szukaj
Polak w nowych czasach
Tak dobrze jeszcze nie było? Rzut oka na wyniki wielkiego badania 'Diagnoza społeczna 2007'; odsłania paradoksalny obraz polskiego społeczeństwa. Polacy są zadowoleni z życia, niewiele już tylko ustępują tradycyjnie optymistycznym Amerykanom. Ale jednocześnie są najbardziej nieufnymi ludźmi w Europie.
Po raz pierwszy od 1997 r. wzrosło zadowolenie z sytuacji w kraju – komentuje psycholog prof. Janusz Czapiński kierujący „Diagnozą społeczną”. Rządzący politycy nie powinni jednak zbyt wiele sobie obiecywać po tej radykalnej poprawie nastrojów. Tylko 5 proc. społeczeństwa uważa, że władza ma jakikolwiek wpływ na indywidualne osiągnięcia obywateli. To nie tyle niewdzięczność, co narastające od lat przekonanie, że życie (podobnie jak wzrost PKB) biegnie niezależnie od działań polityków. Z tego też pewnie względu Polacy niezbyt interesują się stanem demokracji i 40 proc. ankietowanych nie ma zdania na temat, jaka forma rządów jest lepsza, demokratyczna czy nie (tak samo jak w 2005 r.). Tylko 23 proc. uważa, że demokracja ma przewagę nad wszelkimi innymi formami rządów, a 14,9 proc. jest zdania, że niekiedy rządy niedemokratyczne mogą być lepsze.

Ogólne statystyki są jednak mylące. Widać wyraźnie, że Polacy nie stanowią jednolitego społeczeństwa, rozkład postaw i deklarowanych wartości zależy od wieku, wykształcenia, miejsca zamieszkania, a także w coraz większym stopniu związany jest ze stosunkiem do najnowszych technologii: Internetu i telefonii komórkowej. Jaki jest więc portret Polaka w nowych czasach?

Polak w sieci

Szybko modernizujemy się pod względem technicznym. Już ponad połowa gospodarstw domowych wyposażonych jest w komputery, z których 39,2 proc. ma dostęp do Internetu. Co ważniejsze, w ogromnej większości dostęp ten zapewniają stałe, szybkie łącza. Niestety, geograficzny rozkład wykorzystania najnowszych technologii ma strukturę właściwą dla kraju rozwijającego się. Najchętniej korzystają z Internetu mieszkańcy wielkich miast, potem jest coraz gorzej. O ile w miastach liczących ponad 500 tys. mieszkańców dostęp do sieci ma 57,6 proc. gospodarstw, na wsi tylko 22,4 proc.

Upośledzenie technologiczne wsi jest zarówno skutkiem niedostatku infrastruktury, jak i barier wynikających z niedostatecznych umiejętności. Dostęp do Internetu ma tylko 16,2 proc. rolników (dla porównania – z sieci korzysta 17,4 proc. emerytów), podczas gdy wśród osób pracujących na własny rachunek aż 73,8 proc. – Najbardziej jednak zaskakuje, że mimo tak nikłego wykorzystania technologii informatycznych na wsi, najpopularniejszym zastosowaniem komputerów jest rozrywka – komentuje dr Dominik Batorski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, autor części technologicznej „Diagnozy społecznej 2007”. – Pracownicy i prywatni przedsiębiorcy wykorzystują komputery i Internet głównie do pracy, cyberrozrywka jest dla nich drugo-, a nawet trzecioplanowa. Zyskuje natomiast na znaczeniu nie tylko u rolników, ale także bezrobotnych i biernych zawodowo mających dostęp do sieci.

Nie zaskakuje zupełnie wiekowy rozkład wykorzystania nowych technologii. Wśród młodzieży w wieku 16–24 lat aż 73 proc. ma zarówno dostęp do Internetu, jak i posiada telefon komórkowy. Wraz z wiekiem to zainteresowanie techniką spada. Wśród osób liczących ponad 65 lat tylko 3 proc. korzysta z sieci i telefonu komórkowego. Trudno się dziwić, skoro aż 26,2 proc. Polaków nie korzysta z żadnej z nowych technologii komunikacyjnych.

Komputer i Internet kojarzą się jako wyposażenie niezbędne dla młodych ludzi, sprzyjające ich edukacji. Z tego też względu aż 80 proc. małżeństw posiadających dwoje dzieci ma w domu komputer, w tym 61,5 proc. jest podłączonych do Internetu. Wśród małżeństw bezdzietnych odsetki te wynoszą odpowiednio 28,1 proc. oraz 22,4 proc. Związek Internetu z edukacją i młodością potwierdzają również inne wyniki. „Diagnoza społeczna” ujawnia, że 13 proc. osób, które korzystały z Internetu w 2005 r., w 2007 r. już tego nie czyniły. Główną przyczyną jest zakończenie kształcenia, które najwyraźniej nie rozbudziło potrzeby dostępu do sieci w życiu pozaszkolnym.

Bo i rzeczywiście, jeśli zapytać Polaków o możliwość załatwiania przez Internet spraw wymagających kontaktu z administracją, zdecydowana większość nie widzi takiej potrzeby. Tylko 22,5 proc. chciałoby móc przez Internet rozliczać się z podatków, podobny odsetek byłby zainteresowany możliwością internetowej rejestracji pojazdu lub wymiany dokumentów. Temat elektronicznej administracji jest najwyraźniej w Polsce martwy. Nawet wśród obecnych internautów zainteresowanie usługami elektronicznej administracji jest stosunkowo niewielkie i w zależności od problemu waha się od 22,1 proc. (załatwianie pozwoleń na budowę) do 48,8 proc. (internetowa rejestracja do lekarza). Nic więc dziwnego, że nie wzbudza też aktywności polityków, niewidzących w modernizacji administracji szansy na zbicie politycznego kapitału.

W rezultacie ocena Światowego Forum Gospodarczego, które umieszcza Polskę na jednym z ostatnich miejsc w świecie, jeśli chodzi o wagę, jaką politycy (władze publiczne) nadają wykorzystaniu nowych technologii  (w 2007 r. 115 miejsce na 122 badanych krajów), nie jest przypadkowa.

Politycy, być może, zachowują się jednak racjonalnie, gdyż jak pokazuje „Diagnoza”, internauci są bardziej aktywnymi (kłopotliwymi?) obywatelami. Częściej uczestniczą w zebraniach publicznych i zabierają podczas nich głos (prawie dwa razy częściej należą do różnych organizacji i częściej pełnią w nich funkcje). Bardziej popierają demokrację (34,3 proc. spośród nich w porównaniu z 16,8 proc. nieinternautów) i mają większe zaufanie do innych.  Najprawdopodobniej to właśnie ludzie nowocześni i bardziej otwarci decydują się na korzystanie z Internetu. Korzystanie z sieci jest po prostu dobrym syntetycznym wskaźnikiem mierzącym postawy promodernizacyjne.



Polak marzyciel

Wszyscy marzymy o wyższych zarobkach, niezmiennie wykazując niezwykły brak realizmu w ocenie wzrostu dochodów w nadchodzącej przyszłości. W kolejnych, wykonywanych w dwuletnim cyklu, badaniach wyglądało to następująco: w 2003 r. średni dochód netto, czyli suma, jaką obywatel Polski deklarował, że dostaje na rękę, wynosił 858 zł; obywatel  spodziewał się jednak, że w ciągu najbliższych dwóch lat kwota ta wzrośnie do 1385 zł, czyli aż o 61 proc. (w istocie wzrosła w 2005 r. do 952 zł, a więc zaledwie o 11 proc.). Konfrontacja z rzeczywistością nie ostudziła marzeń, bo w 2005 r.  oczekiwaliśmy wzrostu dochodów osobistych o 50 proc., realnie wzrosły o 19,1 proc. W 2007 r. nadal spodziewamy się, że w ciągu kolejnych dwóch lat sytuacja poprawi się znowu o 50 proc.

Największe oczekiwania wobec przyszłości mają ci, którym już jest względnie dobrze. Prawnicy, jedna z najlepiej uposażonych grup zawodowych, mogą pochwalić się średnimi osobistymi dochodami netto w wysokości 3500 zł, oczekują jednak, że za dwa lata zarabiać będą ponad 5500. Lekarze dziś deklarują średnie łączne dochody w wysokości 3559 zł, ale  oczekują 4600 zł za dwa lata. Administracja w Polsce ma się nieźle, bo jej przedstawiciele dostają na rękę średnio 3000 zł i są jednocześnie realistami wiedzącymi, że w perspektywie dwóch lat nie ma się co spodziewać podwyżek wyższych niż 300 zł.

Choć dochody Polaków rosną wolniej niż w marzeniach, to jednak na rynek trafia coraz więcej pieniędzy, które zwiększają stan posiadania gospodarstw domowych: systematycznie rośnie liczba pralek automatycznych (już w 85 proc. rodzin), zmywarek, kuchenek mikrofalowych, odtwarzaczy DVD (ma je już połowa gospodarstw). Mimo tego konsumenckiego zapału tylko 12 proc. badanych wyznaje, że „w naszym gospodarstwie domowym lubimy wydawać dużo pieniędzy na urządzenia techniczne”, a 27,5 proc. twierdzi, że jest na bieżąco z nowoczesną techniką.

Z jednej rzeczy Polacy rezygnują bez żalu: to stała linia telefoniczna. W ciągu ostatnich czterech lat nasycenie telefonami stacjonarnymi zmniejszyło się w Polsce aż o ponad 10 proc., z 82,4 proc. gospodarstw w 2003 r. do poziomu 71,4 proc. w 2007 r. Przechodzimy masowo na komórki.

– Mimo wzrostu konsumpcji nie widać jednak, by wzrósł poziom zadłużenia Polaków – komentuje prof. Czapiński. – Wbrew różnym ostrzeżeniom wcale tak chętnie nie biegniemy do banków po pieniądze, nie zmienił się także w stosunku do 2005 r. poziom oszczędności. Ponieważ jednak wzrosła ogólna zamożność, coraz mniej pożyczamy na sfinansowanie najpilniejszych potrzeb konsumpcyjnych.



Polak ekologiczny

„Diagnoza społeczna 2007” ujawnia, że wbrew obiegowym opiniom Polaków wcale nie ogarnął kult mamony. Pytani o warunki udanego życia, na pierwszym miejscu wymieniają zdrowie, potem udane małżeństwo, dzieci, a dopiero w następnej kolejności pracę i pieniądze. Niewiele osób uważa jednak, by warunkiem udanego życia były uczciwość i wolność.

Polacy są stabilni w swoim podejściu do kultury. Nieco zmniejszyła się w stosunku do  2005 r. liczba gospodarstw pozbawionych w ogóle księgozbiorów. Nie zmienił się zapał do oglądania telewizji; jedyne, co odciąga naszych rodaków od odbiornika, to Internet. Nie maleje również łączne czytelnictwo prasy. Dla 33 proc. Polaków obcym zjawiskiem jest kino; dla blisko 40 proc. teatr, wystawy i muzea.

Rośnie natomiast świadomość ekologiczna Polaków. Już ponad jedna trzecia podczas zakupów zwraca uwagę, by kupowany produkt mniej zanieczyszczał środowisko niż kupowany wcześniej. Połowa Polaków wyrzuca zużyte baterie do odpowiednich pojemników i ponad 60 proc. deklaruje, że segreguje odpady. Co nie dziwi, świadomość ekologiczna rośnie wraz ze wzrostem wykształcenia. Ciekawe jednak, że z segregacją odpadów najlepiej radzą sobie miejscowości poniżej 20 tys. mieszkańców.

Polak na kozetce i u lekarza

Żyje się coraz lepiej, a dodatkowo na dobre samopoczucie Polaków, wpływa fakt, że od 2003 r. nie zwiększa się rozwarstwienie społeczeństwa pod względem zamożności. Przypływ gospodarczego wzrostu uniósł wszystkie łódki do góry, co działa niezwykle tonizująco na społeczeństwo hołdujące wartościom egalitarnym. Mimo wszystko życie ciągle dostarcza stresów i obciążeń psychologicznych prowadzących do depresji, nałogów, samobójczych myśli. Okazuje się, że wbrew niesprawiedliwym obiegowym opiniom najlepszą kondycją psychiczną cieszą się w Polsce przedstawiciele władzy: w najmniejszym stopniu zagrożeni są depresją, w ogóle nie dręczą ich myśli samobójcze, ich poczucie szczęścia ustępuje tylko samopoczuciu informatyków, prawników i nauczycieli akademickich. Niektóre zawody związane są z większym ryzykiem nadużywania alkoholu (lekarze) lub tytoniu (górnicy), przedstawiciele innych częściej wykazują podatność na depresję lub skłonności samobójcze.



Mimo że wzrosło zadowolenie Polaków z wartości dla nich najwyższej, czyli stanu zdrowia, muszą oni korzystać z usług służby zdrowia. I oceniają ją wcale nie najgorzej. – „Diagnoza” ujawnia pewien paradoks – tłumaczy prof. Czapiński. – Okazuje się, że najbardziej narzekają czterdziestolatki. To wówczas szybko zaczyna przybywać dolegliwości i nasilają się kontakty ze służbą zdrowia. Zdumiewa jednak, że wraz z wiekiem, a więc i częstością korzystania z usług medycznych, zadowolenie z nich rośnie.

Niestety, rosną też wydatki, jakie Polak ponosi na ochronę swojego zdrowia. W ciągu dwóch lat kwota wydawana przez polską rodzinę na leki wzrosła z 308 do 354 zł, a nakłady na usługi ambulatoryjne z 302 do 387 zł. Wzrosła też cena „nieformalnych dowodów wdzięczności” – średnia wysokość wydatków na takie formy rewanżu poszybowała ze 169 zł w 2005 r. do 314 zł, zmniejszyła się natomiast zgłaszana w ankietach częstość zachowań korupcyjnych w służbie zdrowia z 6 do 4 proc.  – Tak czy inaczej skala korupcji w służbie zdrowia jest o wiele mniejsza, niż wynikałoby to z atmosfery tworzonej przez władze – komentuje prof. Czapiński.

Przy okazji służby zdrowia znów ujawnia się paradoksalna natura Polaków. Z jednej strony gotowi jesteśmy wydawać całkiem spore pieniądze na kupowanie usług medycznych prywatnie. Tylko jednak niespełna 20 proc. badanych stwierdziło, że gotowe byłoby płacić dodatkową składkę na ubezpieczenie, które pokrywałoby koszty prywatnego leczenia. Tak małe zainteresowanie dodatkowym ubezpieczeniem wynika zapewne z ujawnionego w badaniach przekonania, że ryzyko wykluczenia z dostępu do usług medycznych systematycznie się zmniejsza i systematycznie zmniejsza się liczba osób zmuszonych do rezygnacji z leczenia (w 2000 r. z leczenia zębów rezygnowało 38 proc. Polaków, a z wizyty u lekarza 25 proc., w 2007 r. jedna czwarta nie leczy zębów, 14 proc. rezygnuje z usług lekarza). Lepszy dostęp do usług medycznych jest głównie wynikiem wzrostu zamożności i możliwością płacenia za leczenie.

Polak na emigracji i w pracy

Temat emigracji stał się jednym z częściej dyskutowanych problemów po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. W ciągu trzech lat kwestia ta urosła do mitycznych rozmiarów, choć realna skala zjawiska jest zdecydowanie mniejsza. Z danych „Diagnozy” wynika, że poza granicami przebywa 836 tys. obywateli Polski, a w okresie 2005–2007 wyjechało do pracy lub nauki 1,336 mln osób.

Najczęściej wyjeżdżali lub też nadal przebywają za granicą kierowcy, budowlańcy, ludzie pracujący w przetwórstwie spożywczym, handlu, prostych usługach.

Z kolei gotowość do wyjazdu najchętniej deklarują budowlańcy (blisko 15 proc.), kierowcy (11 proc.), pracownicy gastronomiczno-hotelowi (10,1 proc.), informatycy (9,2 proc.) oraz – czemu trudno się dziwić – 6 proc. lekarzy.  Jako kierunki emigracji wymieniane są praktycznie wyłącznie kraje Unii Europejskiej. Mityczna Ameryka straciła na uroku i przestała być obiektem marzeń Polaków.

Polak pytany o kraj, do którego chciałby wyjechać „za chlebem”, wymienia najpierw Wielką Brytanię, potem Niemcy i Irlandię. Dotychczasowa praktyka pokazuje jednak, że największą przystanią dla Polaków szukających pracy za granicą są Niemcy, dalej – Wielka Brytania, Włochy, Holandia, Irlandia. Z kolei Hiszpania cieszy się niezwykłym zainteresowaniem studentów, którzy po Wielkiej Brytanii i Niemczech wymieniają ten kraj jako trzeci wśród najatrakcyjniejszych. Na potęgę uczymy się języków zachodnich. Biegle angielskim posługuje się już 17,5 proc. Polaków (wzrost o 19 proc. od 2005 r.), 11,7 proc. biegle włada niemieckim (wzrost aż o 48 proc.). Gwałtownie zapominamy zaś język rosyjski, którego biegła znajomość spadła o połowę.

Wyjazdy za granicę – to wiemy wszyscy – zmniejszyły polskie bezrobocie.  Oficjalna stopa bezrobocia w okresie zbierania danych do „Diagnozy” wynosiła 14 proc.  – Gdybyśmy jednak policzyli je tak, jak to np. robią Niemcy i uznaje EUROSTAT, czyli za bezrobotnego traktowali osoby zarejestrowane, ale jednocześnie gotowe podjąć pracę i poszukujące pracy, to wówczas poziom bezrobocia nie przekroczy 9 proc. –  wyjaśnia prof. Czapiński. – Z badań wynika, że na stałym poziomie utrzymuje się liczba pozornie bezrobotnych.

Pozornie bezrobotni to osoby, które rejestrują się w urzędzie pracy, by mieć zapewnione podstawowe świadczenia, pracy jednak nie poszukują, bo mają inne zajęcie. Ponad 60 proc. pozornych bezrobotnych stanowią kobiety zajmujące się głównie gospodarstwem domowym.

Powierzchowna nowoczesność

Polacy potrafią szybko adaptować się do zmieniającej się rzeczywistości. Radzą sobie zarówno z najnowszymi technologiami, jak i z wymogami zagranicznych rynków pracy. Mimo jednak, że od kilku lat nie zwiększa się w Polsce rozwarstwienie majątkowe, to wyraźnie ujawniają się nowe formy społecznych podziałów. Różnicuje głównie wiek, poziom wykształcenia i miejsce zamieszkania. Najbardziej warto być Polakiem młodym, mieszkającym w dużym mieście, znającym języki i nowe technologie. Ciągle jednak większość mieszkańców Polski nie spełnia jednocześnie wszystkich tych kryteriów i to oni mają  decydujący wpływ na kształt polityki odwołującej się do antymodernizacyjnych resentymentów.



Co dziś łączy Polaków? Systematycznie rosnące przekonanie, że władza jest im  zbędna, a społeczeństwu, czyli reszcie obywateli, nie należy ufać. – Zaufanie w Polsce ogranicza się do rodziny i najbliższego kręgu przyjaciół – wyjaśnia dr Batorski. W efekcie obserwujemy w Polsce paradoksalną sytuację: systematycznie rośnie kapitał ludzki, czyli poziom kwalifikacji i kompetencji jednostek; na niezmiennie niskim poziomie pozostaje natomiast kapitał społeczny. Bez niego zaś, jak przekonują liczne badania, trudno sobie wyobrazić długotrwały rozwój. Nie ma problemu, dopóki gospodarka rozwija się w oparciu o przedsięwzięcia na małą skalę lub przemysł niewymagający kooperacji dużych zespołów. Bez kapitału społecznego nie ma jednak szansy na rozwój sektorów opartych na wiedzy, wymagających współpracy wielu osób wzajemnie sobie ufających.

– Teraz jesteśmy zadowoleni z siebie, z życia i z sytuacji w kraju – wyjaśnia prof. Czapiński. – Wystarczy jednak, że zatrzyma się wzrost gospodarczy i wówczas okaże się, jak bardzo brakuje nieistniejących i nadszarpniętych więzi społecznych. Z wierzchu jesteśmy nowocześni, jednak głębokie warstwy naszej mentalności, postrzeganie świata oparte na nieufności i wszechobecności spisków, nie zmieniają się. Coraz bardziej szczęśliwy, wykształcony, zdrowy i zamożny Polak żyje w niezmiennie nieobywatelskim społeczeństwie.



„Diagnoza Społeczna” jest badaniem panelowym (powracającym do tych samych respondentów) realizowanym od 2000 r. Obecna edycja była czwartą z kolei. Badanie przeprowadzono w marcu na reprezentatywnej próbie 5560 gospodarstw domowych z 18 024 członkami i na próbie 12 624 indywidualnych respondentów w wieku 16 i więcej lat z tych właśnie gospodarstw domowych. Merytorycznie za „Diagnozę” odpowiedzialna jest Rada Monitoringu Społecznego przy Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie pod kierunkiem prof. Janusza Czapińskiego. Tegoroczne badanie finansowane było przez Europejski Fundusz Społeczny, Commercial Union Polska, Telekomunikację Polską i Prokom. „Diagnoza” jest projektem publicznym i wszystkie wyniki dostępne są nieodpłatnie na stronie internetowej www.diagnoza.com. Tegoroczny raport wraz z bazą danych opublikowany będzie tamże w październiku 2007 r.

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj