szukaj
Dręczenie Małysza
Przepracowany i zmęczony Adam Małysz ciągle nie ma czasu dla siebie.
Adam Małysz zamiast na podium, stoi przed kamerą i z kamienną twarzą odpowiada na pytania życzliwie zatroskanego reportera. Dlaczego dziś nie udało mu się skoczyć dalej? Dlaczego ciągle nie może odzyskać wysokiej formy? I czy za tydzień możemy liczyć na lepszy wynik ?

Ten niezmienny spektakl oglądamy już od miesięcy i całe szczęście, że sezon skoków narciarskich zbliża się do końca. Zmieniają się jedynie reporterzy telewizji i choć każdy z nich jest pełen serdeczności, to przecież nieustannie dręczą mistrza tymi samymi pytaniami. Nie oni jedyni zresztą.

Lepszych rezultatów w kolejnych konkursach skoków domaga się i tym samym dręczy Małysza prezes PZN Apoloniusz Tajner, a także trener Hannu Lepisto, którzy nie odpuszczają mu żadnego startu w Pucharze Świata. No i wreszcie tłumy kibiców, którzy wykupili bilety na poszczególne konkursy i nie po to jeżdżą po Europie, aby oglądać słabe skoki swego idola.

Współczuję Małyszowi, który od dłuższego czasu porusza się w kieracie dręczenia. Do tego stopnia, że od 6 lat nie był w stanie pojechać w lipcu na kilka choćby dni do Władysławowa, gdzie czeka na niego gwiazda, którą w jego obecności powinno się wmurować w Alei Zasłużonych Mistrzów Sportu. Lipiec bowiem to dla Małysza czas treningu przed konkursami na igielitowych skoczniach i nawet jdnego dnia nie może odpuścić! Od lat też nie był na styczniowym Balu Mistrzów i puchar dla najlepszego sportowca roku odbierała z reguły jego żona.

I tak w kółko Macieju z wyjątkiem bodaj dwóch – trzech tygodni na urlop z żoną w jakimś ciepłym kraju. Małysz nie ma życia rodzinnego, nie ma następców i to nie tylko na skoczni. Ma za sobą natomiast lata najlepszych osiągnięć, które z pożytkiem dla siebie powinien zdyskontować. Ale tej prawdy jakoś nikt nie chce pojąć.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj