Cud i łut!
Sześć sekund przed końcem meczu, rzutem do pustej bramki Norwegów, Polacy zdobyli decydującą bramkę i wygrali 31:30! Czy można to nazwać cudem?

Tylko raz w dziejach  mistrzostw świata oraz igrzysk olimpijskich w grach zespołowych zdarzyło się coś takiego, jak we wtorek w Zadarze, kiedy sześć sekund przed końcem meczu, rzutem do pustej bramki Norwegów, Polacy zdobyli decydującą bramkę i wygrali 31:30! Było to w 1972 r. na olimpiadzie w Monachium w finałowym meczu koszykówki. Amerykanie, po niezwykle wyrównanej grze, trzy sekundy przed końcem, prowadzili z ZSRR jednym punktem i wystarczyłoby im tylko przetrzymanie piłki. Ale stracili piłkę i Rosjanie dalekim rzutem zdobyli potrzebne do wygranej dwa punkty! W taki sposób zdetronizowali koszykarzy USA, którzy siedem razy z rzędu triumfowali na igrzyskach!
Niezależnie od ogromnego wyrównania poziomu we wspólczesnym sporcie, a zwłaszcza w takich grach zespołowych, jak piłka ręczna, siatkówka czy koszykówka, podobne zbiegi okoliczności są niezwykłe i nazywane wręcz cudem.

Bliżej im jednak do przysłowiowego łutu szczęścia, które w przypadku dwóch równych siłą i techniką gry drużyn, z reguły sprzyja  bardziej odpornym psychicznie, którzy niezłomnie, do ostatniej chwili, wierzą w zwycięstwo.

Naszym sportowcom taki łut dawno już nie sprzyjał. Do polskich piłkarzy ręcznych wszakże los uśmiechnął się nie bez kozery. Za sprawą dosć szerokiej bazy, setek szkolnych zespołów grających w szczypiorniaka, całkiem niezłej ligi oraz sporej już liczby Polaków, grających w najlepszych zagranicznych klubach. I co najważniejsze - sprawnie zarządzanego związku oraz świetnego trenera reprezentacji - Bogdana Wenty. To on, już raz - w 2007 r. - doprowadził naszą reprezentację do wicemistrzostwa świata, a teraz ponownie do połfinału. Co przy tak niezwykle wyrównanym poziomie światowej czołówki już samo w sobie jest sukcesem.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj