Józef Szajna nie żyje
W wieku 86 lat zmarł Józef Szajna – wybitny reżyser, scenograf, malarz, członek międzynarodowych gremiów artystycznych, laureat wielu nagród i odznaczeń w Polsce i zagranicą, wychowawca pokoleń scenografów.

Absolwent krakowskiej ASP, zaczynał w latach 50. w Teatrze Ludowym w Nowej Hucie, jako scenograf, reżyser, a następnie dyrektor sceny. W 1963 r. stworzył scenografię do słynnego „Akropolis" w reż. Jerzego Grotowskiego w opolskim Teatrze 13 Rzędów. W 1971 r. objął dyrekcję warszawskiego Teatru Klasycznego, który przekształcił w autorskie, awangardowe Centrum Sztuki Studio.

W wystawionym tam w 1976 r. „Cervantesie" pisał „Jestem z pętli odcięty - śmierć jest we mnie, a ja spać z nią muszę". Nawiązywał do wydarzeń wojennych, gdy jako więzień obozów w Auschwitz i Buchenwaldzie był dwukrotnie skazywany na karę śmierci. Doświadczenia wojenne odcisnęły piętno na całej twórczości Józefa Szajny. Jego spektakle budowane ze starych, zdegradowanych przedmiotów, zniszczonych butów, porozrywanych ubrań, przerdzewiałych rur, masek gazowych, fragmentów fotografii - z odpadków „ze śmietnika świata" - pokazywane były na całym świecie. Pierwszym wielkim międzynarodowym sukcesem artysty były prezentowane w 1970 r. na weneckim biennale „Reminiscencje" - kompozycja przestrzenna poświęcona pomordowanym w czasie okupacji hitlerowskiej artystom krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. W 1973 r. na zamówienie festiwalu w Edynburgu zrealizował legendarną „Replikę", której kolejne odsłony tworzył w Polsce i zagranicą. W Meksyku przyjmowana była jako misterium po trzęsieniu ziemi, w Niemczech jako sztuka rozrachunkowa, w Izraelu jako pamięć o Zagładzie.

„Od prapremiery „Fausta" w Teatrze Polskim w 1971 roku, poprzez „Witkacego", „Gulgutiery", „Repliki" w wersjach I - VII, „Dantego" z prapremierą na festiwalu we Florencji i późniejszymi realizacjami w Dubrowniku i Essen, aż po „Cervantesa" i „Majakowskiego" powstaje cykl moich autorskich przedstawień - od scenariusza poczynając, na reżyserii i plastyce kończąc. Ideą tego teatru staje się egzystencjalny sens życia i uniwersalizm problematyki" - wspominał z okazji obchodzonego w ubiegłym roku jubileuszu 60-lecia pracy twórczej. Jego przedstawienia krążyły po świecie, podobnie zresztą jak obrazy i environments, np. słynne statyczne environment „Sylwety i cienie" czy obrazy z cyklu „Mrowiska" z wizją człowieka jako bezimiennego śladu w zunifikowanej zbiorowości.

Studio, które dziś nosi jego imię, opuścił w 1981 r. w proteście przeciw wprowadzeniu stanu wojennego i na wiele lat wycofał się z życia publicznego. Z końcem lat 80. zbudował kompozycję przestrzenną na 240 m kwadratowych zatytułowaną „Drang nach Osten - Drang nach Westen" będącą rozrachunkiem z faszyzmem i totalitaryzmem. Do reżyserii wrócił w latach 90., wracając jednocześnie do ulubionych bohaterów i tematów, powstały: „Dante 1992", „Ślady" i „Życie i śmierć Cervantesa".

W ostatnich latach pracował głównie za granicą. W Berlinie niedawno można było oglądać wystawę jego obrazów, grafik i instalacji zatytułowaną „Czy ktoś jeszcze słucha?", poświęconą tragedii Holocaustu.

Całkowicie poświęcił się idei wzniesienia w Oświęcimiu Kopca Pamięci i Pojednania, który ma być dziełem ponadwyznaniowym, niosącym przesłanie pokoju na cały świat: „Dla pojednania nie wystarczy modlitwa i zapalone świece. Bądź aktywny" - apelował niedawno.


W ubiegłym roku pisał w orędziu na Międzynarodowy Dzień Teatru: „Słowa zamieniam w obrazy, a życie w teatr. Teatr jest sztuką otwartą na przeobrażenia czasu, integruje nasze złożone intuicje i idee. Teatr nadaje sens temu, co czynimy i przedstawiamy - uobecniamy. Teatr jest syntezą - summa całości, która rodzi się i żyje w sferze wyobraźni. My stajemy się postaciami, aktorami spektaklu - wydarzenia, lepszymi od siebie samych po to, by zaistnieć w świecie konfrontacji Dobra ze Złem, miłości z nienawiścią, prawdy z fikcją. Akt twórczy jest manifestacją, uzmysłowieniem tego, co w nas samych wymaga wyzwolenia. Uczy pokory, pozbawia nas próżności i pychy. Tę sztukę nazywam TEATREM. Jej przesłaniem, kształtem finalnym jest moralitet, katharsis, oczyszczenie w chwili zagrożenia wartości życia i kultury. Jest to krzyk w chwili, gdy człowiek sam siebie pomniejsza i zaniedbuje. I zabija. Tej ludzkiej nieroztropności przeciwstawiam Dom Sztuki, którym był i pozostanie teatr. Tu, w teatrze, będziemy wznosić Górę Nadziei na pojednanie Wschodu z Zachodem, bo wszyscy jesteśmy mieszkańcami tego samego globu. Za losy świata wspólnie jesteśmy odpowiedzialni. I niech tak pozostanie. Czy ktoś tego słucha?".

 

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj