szukaj
Biznesmeni z komendy
Mieli działać w interesie policjantów. Zamiast tego zajęli się robieniem interesów.

 

Warszawa, ul. Nowolipie 2 – Komenda Stołeczna Policji. To tutaj, na pierwszym piętrze, tuż obok gabinetu komendanta stołecznego policji mieści się Zarząd Wojewódzki NSZZ Policjantów KSP. Swoje siedziby mają tu także Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa Nike, Polskie Towarzystwo Edukacji Ekonomicznej i Bezpieczeństwa w Biznesie, Fundacja Wsparcia Policjantów oraz spółki TBS Millenium i Milennium (siostrzana), Mampol, a do niedawna także spółka Multi-Monety. Część z tych podmiotów to inicjatywy stołecznego związku, część – prywatne biznesy związkowych działaczy.

Mirosław Bednarski, szef związkowców w KSP, pytany o to, dlaczego wszystkie te podmioty ulokowały się w Komendzie, prostuje: – Nie w Komendzie, tylko u nas w zarządzie wojewódzkim. Bo związkowcy traktują swoje trzy pokoje w Pałacu Mostowskich jak swego rodzaju obszar eksterytorialny, gdzie mogą robić, co zechcą – a stronie służbowej (jak mówią o władzach KSP) nic do tego. I faktycznie, o istnieniu większości podmiotów mających swe siedziby w KSP jej obecne władze w ogóle nie mają pojęcia.

Stołeczny NSZZ Policjantów liczy prawie 4,2 tys. czynnych funkcjonariuszy, obsługuje również kilkuset policyjnych emerytów. Od lat władzę w nim dzierżą przewodniczący Mirosław Bednarski i Marek Patalas – wiceprzewodniczący i skarbnik (jak mówi Bednarski: księgowy) związku. Trudno o nich powiedzieć, że są typowymi przedstawicielami grupy zawodowej, której interesów podjęli się bronić.

Trzy lata temu głośna była sprawa kradzieży samochodu Bednarskiego – jak podawały wówczas media – wartego ponad 200 tys. zł terenowego Nissana Patrol. Do złodziei odjeżdżających jego autem szef związkowców strzelał wówczas z prywatnego pistoletu. Dzisiaj ze swego stylizowanego na dworek domu pod Warszawą dojeżdża do pracy na zmianę terenówką (którą po jakimś czasie udało się odzyskać) i limuzyną – Chryslerem. Zaznacza, że majątku dorobił się, zanim trafił do policji.

Ukończył prawo, w drugiej połowie lat 80. zrobił aplikację prokuratorską. Ale nie pracował w tym zawodzie. Do policji trafił w 1992 r. Zanim został przewodniczącym ZW NSZZ P KSP, pracował jako radca prawny Komendy. Około 2000 r. – już jako szef stołecznego związku – otworzył własną kancelarię radcowską. Każdy pracownik policji na dodatkowe zatrudnienie musi mieć zgodę przełożonych. Według Marcina Szyndlera, rzecznika prasowego KSP, Bednarski wprawdzie dostał zgodę na świadczenie usług radcowskich, ale tylko na umowę-zlecenie i tylko w 1996 r.

Skarbnik Marek Patalas do policji trafił w 1991 r., zaraz po ukończeniu studiów w Wyższej Szkole Oficerskiej Służb Kwatermistrzowskich w Poznaniu (potem zrobił jeszcze trzy podyplomowe kierunki). Przez kilka lat pracował w pionie logistyki KSP (odpowiada za inwestycje, nieruchomości itp.). Kontakty z tego okresu przydają mu się do dziś w sprawach związanych z prowadzeniem związkowych biznesów.

Związkowcy robią skok

Wszystko zaczęło się w 1997 r. Z inicjatywy Mirosława Bednarskiego i Marka Patalasa grupa policyjnych związkowców zawiązała Spółdzielczą Kasę Oszczędnościowo-Kredytową Funkcjonariuszy i Pracowników KSP (obecnie SKOK Nike). Dziś Bednarski jest przewodniczącym rady nadzorczej Kasy, a Patalas jej prezesem. Pytany o to, jak udaje mu się łączyć funkcję w Kasie z pracą w policyjnym związku, Patalas zapewnia: – Prezesem Kasy jestem po godzinie 16. Robię to społecznie. Z akt rejestrowych SKOK Nike wynika jednak, że Kasa zwraca mu koszty, jakie ponosi w związku z prowadzeniem jej spraw. Dla przykładu: w 2004 r. 94 tys. zł, w 2005 – 112 tys. zł.

Jak już wspomnieliśmy, SKOK Nike ma swą siedzibę kątem w pomieszczeniach ZW NSZZ P KSP. Jakiś czas temu „Gazeta Wyborcza” ujawniła, że Kasa ta prowadziła także w KSP, Komendzie Głównej Policji oraz sześciu innych jednostkach punkty obsługi klienta. Lokale w KSP i KGP wynajmowała za darmo. A to za sprawą Jerzego Gołębiewskiego, który w 1998 r. – jako zastępca komendanta stołecznego policji ds. logistyki – osobiście podpisał umowę nieodpłatnego użyczenia Kasie lokalu w KSP, a cztery lata później – już jako dyrektor biura logistyki Komendy Głównej Policji – przekonał przełożonych do wynajęcia Kasie na takich samych warunkach lokalu w KGP.

Samo funkcjonowanie SKOK Nike w jednostkach policji może dałoby się jakoś uzasadnić, gdyby – tak jak to było w pierwszych latach funkcjonowania tej Kasy – mogli należeć do niej wyłącznie policjanci. Jednak w 2003 r. władze Kasy postanowiły otworzyć ją na ludzi spoza policyjnego środowiska. A ponieważ, zgodnie z ustawą o SKOK, Kasy mogą działać tylko na rzecz osób, które łączy więź zawodowa lub organizacyjna, spółdzielcy uciekli się do fortelu. Grupa prywatnych osób – przeważnie policyjnych związkowców (wśród nich Patalas i Bednarski) – powołała wówczas Polskie Towarzystwo Edukacji Ekonomicznej i Bezpieczeństwa w Biznesie. Jego prezesem został Krzysztof Jaskólski (specjalista do spraw bezpieczeństwa w biznesie w KGP), a wiceprezesem – Marek Patalas. Następnie władze SKOK Nike uchwaliły, że do Kasy mogą należeć członkowie PTEEiBB (łączy ich więź organizacyjna).

Odtąd wystarczyło zapisać się do tego Towarzystwa i drzwi do policyjnego SKOK stawały otworem dla każdego. Pod naciskiem związkowców otworem dla cywilnych członków SKOK Nike musiały stanąć także biura przepustek w jednostkach policji, w których Kasa miała swe placówki. Nikomu nie przeszkadzało, że w niektórych komendach w drodze do Kasy klienci mijali pomieszczenia operacyjne policji.

Od paru lat SKOK Nike jest oficjalnym pośrednikiem Narodowego Banku Polskiego w sprzedaży złotych i srebrnych monet kolekcjonerskich. Wśród inwestorów i hobbystów zainteresowanie takimi monetami jest ostatnio ogromne (o srebrnego Sokoła maltańskiego ludzie nieomal bili się przed placówkami NBP). Policyjny SKOK – dzięki umowie z Bankiem – ma zapewnioną ich stałą dostawę po promocyjnych cenach. Na jego stronie internetowej próżno jednak szukać informacji o tym, że Kasa sprzedaje monety. Znaleźć tam można natomiast reklamę: „Szukasz alternatywnych metod inwestowania? Zapraszamy do skorzystania z oferty inwestycji w metale szlachetne” – „Naszym partnerem jest firma Multi-Monety”. Tu następuje przekierowanie do prowadzonego przez Multi-Monety internetowego sklepu numizmatycznego.

Jak ustaliliśmy, właścicielem spółki Multi-Monety jest Polskie Towarzystwo Edukacji Ekonomicznej i Bezpieczeństwa w Biznesie, a jej siedziba do niedawna mieściła się w KSP (dziś w jednej z placówek SKOK Nike). Przewodniczącym rady nadzorczej spółki jest Marek Patalas, zaś jej prezesem Dagmara Opoczyńska, 22-letnia absolwentka elektroradiologii, pełniąca także funkcję prezesa spółki AMM, należącej do Patalasa i jego żony.

Za pośrednictwem internetowego sklepu spółka Multi-Monety sprzedaje kolekcjonerski bilon, który wcześniej SKOK kupił w NBP. Nie wiadomo, ile i kiedy płaci za to Kasie. Zarobek Multi-Monet musi być jednak spory, bo ceny monet są wysokie, np. za złotą dwustuzłotówkę z wizerunkiem Zbigniewa Herberta trzeba było ostatnio zapłacić 1,5 tys. zł. Jeśli ktoś sobie życzy, kupiony przez Internet towar może odebrać… w wybranej placówce SKOK Nike.

Związkowcy rozkręcają biznesy

Zielone światło dla związkowych biznesów zapaliło się w 1999 r. W wyborach władz krajowych NSZZ Policjantów zwyciężyła wówczas grupa, która uważała, że związek – by uniezależnić się od wsparcia finansowego ze strony policji – powinien prowadzić działalność gospodarczą. W większości województw komendanci policji stopowali jednak związkowców w ich biznesowych zapędach – poprzestali oni na prowadzeniu bufetów czy organizowaniu wakacyjnego wypoczynku pod szyldem związku. Jedyną organizacją wojewódzką, która rozkręciła interesy na dobre, był NSZZ P KSP. Jeszcze w 1999 r. Mirosław Bednarski i Marek Patalas w imieniu stołecznego związku powołali do życia spółki Mampol oraz TBS Millenium i zasiedli w ich radach nadzorczych.

Pierwszym prezesem Mampolu był Antoni Hupert, ówczesny wiceprzewodniczący ZW NSZZ P KSP. Zasłynął on wcześniej tym, że jako wiceszef jednego z warszawskich komisariatów wykorzystywał służbowy radiowóz do prowadzenia własnej kampanii w wyborach samorządowych (był kandydatem SLD). Żeby rozliczyć przejazdy, podrabiał podpisy innych funkcjonariuszy. Gdy został radnym, zapisał się do ośmiu komisji (diety wypłacane były za udział w posiedzeniach), a w policji wziął zwolnienie lekarskie.

Dziś szefem obu związkowych spółek jest Dariusz Szarek, biznesmen, niegdyś właściciel niewielkiej części udziałów w firmie produkującej bieliznę. Ważną rolę w spółkach NSZZ P KSP odgrywa również Danuta Kasicka, niegdyś właścicielka spółki Delta Bis, zajmującej się m.in. usługami detektywistycznymi i ochroniarskimi oraz szkoleniami w posługiwania się bronią palną. Firma ta miała swą siedzibę przy ul. Belwederskiej 16 w Warszawie – znajdował się tam Referat Patrolowo-Interwencyjny Komendy Rejonowej Policji Warszawa II. Kolejnymi właścicielami spółki byli Ewa Bednarska, żona szefa stołecznych związkowców (nazwę zmieniono wówczas na Delta), a potem Dariusz Szarek i Anna Kasicka (zmienili nazwę na Yacht Charter Poland). W swych kolejnych wcieleniach spółka ta była ściśle związana ze związkowymi biznesami (np. jako YCP sprzedawała łodzie związkowej spółce Mampol, której prezesem jest Szarek).

Według relacji osób, które prowadziły biznesy ze związkowymi firmami, zarówno Dariusz Szarek, jak i Danuta Kasicka, urzędowali swego czasu w KSP. Niektórzy sądzili nawet, że są oni działaczami policyjnego związku.

Związkowcy ubezpieczeni

Po doświadczeniach ze SKOK Nike związkowcy utwierdzili się w przekonaniu, że ich potencjałem biznesowym jest kilka tysięcy członków związku, ale także swobodny dostęp do funkcjonariuszy, którzy do związku nie należą. Cywilne firmy, które chciałyby zaoferować swe produkty policjantom, nie mają jak tego zrobić – bo nie mają wstępu na teren jednostek policji. Pośrednikiem między takimi firmami a funkcjonariuszami został więc najpierw sam związek, a potem związkowy Mampol. Oferował on policjantom m.in. telefony komórkowe i samochody. Najlepszym biznesem okazała się jednak sprzedaż ubezpieczeń.

W 1999 r. NSZZ P KSP zawarł umowę z firmą o nazwie Korporacja Brokerów Ubezpieczeniowych Protektor. Miała ona pośredniczyć w negocjowaniu z towarzystwami ubezpieczeniowymi warunków ubezpieczenia na życie oraz swego rodzaju funduszu inwestycyjnego (tzw. do-życie) dla policjantów. Firmy w rodzaju Protektora zarabiają na prowizji, którą otrzymują od ubezpieczyciela za przyprowadzenie mu klientów (jej wysokość zależy od kwoty wniesionych ubezpieczeń). Od Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie Zurich, z którym ostatecznie NSZZ P KSP podpisał umowę dotyczącą ubezpieczenia policjantów, Protektor dostał blisko 400 tys. zł prowizji.

Jak ustaliliśmy, gdy NSZZ P KSP podpisywał umowę z Protektorem, radcą prawnym spółki-córki Protektora o nazwie Europejscy Eksperci Samochodowi był Mirosław Bednarski, szef stołecznych związkowców. Wkrótce potem on i jego żona Ewa zostali członkami rady nadzorczej EES, a należąca do Bednarskiej spółka Delta (o której wspominaliśmy wcześniej) podpisała umowę na świadczenie usług windykacyjnych na rzecz kolejnej spółki-córki Protektora – Protektor Direct.

Związkowcy zapewniają, że z usług Protektora korzystali tylko raz. Wyborem towarzystw ubezpieczeniowych, z którymi zawierane były kolejne umowy ubezpieczania policjantów, zajmował się już NSZZ P KSP do spółki z Mampolem. Zaś samą obsługą ubezpieczeń zajął się Mampol. Składki ściągane z policyjnych wynagrodzeń Komenda Stołeczna Policji przesyłała do związku, ten przekazywał je Mampolowi, a ten z kolei towarzystwu ubezpieczeniowemu. Za to pośrednictwo Mampol otrzymywał od ubezpieczycieli – i otrzymuje do dziś – prowizję. Jej kwoty związkowcy nie chcą ujawnić, musi być jednak spora, bo za pośrednictwem związkowej firmy ubezpiecza się obecnie 1,2 tys. policjantów.

Związkowcy idą w nieruchomości

Największym z dotychczasowych biznesów policyjnych związkowców była budowa osiedla Horowa Góra w Markach pod Warszawą. Powstało na ponad 4-hektarowej działce, otoczonej z trzech stron Mazowieckim Parkiem Krajobrazowym, która jeszcze przed kilkoma laty należała do Skarbu Państwa (a zarządzało nią MSWiA).

Według relacji Mirosława Bednarskiego, pomysł, by związek przejął tę nieruchomość, padł ze strony władz KSP: – Strona służbowa zwróciła się do nas, żebyśmy rozważyli możliwość wybudowania jako związek mieszkań dla policjantów. Zwrócono nam uwagę, że jest grunt i że dobrze byłoby wybudować osiedle. Dokładnie mówiąc, z propozycją zwrócił się do związkowców Jerzy Gołębiewski, zastępca komendanta stołecznego policji (ten sam, któremu SKOK Nike zawdzięczał darmowe lokale w KSP i KGP).

To właśnie w odpowiedzi na tę propozycję związkowcy powołali spółkę Towarzystwo Budownictwa Społecznego Millenium. Miało funkcjonować na takiej zasadzie jak inne TBS – budować mieszkania wyłącznie pod wynajem. Najemcy mieli być wyłaniani w drodze konkursu.

We wrześniu 2002 r. podpisano akt notarialny, na mocy którego Skarb Państwa przekazał wspomnianą działkę gminie Marki, a ta z kolei odsprzedała ją firmie TBS Millenium (ze względów formalnych Ministerstwo Skarbu Państwa nie mogło przekazać nieruchomości bezpośrednio spółce). Działka wyceniona została na ponad 4,3 mln zł. TBS kupił ją od gminy Marki z 99-procentowym upustem. Uzasadnieniem symbolicznej ceny sprzedaży było to, że TBS realizować ma społecznie ważny cel – budowę mieszkań czynszowych dla funkcjonariuszy policji.

Gdy TBS Millenium było już właścicielem gruntu, związkowcy uznali, że formuła, w jakiej funkcjonują TBS, jest nie dość atrakcyjna. – Zrobiliśmy symulację ekonomiczną, obliczyliśmy, ile będzie wynosił czynsz. Okazało się, że jest to w ogóle bez sensu – przekonuje Mirosław Bednarski. Według jego relacji, zainteresowanie ofertą mieszkań TBS wśród policjantów było śladowe.

TBS Millenium zaczęło więc budować i sprzedawać mieszkania własnościowe. Dzięki temu, że spółka kupiła grunt niemal za darmo, mogła pozwolić sobie na sprzedaż mieszkań po cenie szokująco niskiej (jak na okolice Warszawy) – 2–3 tys. zł. Ale – jak twierdzi Bednarski – policjanci nadal nie byli zainteresowani ich kupnem. Policjanci z KSP przedstawiają sprawę nieco inaczej: TBS Millenium żądało od nich wpłaty pieniędzy na mieszkania jeszcze przed wbiciem pierwszej łopaty na budowie. Większość z nich musiałaby zapożyczyć się na ten cel w banku. Banki domagały się jednak zabezpieczenia kredytu na hipotece, a tego nie można było dokonać przed wybudowaniem mieszkań. I tu koło się zamykało. W 2002 r. bank BPH PBK zaoferował wprawdzie TBS Millenium, że skredytuje 70 proc. kosztów budowy osiedla. Policjanci mogliby wówczas płacić za mieszkania dopiero wówczas, gdy byłyby one gotowe, ale takie rozwiązanie nie spodobało się władzom związku. W efekcie zaledwie 40 proc. z ponad 400 mieszkań wybudowanych przez TBS Millenium kupili funkcjonariusze. Resztę sprzedano na wolnym rynku.

Związkowcy uznali jednak, że ich misja deweloperska na tym jednym projekcie się nie wyczerpała, powołali więc kolejną spółkę – Milennium, która ma wybudować w Markach osiedle domków szeregowych. Oczywiście dla policjantów. Próbowali również przejąć za darmo tamtejszy ośrodek wypoczynkowy. Uzasadniali, że będzie on służył funkcjonariuszom i ich rodzinom.

Stołeczni związkowcy przekonują, że prowadzona przez nich działalność biznesowa mieści się w celach statutowych NSZZ Policjantów. Ale pierwszym celem, który statut NSZZ Policjantów wymienia, są „działania zmierzające do podnoszenia zaufania społeczeństwa do Policji i policjantów”.
 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj