Po Opolu
Nagrody się zdewaluowały: rozdawano je pęczkami niemal wszystkim występującym.

Na festiwalu w Opolu zwykle najżywiej przyjmowane są piosenki, które publiczność dobrze zna. Tak było i tym razem, tym bardziej że impreza odbywała się po raz 45, więc kolejny raz można było świętować jubileusz. A zatem znowu odgrzewano dawne przeboje, zgrane jak talia starych kart, na estradzie pojawiły się te same co zwykle gwiazdy, a prezenterzy wygłaszali kumpelsko-infantylne komentarze, namawiając jednocześnie widzów do głosowania przez esemesy.

Niestety, niewiele jest w Opolu miejsca na promocję nowych utworów i twórców, na budowanie nastroju prawdziwego święta polskiej piosenki. Telewizja publiczna, która ostatnio tak chętnie przypomina o swej misji, zafundowała widzom imprezę barwną, pełną niezwykłych świetlnych efektów specjalnych – szkoda jednak, że nie wokalnych. Imprezę plastikową i pozbawioną wdzięku. W tej sytuacji koszmarna pomyłka, do jakiej doszło podczas ogłaszania laureata nagrody SuperPremiery, stała się już tylko naturalnym dopełnieniem tego pop-kulturowego superjarmarku. (Informacja dla osób, które nie oglądały transmisji: najpierw wręczono nagrodę Kasi Cerekwickiej, a kiedy uhonorowana śpiewaczka zeszła ze sceny, zorientowano się, że zaszła pomyłka w obliczeniach i nagrodę jej odebrano).

Nawiasem mówiąc, i same nagrody się zdewaluowały: rozdawano je pęczkami niemal wszystkim występującym (w sumie wręczono 13 wyróżnień). Jedno jest pewne: po tegorocznym festiwalu opolskim w głowach pozostał estetyczny zamęt, ból po nadmiarze efekciarskich sztuczek i poczucie, że żadna z nowych prezentowanych piosenek nie zasługuje na miano przeboju. Organizatorów jednak do końca nie opuszczało doskonałe samopoczucie, zgodnie ze słowami przeboju: „Jest super, jest super, więc o co wam chodzi”.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj