Nie napuszczać!
System ochrony zdrowia dobijają ludzie, którzy nie potrafią rządzić.
Dlaczego w siedmiu szpitalach nie udało się to, co stało się możliwe w większości innych placówek w kraju, gdzie ponad 2 tys. lekarzy wycofało wypowiedzenia z pracy? Mimo wysuwanych żądań wynagrodzenia w wysokości trzech średnich krajowych dla specjalisty oraz dwóch dla lekarza bez specjalizacji, zadowoliły ich kilkusetzłotowe podwyżki. Ale dyrekcje od początku konfliktu szukały porozumienia, na różne sposoby dogadywały się ze związkami zawodowymi. W Radomiu strajk zaczął się 21 maja, a rozmowy z protestującymi rozpoczęto dopiero we wrześniu. W Częstochowie porozumienie było blisko, ale storpedowali je politycy zasiadający w radzie społecznej szpitala. Tam, gdzie musiała nastąpić ewakuacja pacjentów lub gdzie wstrzymano przyjęcia na oddziały, winę za zaistniałą sytuację w dużej mierze ponoszą więc dyrektorzy placówek – najpierw bagatelizowali problem, wierzyli, że uda się go rozwiązać w Warszawie, a potem wykazali się brakiem umiejętności prowadzenia negocjacji (zresztą odpowiedzialność za brak pieniędzy na podwyżki i wynik przegranej batalii o wyższy kontrakt też spada na dyrektorów). W wielu miejscach organy właścicielskie – powiaty i urzędy marszałkowskie – powinny dobrze zastanowić się, komu powierzyły nadzór nad finansami swoich szpitali. Decydowały lokalne układy czy menedżerskie umiejętności osób otrzymujących te stanowiska? Jedną z chorób, która toczy nasz system ochrony zdrowia, jest brak pieniędzy, ale dobijają go ludzie, którzy nie potrafią rządzić.

Zamiast szukania kompromisu, będzie najpewniej napuszczanie pacjentów na protestujących lekarzy, że skorumpowani, pazerni, że igrają życiem. Zamiast decyzji – prostacka socjotechnika.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj