Kanapa odrzuconych
Na marginesie politycznego życia odrzucone przez wyborców partie i przegrani liderzy toczą bój o przyszłość. Jedni walczą o przetrwanie, inni o zaistnienie.

 

Było jak za dawnych dobrych lat – kamery, flesze, mikrofony. W Łodzi, miejscu narodzin inicjatywy, Leszek Miller ogłosił rejestrację swojej partii – Polskiej Lewicy. Kilka dni wcześniej Krzysztof Filipek i jego współpracownicy z Samoobrony odebrali z sądu postanowienie o rejestracji Partii Regionów. Wkrótce minie pół roku, od kiedy wyborcy podziękowali za reprezentację w parlamencie współrządzącym w poprzednich dwóch latach – Samoobronie, z której wystartował też Leszek Miller, oraz Lidze Polskich Rodzin, startującej w koalicji z Prawicą RP Marka Jurka i Unią Polityki Realnej. Wyborcy podziękowali im na tyle stanowczo, że partie te nie uzbierały nawet 3 proc. głosów uprawniających do budżetowych subwencji. Teraz, gdy do najbliższych wyborów – do Parlamentu Europejskiego – został ponad rok, testują modele działania, które mogłyby na nich zwrócić uwagę wyborców. I bez sentymentów wysysają się nawzajem z kadr.

Model: na powrót do korzeni

I co z tego, że się Filipek zarejestrował? Marcinkiewicz partii nie założył, Jurkowi nie idzie, to jemu się uda? – Andrzej Lepper, przewodniczący Samoobrony, o konkurencji ze strony Partii Regionów nie chce rozmawiać. We własnej formacji specjalnych problemów nie widzi. Zdążył zapomnieć o grudniowej Radzie Krajowej, na którą zamiast 60, przyjechało 39 osób. Przyznaje, że w Lubuskiem struktury się chwieją, a w Wielkopolsce – bałagan, ale, jak twierdzi, to przez kolejne problemy sądowe Renaty Beger. Rozpad organizacji w Lublinie, Łodzi, na Dolnym Śląsku, Warmii i Mazurach kwituje machnięciem ręki. – Jaki rozpad?– wtóruje mu Janusz Maksymiuk. – Mamy z 10 tys. aktywnych członków. Do Filipka poszły pojedyncze osoby.

Tuż po wyborach Lepper zrobił pierwszą turę objazdów po Polsce, żeby uspokoić nastroje. Potem drugą – żeby powołać nowe władze tam, gdzie było trzeba. W Świętokrzyskiem na przykład, gdzie odszedł szef Norbert Gross, wyznaczył Agnieszkę Szlęk, wojewódzką radną. Obecnej liczebności szeregów radna nie potrafi określić. Zdaniem Józefa Cepila, byłego posła Leppera z Kielecczyzny, przynajmniej w odniesieniu do jego regionu informacje o niezmienionym stanie kadr są nieprawdziwe. – Tu zostało ok. 30 działaczy. A w szczytowym momencie było 1,5 tys. członków partii. Część ze mną przeszła do PiS, niektórzy do Filipka, niektórzy donikąd – wylicza.

Bo kolejna tura objazdów przewodniczącego, określana mianem spotkań otwartych, to powrót do związkowych korzeni Samoobrony. – To już nie ten czas, żebyśmy mieli organizować protesty na drogach – zapewnia Lepper. – Ale jeśli rolnicy czy inne grupy dojdą do wniosku, że nie ma innego wyjścia, z boku stać nie będziemy – dodaje szybko. Żeby to dochodzenie do wniosku przyspieszyć, Janusz Maksymiuk wystosował do związkowców list, w którym zwraca uwagę, że grupy społeczne wynagradzane z budżetu domagają się podwyżek, a rolnicy – śpią. Jak obudzą się za późno, to na poprawę ich bytu zabraknie.

Na utrzymanie pustawego dziś, dwustumetrowego lokalu Samoobrony w Warszawie ma wystarczyć pieniędzy do przyszłej kadencji. Z początkiem roku na partyjne konto wpłynął ostatni zastrzyk gotówki z budżetu – prawie 3,2 mln zł. Regionalne biura w większości trzeba było jednak zamknąć.

Strat na odcinku samorządów nie wypiera się nawet były wicepremier. Miał ok. 30 radnych wojewódzkich – zostały niedobitki, słabo zidentyfikowane z partią-matką. Trochę wpływów zostało w regionalnych mediach. Sen o potędze raptownie się skończył, ale niby nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Kompletnie tracąc przełożenie na władzę, można z czystym sumieniem odkurzać transparenty wzywające do buntu.

Model: na przekór

Z ubytkiem aktywów Samoobrony wiąże się fakt, że Partia Regionów Krzysztofa Filipka startuje z niebagatelnym kapitałem początkowym. Zastępcą przewodniczącego nowej formacji został Bolesław Borysiuk, ojciec Tomasza, rekomendowanego przez Samoobronę członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. PR miała więc człowieka we władzach publicznych mediów, zanim formalnie powstała. Zastępcą przewodniczącego Filipka jest Danuta Hojarska, sekretarzem generalnym Andrzej Grzesik, a skarbnikiem Maciej Archaniołowicz, kiedyś radny SLD, potem Samoobrony z Kujawsko-Pomorskiego. – W każdym województwie mamy przedstawicieli – byłego posła albo byłego szefa regionu Samoobrony – zapewnia Hojarska. – Lepper opowiadał, że chcemy wracać do Samoobrony. Akurat. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej wody, zwłaszcza jeśli ta woda jest brudna. Pod wnioskiem o rejestrację Partia Regionów zebrała 2 tys. podpisów. Rozkręcanie struktur na razie idzie różnie. Składek jeszcze nikt nie zbiera i w ogóle – wzdycha Hojarska – na razie to partyzantka.

Jaki będzie program? – pytamy Danutę Hojarską. – Każda partia ma program podobny – żeby byt się Polakom polepszył.

Model: na bezczelnego

Leszek Miller zapewnia, że jego formacja nie jest sojusznikiem Partii Regionów: – Zresztą główny nurt ideowy Polskiej Lewicy dopiero się kształtuje. Ostatecznie chce ten nurt ukierunkować do maja – wtedy ma się odbyć zgromadzenie nowej partii. Były premier życzyłby sobie, by jego formacja liczyła do tego czasu 2,5 tys. członków. – Po 50 na okręg wyborczy, bo one będą naszą główną jednostką organizacyjną w strukturach. Tworzymy partię skupiającą się na uczestnictwie w kolejnych wyborach. Wśród pełnomocników organizujących okręgi przewijają się nazwiska banitów z SLD. Warszawa: Jacek Zdrojewski, Łódź: Krzysztof Jagiełło, Poznań: Zbigniew Kopka. Poza tym są osoby związane z Samoobroną (Grzegorz Tuderek), sympatię deklarował Sebastian Florek, kiedyś poseł, znany głównie z występów w programie „Big Brother”, ale – jak twierdzi Miller – to sympatia jednostronna. Jest wreszcie kilkoro młodszych działaczy Sojuszu z opozycyjnej wobec Wojciecha Olejniczaka frakcji. – LiD jest nieudanym eksperymentem: z ucierania różnych poglądów wyszła bezkształtna magma. PL będzie iść w kierunku polaryzacji – zapowiada jej lider. Obok hasła obrony godności ludzi pracy zamierza poszerzyć repertuar o obronę dorobku III RP i poparcie jak najściślejszej integracji państw w ramach UE. Konkurencja czujnie Millera monitoruje. – Walczy o 3 proc. w sondażach poparcia. Jeśli tyle nazbiera przed eurowyborami, przyjdzie z tym do Sojuszu – uważa członek SLD. – A ta oferta zyska na wartości, jeśli Demokraci dadzą nam pstryczka w nos. Jeśli Grzegorz Napieralski zostanie w czerwcu szefem partii, integracja może nastąpić jeszcze szybciej.

Model: na nową jakość

Poniedziałek, 26 lutego, godz. 18. Przed Kancelarią Premiera zbiera się 50-osobowa grupka głównie młodych ludzi. Jest transparent: „Kosowo przyczółkiem Al-Kaidy w Europie”, banner Młodzieży Wszechpolskiej, są flagi Serbii i Obozu Narodowo-Radykalnego. Przez szwankujące mikrofony prowadzący wykrzykują: „Belgrad – Warszawa wspólna sprawa!”. Kto nie wyczytałby na stronie internetowej LPR, że to ta partia zorganizowała manifestację przeciwko uznaniu przez polskie władze niepodległości Kosowa, raczej by się tego nie domyślił.

Ligę, podobnie jak Samoobronę, reanimuje jeszcze ostatnia rata budżetowej subwencji za poprzednią kadencję (ponad 2,3 mln zł). Sylwester Chruszcz, namaszczony na p.o. prezesa przez Romana Giertycha, ma świadomość, że w dalszej perspektywie to właśnie takie manifestacje, obok akcji internetowych, są dla pozbawionej budżetowego wsparcia partii szansą na przebicie się w przestrzeni publicznej. – Nie wszystko jeszcze wychodzi, ale zwieramy szyki. Staramy się zmieniać oblicze na bardziej nowoczesne i przyjazne.

Rzucanie legitymacjami po wyborach LPR ominęło – oficjalnie było i jest kilkanaście tysięcy członków. Udali się jednak na emigrację wewnętrzną – jeśli przychodzą na spotkania, to towarzysko. Przewiało samorządy. Andrzej Mańka, były poseł LPR z Lubelszczyzny, szacuje, że ze 160 radnych różnych szczebli, którzy byli w regionie po wyborach, zostało mniej niż stu. – Nawet tego odpływu do innych klubów nie hamowałem. Radni są przecież po to, żeby coś robić dla gminy czy powiatu, a w pojedynkę się nie da.

W tekstach na stronie internetowej LPR jak refren powraca zdanie: „Narodowcy nigdy się nie poddają”. – Myślimy o wspólnym starcie do PE z UPR i Prawicą RP – zapewnia Chruszcz. – Dobrze się uzupełniamy: UPR to liberalizm gospodarczy, Prawica RP – wierność wartościom, my – obrona złotówki i eurorealizm.

Model: na ideowca

Tamto porozumienie wyborcze było jednorazowe – ucina Marek Jurek, lider Prawicy RP. Jego formację niedawno zasilił Andrzej Mańka z kilkudziesięcioma współpracownikami. Oprócz niego do partii Jurka przeszła ostatnio Ewa Kantor, dawna posłanka LPR, związana potem z ruchem Dom Ojczysty Jerzego Roberta Nowaka. W sumie Prawica RP ma ok. 2 tys. członków, pełnomocników w 60 powiatach i pięciu radnych wojewódzkich. Marek Jurek chce budować samodzielną chrześcijańsko-konserwatywną formację. – Nastawioną na obronę rodziny, promującą cywilizację życia i europejską solidarność. W latach 70. budowałem Ruch Młodej Polski – przywykłem do działania pod prąd. Na kwietniowym zjeździe działacze mają wybrać regularne władze i przyjąć deklarację ideowo-polityczną. Marek Jurek referuje to wszystko z właściwym sobie stoicyzmem, a może brakiem złudzeń. – Jesteśmy po dwóch konferencjach programowych. Na razie skupiamy się na sprzeciwie wobec traktatu reformującego UE – mówi. Powyborczego rozżalenia w szeregach nie ma. Prawdopodobnie dlatego, że nie zdążyły rozbudzić się nadzieje.

Model: na PC-PiS bis

Dziś przegrane formacje wyglądają raczej na znajdujące się w fazie agonii niż rekonwalescencji. Andrzej Lepper, zmieniając na powrót designerskie garnitury na drelich przywódcy protestów, będzie prezentował się równie przekonująco jak bogata właścicielka hurtowni przebrana w strój ludowy. Do tego na jego drodze tyka bomba seksafery, w której został już oskarżony. Wiejski i małomiasteczkowy elektorat obyczajowe ekscesy ocenia bardzo surowo.

O ofercie Partii Regionów można powiedzieć na razie tylko to, że przedstawia się tyleż enigmatycznie, co kuriozalnie. Polskiej Lewicy Leszka Millera dotyczą te same problemy z samookreśleniem się co lewicy w ogóle, w Polsce i na świecie.

LPR robi wrażenie, jakby nie wyszła wciąż z wyborczej traumy. Względnie największe szanse na przetrwanie ma Prawica RP Marka Jurka, zwłaszcza jeśli doszłaby do skutku jej kooperacja z aktywizującym się środowiskiem Kazimierza Michała Ujazdowskiego czy Kazimierza Marcinkiewicza. Jedno z najchętniej powtarzanych zdań na politycznej kanapie brzmi: bracia Kaczyńscy też latami czekali na swój powrót. Dr Jarosław Flis, politolog, uważa, że wiara w powtórkę historii Porozumienia Centrum i PiS podszyta jest nieracjonalnym optymizmem. Polski system polityczny będzie się stabilizował: – Raczej nie będzie to układ dwupartyjny, ale możliwe jest „2 plus 2” – dwie silne formacje, dwie słabsze i pozbawiony znaczenia margines.

Szansę dla odrzuconych stwarza kilka dyskusji, które już się toczą lub lada chwila zaczną. Mogliby zaistnieć w debacie o wprowadzeniu podatku liniowego. Nadzieję na zmniejszenie przepaści między nimi a głównymi politycznymi graczami dałoby przyjęcie projektu finansowania partii z 1 proc. podatku – jeśli zyskaliby przychylność najbardziej zamożnych obywateli. Szansą na zaistnienie we władzach byłoby wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych – jeśli partie te wylansowałyby silnych lokalnych liderów. By jednak uratować życie, trzeba spełnić wszystkie te „jeśli”. Jeśli to w ogóle możliwe.

 

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj