPR) - przewodniczący komisji śledczej zajmującej się sprawą prywatyzacji PZU. Bardzo sprawnie i spokojnie kieruje jej pracami, pilnując, by nie ugrzęzła w politycznych grach. Poseł bardzo wszechstronny i doświadczony, zajmujący się sprawami polityki zagranicznej, ale także jeden z najbardziej zapracowanych członków komisji sprawiedliwości i praw człowieka, która w tej kadencji Sejmu zajmowała się kwestiami reformy prawa karnego i administracyjnego.

Zyta Gilowska (PO) - wielka gwiazda Platformy Obywatelskiej, która nieoczekiwanie zakończyła karierę. Była jednak przez lata jedną z największych indywidualności tego Sejmu, posłanką równie dobrą w wystąpieniach podczas obrad plenarnych, jak i w trakcie prac komisji finansów publicznych. Gilowska potrafiła połączyć to, co niewielu się udaje - wybicie się do pierwszego politycznego szeregu z mrówczą poselską pracą. Szkoda, że nie będzie jej w Sejmie następnej kadencji.

Cezary Grabarczyk (PO) - członek aż czterech sejmowych komisji, w tym śledczej zajmującej się sprawą PZU oraz podkomisji zajmującej się zmianami w kodyfikacjach, co było w Sejmie tej kadencji jedną z najpoważniejszych i najbardziej absorbujących prac. Wyjątkowo ceniony jako sprawozdawca komisji, który mówi krótko, konkretnie i precyzyjnie przedstawia omawiane problemy. Posłem był po raz pierwszy, ale bardzo szybko zdobył niezbędne kwalifikacje, by prowadzić skutecznie prace nad trudnymi zagadnieniami zmian w kodeksach. Mógłby wygrać ranking, gdyby premiować kategorię: poseł najszybciej uczący się poselskiego rzemiosła.

Barbara Marianowska (PiS) - w ostatnich tygodniach pracy Sejmu stawała na sejmowej trybunie w białej chustce na głowie i niepewnym jeszcze głosem referowała stanowisko swej partii w ważnych kwestiach podatkowych. Wróciła bowiem do pracy po poważnej chorobie i operacji uznając, że rozpoczęte prace trzeba dokończyć. Przez cztery lata była posłanką znakomitą (prawie 180 wystąpień w trudnych sprawach dotyczących finansów publicznych), pracującą w wielu podkomisjach, m.in.: monitorującej system podatkowy, zajmującej się sprawami akcyzy, podatku VAT. Opracowała projekt ustawy o zwrocie VAT w budownictwie.

Kazimierz Marcinkiewicz (PiS) - przewodniczący komisji skarbu, który w Sejmie zdominowanym przez przeciwników prywatyzacji zdołał zachować zdrowy rozsądek. Wyważony w sądach, wyrósł na jednego z głównych ekspertów gospodarczych PiS, choć wcześniej uchodził za specjalistę od edukacji, na której rzeczywiście dobrze się zna. Okazał się więc parlamentarzystą wszechstronnym. Widoczny temperament polityczny nie przeszkadza mu szanować politycznych konkurentów. Mocna pozycja w poselskiej drużynie PiS i w całym Sejmie.

Wacław Martyniuk (SLD) - przewodniczący komisji regulaminowej i spraw poselskich, która w tej kadencji miała wyjątkowo dużo pracy i niezwykle konsekwentnie opowiadała się za uchylaniem immunitetów. Dobry mówca i polemista występujący w trudnych kwestiach (na przykład restrukturyzacji górnictwa) ze spokojem, bez demagogii i odważnie przeciwstawiając się nawet interesom wyborców we własnym okręgu. Jest bowiem posłem ze Śląska. Nawet gdy wdaje się w polityczne boje, czyni to z dużą kulturą.

Marek Sawicki (PSL) - specjalizuje się w sprawach gospodarczych (wiceprzewodniczący komisji gospodarki), zabiega o interesy rolników. W Sejmie tej kadencji kojarzony jest głównie w ustawą o biopaliwach, która zakończyła żywot po werdykcie Trybunału Konstytucyjnego, ale jest to skojarzenie mocno krzywdzące. Sawicki pracował nad wieloma ustawami, przedstawiał liczne sprawozdania, zabierał głos na sesjach plenarnych i podczas posiedzeń komisji. Bardzo mocny punkt drużyny PSL. Nawet jeżeli wyrażał poglądy kontrowersyjne, to starał się szukać argumentów, nie uciekając się do demagogii.

Adam Szejnfeld (PO) - przewodniczący komisji gospodarki, zdołał uniknąć pokusy populizmu, głosując zgodnie ze swymi przekonaniami nawet wbrew stanowisku partii. W jego komisji powstały tak ważne ustawy jak ta o wolności gospodarczej czy partnerstwie publiczno-prywatnym, a jego współpracę z resortem gospodarki kierowanym przez ministrów z innej opcji politycznej można uznać za wzorcową. Nigdy na tej linii nie iskrzyło, dzięki czemu udawało się osiągać kompromisy w pracy nad bardzo wieloma trudnymi i kontrowersyjnymi ustawami. Najlepszy ekspert od spraw gospodarczych w PO i jeden z najlepszych znawców tej problematyki w Sejmie.


Czerwone kartki  (w porządku alfabetycznym)

Jerzy Dziewulski (SLD) - doświadczony parlamentarzysta, który zupełnie znikł w tej kadencji. Zaledwie kilkanaście wystąpień tuż po wyborach, a potem już nic. Nie wniósł niczego do prac Sejmu tej kadencji.

Hanna Gucwińska (UP, obecnie PSL) - zasłużona współtwórczyni wrocławskiego zoo, jako posłanka okazała się zupełnym nieporozumieniem. Nie została zauważona, nie ma efektów jej prac. Polityka zdecydowanie nie jest jej żywiołem i nie bardzo wiadomo, po co jej ta poselska przygoda.

Waldemar Pawlak (prezes i szef klubu PSL ) - przez ponad dwa lata prawie nie pojawiał się w Sejmie, nie pracował nad ustawami. Gdy wrócił do pierwszego partyjnego szeregu, też nie dał o sobie znać. Kilka przyciężkich wystąpień nie rekompensuje braku aktywności podczas całej kadencji. Od byłego premiera i polityka tak doświadczonego wypada wymagać więcej.

Krzysztof Rutkowski (Stronnictwo Gospodarcze) - poselską aktywność zakończył w 2003 r., potem już tylko popisywał się jako detektyw. Mandatu poselskiego potrzebował widocznie wyłącznie do lepszej sprzedaży usług detektywistycznych.

Ryszard Bonda (niezrzeszony) - rzec można tradycyjna czerwona kartka, mandat niezbędny mu był do uzyskania immunitetu, który i tak stracił - w kolejnej sprawie odbierano mu immunitet podczas ostatniego posiedzenia Sejmu, co miało wymiar prawie symboliczny. W Sejmie nie zaistniał, bo po prostu w nim nie bywał.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj