Atom: porozmawiajmy
Dobrze, że rząd podjął decyzję o wejściu Polski do atomowego klubu
Do 2020 r. ma u nas powstać pierwsza elektrownia jądrowa. Inwestorem będzie największy polski koncern energetyczny PGE, który zapowiada, że wybuduje dwie siłownie o mocy 3 gigawatów każda. Koszt budowy na jeden gigawat może wynieść 2–3 mld euro. Pieniądze potrzebne na inwestycję to jednak niejedyny problem rodzącego się polskiego programu jądrowego, bez którego trudno sobie wyobrazić energetyczną przyszłość kraju. W tej chwili ponad 90 proc. potrzebnej elektryczności wytwarzają przestarzałe w większości elektrownie spalające węgiel. Oprócz prądu produkują one olbrzymie ilości zanieczyszczeń i dwutlenku węgla, gazu cieplarnianego, który znalazł się na celowniku unijnej polityki energetyczno-klimatycznej. Coraz więcej państw wraca do przekonania, że najczystszym i zapewniającym największe bezpieczeństwo energetyczne źródłem są elektrownie jądrowe. W samej Unii Europejskiej szykują się zamówienia nawet na 70 nowych reaktorów, co oznacza, że kto spóźni się z decyzją, będzie musiał długo czekać w kolejce.

Dobrze więc, że rząd podjął decyzję o wejściu Polski do atomowego klubu.

Czy jednak Polska będzie miała w 2020 r. elektrownię atomową? Technicznie to możliwe, choć mało realne. Międzynarodowa Agencja Atomistyki twierdzi, że budowa pierwszej instalacji trwa średnio 15 lat, a nawet krajom z atomowym doświadczeniem zajmuje przeciętnie 10 lat. Problemem opóźniającym proces inwestycyjny nie jest technika, ale ludzie. Jak bowiem przekonują Francuzi, mający największe nuklearne doświadczenie, kluczem do powodzenia programu jądrowego jest silne i trwałe poparcie społeczne, którego nie uzyska się bez uczciwego dialogu (a ten w Polsce nawet się nie rozpoczął). Powinniśmy o tym pamiętać, wszak pierwszy, peerelowski program jądrowy upadł z powodu społecznych protestów.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj