Ślad czarnej kredki
W ramach reformy oświatowej ustalono, że zanim rodzice poślą 6-latka do szkoły, będą mogli skorzystać z pomocy psychologa. To iluzja.

 
Czy szkoły są przygotowane na przyjęcie tak małych dzieci? Dlaczego 6-latki mają się uczyć życia społecznego w szkołach, a nie w zerówkach? Zapraszamy do dyskusji na forum.
 

Gdy syn pani Agnieszki z Warszawy miał startować do pierwszej klasy, rodzice zaprosili do przedszkola specjalistkę. – Dzieci rozmawiały z panią psycholog, rozwiązywały jakiś test, rysowały obrazek – wspomina pani Agnieszka. Opinię o synu dostała po kilku dniach. „W zachowaniach dziecka obserwuje się ogromną nadruchliwość – mimiczną i ogólnie motoryczną. Oprócz niepokoju ruchowego przejawia zachowania świadczące o zakłóceniu osobowości (poczucie wartości, tożsamości). Chłopiec nie przyjmuje prawidłowo informacji o swoich niewątpliwych pozytywnych stronach, tak jakby zaprogramowany był na informacje odwrotne. Należy obawiać się, że nauczyciele nie będą chcieli męczyć się z dzieckiem tak nieuporządkowanym i łatwo zaklasyfikują go negatywnie, sprowadzając go na margines klasowy” – napisała autorka diagnozy.
 

Do dziś na wspomnienie tamtej lektury panią Agnieszkę przechodzą dreszcze. – Okazało się, że pani psycholog wyciągnęła te wnioski zwłaszcza z tego, że syn narysował obrazek w całości czarną kredką – opowiada. – Zapytałam go więc, dlaczego tak zrobił? Odpowiedział, że inne kredki były połamane... Tyle że chyba nikt nie jest pewien, czy dobrze wychowuje dziecko. Tamta diagnoza mocno zachwiała jej poczuciem rodzicielskich kompetencji. – Odetchnęłam dopiero, gdy okazało się, że syn bardzo dobrze radzi sobie i w szkole, i w kontaktach z rówieśnikami. Opowieści o podobnie absurdalnych diagnozach znajomi przynoszą co jakiś czas. Na wszelki wypadek młodszej córki nie poddawała już żadnym badaniom.

Według planów MEN przez najbliższe trzy lata rodzice będą decydować, czy ich dzieci rozpoczną naukę szkolną w wieku 6 lat, czy spędzą jeszcze rok w przedszkolu. W decyzji tej ma pomagać ocena intelektualnej i emocjonalnej gotowości do nauki w szkole. Na podstawie codziennej obserwacji dzieci oceniać będą nauczyciele przedszkolni. Ocena nie będzie miała mocy wiążącej, ot, po prostu fachowa porada.

Nauczyciele przedszkolni mają przygotować się do tego na kursach. Logika podpowiada, że ryzyko wpadek, podobnych do tej przy diagnozie syna pani Agnieszki, u diagnostów po kursie będzie spore.

Mimo upływu lat w szkolnictwie nie udało się zbudować porządnego systemu wsparcia psychologicznego – ubolewa Irena Dzierzgowska, była wiceminister edukacji. Według Centrum Metodycznego Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej (placówka szkolenia nauczycieli przy MEN) w 2007 r. w przedszkolach, szkołach i placówkach oświatowych – czyli domach kultury, bursach, ośrodkach wychowawczych – zatrudniano na etatach prawie 2 tys. psychologów i ponad 11 tys. pedagogów. W podstawówkach pedagog przypadał na 564 uczniów, psycholog – na prawie 4 tys. W gimnazjach wychodziło po 455 dzieci na pedagoga, a na psychologa – 2,4 tys. Rekord dysproporcji padł jednak w technikach, gdzie pedagog miał pod opieką przeciętnie 1,3 tys. uczniów, a psycholog – niemal 17 tys.

Pomocy psychologicznej można też szukać w poradniach psychologiczno-pedagogicznych. Ale trafia się tam zwykle dopiero wtedy, gdy problem jest już poważny i długotrwały lub gdy potrzebne jest zaświadczenie o jakimś zaburzeniu, np. dysleksji. System w dzisiejszym wydaniu przypomina puzzle, których nie sposób ułożyć. Przedszkola i szkoły mogą, ale nie muszą zatrudniać pedagoga, psychologa. Różnica między zadaniami psychologa a pedagoga szkolnego jest z kolei niejasna. W szkołach można spotkać albo jednego, albo drugiego, albo osoby, które mają pół etatu jako psycholog i pół jako pedagog.

Można przewidywać, że po reformie popyt na pomoc psychologów w szkołach wzrośnie. Choćby dlatego, że spotkanie w jednej klasie dzieci z dwóch roczników będzie dla nich stresem. Do gabinetów psychologów i pedagogów w szkołach już teraz zresztą ciągną tabuny uczniów. Centrum Metodyczne Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej podaje, że z różnych form pomocy psychologiczno-pedagogicznej skorzystał w ubiegłym roku co czwarty uczeń. Specjaliści powiadają, że polskiej klasie średniej udzieliło się zainteresowanie psychologią, utrzymujące się na Zachodzie od lat. Jednocześnie wśród mniej podatnych na nowe kulturowe trendy rodziców i ich dzieci psycholog nadal budzi tremę.

Matka ucznia z podstawówki skarży się matce jego kolegi na kiepskie wyniki syna w psychologicznym badaniu. Po chwili obaj chłopcy, którzy bawili się razem, pokazują mamom niemal identyczne samochody, zbudowane z klocków. – A dlaczego, durniu, takiego ładnego przy pani psycholog nie złożyłeś?! – i ta narzekająca uderza syna przez głowę ścierką. Przed psychologiem, kimś w rodzaju doktora i sędziego zarazem, trzeba się wykazać.

Z kolei psychologowie mówią raczej o swej bezradności. – Nie dowiem się, że dziecko ma problemy, dopóki nie zgłosi się do mnie wychowawca – podkreśla Joanna Maciejewska. – Jeśli szkoła ma tysiąc uczniów, trudno, żebym zaglądała każdemu w oczy. Czasem wysiłki psychologa paraliżują rodzice. W jednej ze społecznych podstawówek uczyło się dziecko z lekkim autyzmem. Psycholog ocenił, że nie przeszkadza w zajęciach, ale za to, że ważne jest, by w gimnazjum kontynuowało naukę w tym samym zespole. Nie przekonał rodziców kolegów z jego klasy. Wywalczyli usunięcie go w obawie, że obniży poziom.

Marta, nauczycielka w gimnazjum-molochu w podupadłej dzielnicy jednej z polskich metropolii, przyznaje: zdarza jej się prowadzić do pedagoga lub psychologa ucznia, który jest pod wpływem alkoholu, tylko po to, by go odizolować. – I słyszę od pani pedagog, że jestem niewydolna wychowawczo. Przecież my też chcielibyśmy lepiej pracować, a ona zamiast pomóc, ochrzania nas jak dzieci... – wzdycha nauczycielka. Próby współpracy ze szkolną psycholożką nie są bardziej owocne. – Mam uczennicę w ciąży, opuszcza zajęcia. Proszę: porozmawiaj z nią. Psycholożka wypytuje ją: co robią rodzice, co będzie z dzieckiem? Kiedy mówię, że chodziło mi o inny rodzaj rozmowy, psycholożka się obraża.

Czasem mogłoby się wydawać, że do szkół idą ci absolwenci studiów psychologicznych, którym nie udała się bardziej satysfakcjonująca kariera w modnej branży typu HR czy PR. W środowisku taki pogląd uważany jest za uproszczenie. – Bo nawet człowiek bez wielkiego talentu może skutecznie pomagać – jeśli się rozwija, uczestniczy w warsztatach, przechodzi własną terapię. Sęk w tym, że od psychologów w szkołach nikt tego nie wymaga. Zresztą, nie ma kto im za to zapłacić – zauważa Krzysztof Korona, psycholog i konsultant medialny. Większości przydałaby się superwizja – regularna konsultacja z bardziej doświadczonym psychologiem, która w klasycznej psychoterapii jest obowiązkowa. Tej części układanki też jednak nie ma w zestawie. Miejsce specjalistów i ich relacje z innymi grupami tworzącymi szkolny mikroświat – rodzicami, nauczycielami, uczniami – to właśnie te niedbale powycinane puzzle.

Zresztą sposób przygotowania szkolnych specjalistów jest anachroniczny: – Oni nie nadążają za obyciem uczniów w zakresie nowych technologii – twierdzi Krzysztof Korona – nie rozumieją ich świata – tego, że nieudana wirtualna znajomość może uruchomić depresję, że esemes może zabić.

Według zapowiedzi MEN, rozporządzenia dotyczące pomocy psychologicznej dla uczniów mają zostać dopasowane do rzeczywistości, zadania pedagoga oraz psychologa szkolnego – zweryfikowane. Rzecz w tym, żeby całe to dopasowanie nie polegało na prowizorkach, kolejnych puzzlach w rodzaju wspomnianych kursów diagnostycznych dla przedszkolanek. Jeśli trudno jest zapewnić profesjonalną pomoc, to lepiej przynajmniej nie szkodzić.

Swoją drogą interesujące, czy szkolnym psychologom nie jest przypadkiem wykładana obecnie jakaś doktryna czarnej kredki, bo anegdoty na ten temat mnożą się na potęgę. Zuzia, siedmiolatka, narysowała czarną kredką psa i pani psycholog zawyrokowała, że może się to wiązać ze stanem depresyjnym dziecka. Matka na szczęście rezolutnie odpowiedziała, że ich domowy pies jest akurat czarny, więc znacznie bardziej niepokoiłaby się, gdyby Zuzia namalowała zielonego...
 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj