szukaj
Stary portfel
Wygląda na to, że to specyficzna polska specjalność. Okradanie, wykorzystywanie i naciąganie starych ludzi.

Poczucie bezpieczeństwa Jerzego T., warszawiaka, miało solidną podstawę. Konto w banku, lokaty na trumnę, miejsce na cmentarzu, pomnik i orkiestrę. I ewentualnie na szpital. Z dnia, gdy to poczucie runęło, Jerzy T. pamięta tylko ranek. Siedział w parku na ławce, jakiś człowiek w czapce z dużym daszkiem biegał wokół z telefonem. Bardzo przygnębiony, bo córka w szpitalu, a on nie może ściągnąć pieniędzy z zagranicy. Pan Jerzy, bywały w świecie, zaoferował pomoc: dziecko trzeba ratować. Sam pochował córkę z przekonaniem, że to wina szpitala.

Pamięta, że tamten poczęstował go wodą. Kolejny kawałek historii zna z monitoringu bankowego. Film oglądał na komendzie w towarzystwie policji. Przy okienku razem z tamtym człowiekiem w czapce, wypłaca wszystkie pieniądze. Kasjerka uzupełniła potem relację: tamten w czapce zmartwionym głosem pytał, czy to już naprawdę wszystko, a starszy pan równie zmartwiony odpowiadał, że tak. Poszło 80 tys. zł.

Jak przez mgłę pan Jerzy pamięta za to, że tamten długo i męcząco woził go potem jeszcze po mieście jakimś samochodem. Na policję poszedł na trzeci dzień, źle się czuł. Tam nie kryli rozczarowania, że na podstawie jego spostrzeżeń nie da się nawet sporządzić portretu pamięciowego. Każdego tygodnia do warszawskich komisariatów zgłasza się kilkanaście podobnie oszukanych starych osób. Przodują dzielnice gęściej zamieszkane przez emerytów.

W innych krajach, jak wynika ze statystyk, ludzie starzy też coraz częściej padają ofiarą różnych niegodnych czynów. W ciągu 10 lat, według badań przeprowadzonych przez amerykańską organizację Psychiatrzy dla Społeczeństwa Wolnego od Przemocy, liczba takich przypadków wzrosła 2,5 raza. Tyle tylko, że w amerykańskich czy brytyjskich statystykach idzie raczej o to, co dzieje się w domach - własnych lub opieki. O wykorzystywanie finansowe, bicie, głodzenie, ale też niedostrzeganie czy ignorowanie, które nabiera charakteru psychicznego znęcania. Już co siódma osoba po siedemdziesiątce i co trzecia po osiemdziesiątce są ofiarami przemocy.
 

 

 

Gdyby istniały podobne polskie statystki, na pierwszym miejscu trzeba by dopisać kradzieże, oszustwa i żerowanie finansowe. Zalążek problemu widać w badaniach prof. Andrzeja Siemaszki sprzed 10 lat: późny wiek lekko zawyżał ryzyko zostania oszukanym. To, co chroni takie osoby, to ich styl życia: mają węższą, sprawdzoną grupę kontaktów społecznych, późną porą nie wychodzą z domu. Ale to się zmieniło, bo wykorzystujący znaleźli sposoby dotarcia do starszych ludzi. Oto ich przegląd.

4xP

O takich jak ten, który rozpracował pana Jerzego, policjanci mówią, że to nowa, szybko rosnąca kategoria 4xP: przestępcy przygotowani psychologicznie, profesjonaliści. Człowiek w czapce wiedział o panu Jerzym T. zapewne wszystko. W jego kamienicy, w której dwie trzecie to przyzwoicie sytuowani mieszkańcy po siedemdziesiątce, od wielu miesięcy regularnie włamywano się do skrzynek pocztowych i ginęły wyciągi z banku, a ostatnio nocami ktoś chwytał za klamkę i sprawdzał, czy zamknięte. Policja podkreśla, że włamania bez kradzieży mogą być kolejnym sposobem na zdobywanie informacji o ofierze, potrzebnych, by sporządzić coś w rodzaju jej profilu psychologicznego. Listy słabych punktów. Spisu emocji, na których najłatwiej będzie zagrać.

A co do oszusta w czapce: w jego wypadku to akurat chyba była chemia. Tabletka gwałtu. Rozpuszczony w napoju syntetyczny narkotyk GHB, bezwonny i bez smaku, powodujący utratę kontroli nad sobą, łatwe poddawanie się sugestiom i utratę pamięci. Kilka godzin po zażyciu nie można już wykryć w organizmie śladów substancji. W 2007 r. policji udało się przejąć transport ponad 300 tys. sztuk tego narkotyku, nie wiadomo, ile mimo wszystko trafiło na rynek. Użycie go u osoby w wieku pana Jerzego oznacza realne zagrożenie życia. Więc policjanci mówią mu, że miał szczęście. Mimo tego pecha.

Większość oszukanych nigdy nie zgłasza się na policję. To dla nich delikatna emocjonalnie sytuacja: dali się właśnie zrobić w balona jak dziecko. Albo myślą: co właściwie ma człowiek powiedzieć na policji? Że oszustka miała szarą sukienkę i więcej nie pamiętam?

Kłopot kolejny, że pomysłami oszustów profesjonalistów inspirują się też podwórkowi przestępcy. Weźmy popularne w 2006 i 2007 r. wyłudzenia „na krewniaka". Wybiera się z książki telefonicznej osobę o imieniu sugerującym podeszły wiek, na przykład Franciszek. Dzwoni się z życzeniami imieninowymi albo z pytaniem o zdrowie, zagadując przy okazji: „niech wujek zgadnie, kto mówi". Po paru dniach znów się telefonuje z błagalną prośbą o pożyczkę, jakąś zmyśloną historią co do celu i informacją, że pieniądze odbierze zaufana osoba.

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj