Rok antydyskryminantki
Kto od czasu powołania E. Radziszewskiej na pełnomocnika rządu ds. równego traktowania czuje się dziś mniej dyskryminowany? Zapewne nie kobiety

Zastanawiając się nad bilansem mijającego 8 marca roku od powołania Elżbiety Radziszewskiej na pełnomocnika rządu ds. równego traktowania, można zadać pytanie, kto, dzięki jej pracy, czuje się dziś dyskryminowany mniej niż 12 miesięcy temu? Zapewne nie kobiety. Choć Unia Europejska nieustannie kładzie nacisk na politykę równościową, wydając w tej sprawie tak dyrektywy jak i pieniądze, w Polsce rozpływa się ona w chaosie i grze pozorów.

Dość przypomnieć przedstawione na niedawnej konferencji w Brukseli dane na temat różnic w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn: na pierwszy rzut oka niby wypadamy nieźle, Polki zarabiają „tylko" 10 proc. mniej niż Polacy. Ale powodem jest to, że zatrudnienie kobiet jest niskie - a te kobiety, które pracują, są zwykle dobrze wykwalifikowane i wykształcone. W polityce podobnie -  niby stworzono wymagane przez UE stanowisko do walki z dyskryminacją, ale powołana na nie Elżbieta Radziszewska przy każdej okazji podkreśla, że nie ma walczyć z dyskryminacją kobiet, lecz z wszelkimi nierównościami (choć akurat obowiązek przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na płeć jest wymieniony w rozporządzeniu o pełnomocniku jako pierwszy w kolejności).

Dobrze, że pełnomocniczka zapowiada walkę z dyskryminacją chorych dzieci w przedszkolach, ale nie rozumiem, dlaczego nie ma jej w toczącej się w mediach kampanii dotyczącej znieczuleń przy porodach, w której zabierają głos posłanki od prawa do lewa. Jedyny problem kobiet, w sprawie którego wypowiedziała się min. Radziszewska, to molestowanie - jak przyznała - jest złe. Dziennikarzom dopytującym od kilku miesięcy o efekty jej prac pełnomocniczka do tej pory nie była w stanie udzielić konkretnych informacji. Pod koniec marca ma zostać opublikowany raport podsumowujący jej działania. Na razie wyglądają one raczej na mydlenie oczu, a przy okazji marnotrawstwo sił (środków może nie, bo gdyby biuro zlikwidować, i tak trzeba byłoby płacić - unijne kary).

Przyszłość za to wygląda na wyraźniej zarysowaną - według zapowiedzi Elżbieta Radziszewskiej w ciągu trzech lat ma powstać sieć pełnomocników ds. dyskryminacji w ministerstwach, urzędach centralnych, wojewódzkich, w regionalnych oddziałach inspekcji pracy, oraz w służbach mundurowych. Jeśli faktycznie mają to być odpowiednich „centralnej" pełnomocniczki, pozostaje zapytać, po co?

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj