Gorzka wolność Kosowa
Powstanie Republiki Kosowa stało się faktem, ale Europa nie jest euforyczna ani jednomyślna.
Prisztina proklamowała niepodległość, powstanie Republiki Kosowa stało się faktem. Nie ma więc sensu gdybać, co by było, gdyby społeczność międzynarodowa, ONZ, Waszyngton i Bruksela przygotowały wcześniej poważny plan polityczny dla Bałkanów. Takiego planu nie było – trudno go sobie zresztą dzisiaj wyobrazić – i być może ta niepodległość jest teraz jedynym możliwym wyjściem. Skoro sprawy zaszły tak daleko.

Niepodległe Kosowo może zakończyć podziały i niepokoje na Bałkanach. Albo rozpocznie je na nowo. Suwerenności może domagać się Republika Serbska w Bośni, co doprowadziłoby do rozpadu państwa Bośnia i Hercegowina, tak misternie sklejanego od lat przez Amerykę i Brukselę. Niepodległe Kosowo otwiera także drogę mniejszości albańskiej w Macedonii, która to mniejszość już raz zbrojnie próbowała wywalczyć niezależność. Obawiać może się także Grecja i Czarnogóra, posiadające na swym terytorium mniejszość albańską. A wreszcie Serbia, gdzie wciąż na południu działa albańska partyzantka, znów może stracić kolejną część terytorium. Na rzecz Wielkiej Albanii, bo Kosowo to drugie albańskie państwo na terytorium Bałkanów. Istnienie obok siebie dwóch państw tego samego narodu musi prowadzić do zjednoczenia i utworzenia jednego kosztem sąsiadów.

Europa nie jest euforyczna ani jednomyślna. Hiszpania już zapowiedziała, że nie uzna nowego państwa, powstałego z naruszeniem prawa międzynarodowego. Madryt obawia się o los Katalonii i zachowanie mniejszości baskijskiej. Niepokoi się Cypr: Republikę Turecką na wyspie uznawała dotychczas jedynie Ankara. Teraz secesjoniści mogą liczyć na więcej? A co z Naddniestrzem, które jednostronnie ogłosiło niezależność? Jeśli Rosja wykorzysta precedens i uzna niepodległość kaukaskich secesjonistów, Osetyńców i Abchazów, grozi wojna z Gruzją. Dziś Moskwa żąda anulowania deklaracji niepodległości.

Europa ma jeszcze jeden problem: powstało państwo nie posiadające struktur, którego gospodarka oparta jest na szarej strefie, przemycie i interesach mafii, z których najbardziej intratne to przemyt heroiny, handel bronią i żywym towarem. Prisztina spodziewa się, że szybko otrzyma propozycję przystąpienia do Wspólnoty; właściwie czuje się, jakby już tam była, zwłaszcza że należy także do strefy euro. Europejska waluta zastąpiła tu serbskie dinary, czemu nikt się nie sprzeciwił, choć gospodarka tego kraju nie spełnia żadnych wymaganych kryteriów. Kosowo liczy, że będzie na utrzymaniu Europy i Ameryki. Ale czy Bruksela ma plan, jak utrzymać nowe państwo? Wysłanie misji policjantów i prawników, którzy będą urządzać Kosowo, to za mało. Współpracę deklarują Amerykanie, ale przez lata też nie wykazali się skutecznym planem ekonomicznym, oprócz zainstalowania swojej bazy wojskowej. Większa odpowiedzialność ciąży jednak na Europie, bo szczególnie przyczyniła się do wykreowania nowego państwa. Tyle że państwo zarządzane z zewnątrz to też nie jest dobry pomysł. I z pewnością nie jest to rozwiązanie na zawsze. Ważną kwestią jest też odpowiedzialność za serbską mniejszość zamieszkującą Kosowo i niedopuszczenie do przemocy, kolejnych czystek etnicznych i fali uchodźców, która rozlałaby się po Europie. Nie będzie to łatwe, gdyż Albańczycy chcą Kosowa etnicznie czystego, a rachunek wzajemnych krzywd i nienawiści jest rozmiaru XXL.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj