Graś Paweł
Fighter na poligonie
Ponoć broń i mundur ma we krwi. Od czasu do czasu lubi sobie postrzelać na poligonie. Teraz sam znalazł się w ogniu. Pytań dziennikarzy. Kim jest nowa twarz rządu?

- To jak wejście na pole minowe - mówi Piotr Hertig, wieloletni znajomy, a obecnie dyrektor biura poselskiego Pawła Grasia w Kętach o objęciu przez niego funkcji rzecznika rządu.

 

W ostrzale dziennikarskich pytań nie trudno polec, a teraz to Graś będzie pierwszym kontaktem dla mediów. Wprawdzie tuż po nominacji zaprzeczył w „Gazecie Wyborczej", że od teraz premier będzie od dobrych, a on od złych wiadomości, ale coś w tym jest. To rzecznik w pierwszej kolejności musi wziąć na siebie tłumaczenie się z niepopularnych decyzji rządu, a tych pewnie w dobie kryzysu nie zabraknie. Donald Tusk o jego predyspozycjach na pierwszej wspólnej konferencji prasowej po wtorkowym posiedzeniu rządu powiedział: „Ma wrodzone obrzydzenie do kłamstwa, nie jest zdolny do manipulacji i zawsze opowiadał się za informacją przeciwko propagandzie". I szybko dodał, że to ostatnie „może nie najlepiej" mu wróży...

Na razie wszystko wskazuje na to, że 45-letni Graś ma zadatki na dobrego rzecznika, choć oczywiście najpierw będzie musiał przejść chrzest bojowy.

Krzyżyk na Grasia

- To typ fightera - uważa ppłk Krzysztof Przepiórka, prezes Fundacji Byłych Żołnierzy Jednostek Specjalnych „GROM", od wielu lat zaprzyjaźniony z Grasiem. - On nigdy się nie poddaje. Jest niezwykle kompetentny, jak się wgryza w jakiś temat, to do końca. Nawet wśród starszego pokolenia gromowców uważany jest za superfaceta, a niełatwo zdobyć ich przyjaźń.

Zdobył ją zapewne nie tylko na poligonie czy strzelnicy (a strzelcem jest ponoć świetnym), ale właśnie dzięki kompetencjom. Od ponad dziesięciu lat zasiada w sejmowej komisji obrony, od kilku lat także w komisji ds. służb specjalnych. Tematyką obronności i służb specjalnych interesuje się od dobrych kilkunastu lat: - Jeszcze w dawnej Polsce,  mówił, że w nowej Polsce chętnie zająłby się tymi sprawami - wspomina Hertig.

Pierwsza okazja nadarzyła się w 1998 r., kiedy został doradcą premiera Jerzego Buzka ds. obronności i bezpieczeństwa państwa. Działo się to po przegranych przez niego w 1997 r. wyborach do Sejmu. Wprawdzie znalazł się gdzieś w środku listy AWS, ale 7 tys. głosów nie wystarczyło, żeby zdobyć mandat: - Zrobiliśmy bardzo nowatorską jak na tamte czasy kampanię. Mieliśmy ciężarówkę z kandydatem, młodymi dziewczynami i orkiestrą - opowiada Hertig. - Chodziliśmy też z Jackiem Chmielnikiem w soboty po rynku w Krakowie i śpiewaliśmy „postaw na nim krzyżyk". Wysiłek ostatecznie się opłacił, bo kiedy w wyniku reformy samorządowej Marek Nawara wybrał pracę w samorządzie, na zwolnione miejsce w Sejmie wskoczył właśnie Graś, który już wtedy pracował w Kancelarii Premiera Buzka.

Od NZS do polityki

W polityce nie znalazł się przypadkiem. Jeszcze w latach 80. na studiach (prawo, potem nauki polityczne na UJ) związał się z podziemnym wówczas NZS-em. Bibuła, konspiracja, strajk w Nowej Hucie. - Byliśmy antykomunistyczną opozycją, którą ukształtował Sierpień i stan wojenny - opowiada Hertig. W 1989 r. Graś objął funkcję szefa uczelnianego NZS, ale w latach 90. jego środowisko postanowiło wejść w dorosłe życie, nie działać już, lecz pracować.

Graś został szefem polsko-niemieckiej firmy informatycznej, czym zawodowo zajmował się przez długie lata. Ruch w kierunku polityki wykonał w 1992 r., kiedy razem z Hertigiem zapisali się do UPR. Byli szeregowcami. Potem działali w klubie politycznym Józefa Mackiewicza, gdzie poznali Czesława Bieleckiego. To on namówił ich na współpracę w Ruchu Stu (inicjatywa wspierająca kandydaturę Lecha Wałęsę w wyborach 1995 r., potem połączyła się z SKL-em i weszła do AWS).

Kiedy w 2001 r. tworzyła się Platforma Obywatelska, Graś zajął się organizowaniem jej struktur w zachodniej Małopolsce. Dziś jest rzecznikiem dyscypliny partyjnej w PO (potocznie mówi się o nim w partii „generał", bo radzi sobie z trudnymi sprawami w terenie), do czasu objęcia funkcji rzecznika rządu był także koordynatorem wyborów europejskich. Od dawna uważany jest za jednego z najbliższych współpracowników premiera. Gdy po ostatnich wyborach parlamentarnych, w listopadzie 2007 r. został pełnomocnikiem rządu ds. bezpieczeństwa i koordynatorem służb specjalnych w Kancelarii Premiera, mówiło się o jego przynależności do tzw. dworu Tuska. Odszedł po niespełna dwóch miesiącach, podając jako podwód przyczyny osobiste (mówił o kłopotach zdrowotnych). - Wiem, że czasem tak się mówi, by ukryć jakieś inne powody, ale tym razem to naprawdę były przyczyny osobiste - mówi Hertig.

Kiedy odchodził z Kancelarii, „Gazeta Wyborcza" spekulowała jednak, że przyczyną jego rezygnacji może być konflikt wokół koncepcji zmian w służbach specjalnych, dotyczący głównie CBA (Graś opowiadać miał się za najszybszym zwolnieniem ze stanowiska szefa Agencji Mariusza Kamińskiego, czemu sprzeciwiał się Donald Tusk) oraz służb wojskowych (tu także był zwolennikiem zdecydowanych kroków, czyli odsunięcia ludzi zatrudnionych przez Antoniego Macierewicza).

Fantazja nie kawaleryjska

W archiwach prasowych próżno szukać skandali i afer z nazwiskiem Grasia w tle. Do mediów przebił się jedynie sejmowy incydent z Tadeuszem Cymańskim pod koniec listopada zeszłego roku. Podczas debaty sejmowej nad wotum nieufności dla minister zdrowia Ewy Kopacz, Graś miał - według późniejszych relacji Jarosława Kaczyńskiego - grozić Cymańskiemu pobiciem. Jak tłumaczył potem Graś, chodziło o to, że polityk PiS przeszkadzał minister podczas jej wystąpienia, „wymachując przy tym palcem", dlatego zwrócił posłowi uwagę na niestosowność jego zachowania. Przyznał, że może tamta wypowiedź była zbyt emocjonalna, ale zapewnił, że nie groził mu żadnym pobiciem.  - Z tego, co wiem, panowie już dawno wyjaśnili sobie tę sytuację i nie czują do siebie urazy - mówi Janusz Chwirut, poseł PO z Chrzanowa (z tego samego okręgu wyborczego co Graś).

Hertig: - To krewki facet, ale kiedy trzeba, potrafi zdjąć nogę z gazu, powstrzymać emocje. Nie pozwala sobie na kawaleryjską fantazję, choć w tym przypadku przecież trzeba przyznać, że stanął  w obronie kobiety. Dobre zdanie mają o nim także osoby z przeciwnego obozu. - Nigdy nie zetknęłam się z sytuacją, by skłamał. Jest bardzo rzeczowy, solidny - mówi Beata Szydło (PiS), także pochodząca z tego samego okręgu, co Graś. Janusz Zemke (Lewica), który zna Grasia od kilkunastu lat: - W wielu kwestiach mamy różne poglądy, bo on jest liberałem z tendencjami konserwatywnymi, ale byliśmy w niejednej sytuacji, czy sejmowej, czy na trzymiesięcznym pobycie w Kanadzie i mogę powiedzieć, że to po prostu przyzwoity człowiek, koleżeński. Perfekcyjnie zna angielski i bardzo mi pomógł podszlifować moją znajomość języka.

Z wypowiedzi osób, które znają Grasia, wyłania się obraz człowieka rzeczowego, trochę twardziela, trochę kumpla, nie lubiącego potoku słów. Bez wątpienia kogoś takiego potrzebuje dziś Donald Tusk na trudne czasy. Fighter może wreszcie pokazać, co potrafi.


Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj