Ars moriendi: apel o godne umieranie
Jak zapewnić człowiekowi godne umieranie? Teolog prof. Hans Küng zgłasza apel do prawników, lekarzy, polityków, Kościołów i mediów na rzecz zmiany myślenia o pomocy nieuleczalnie chorym w godnym umieraniu


Za zgodą prof. Hansa Künga, Szwajcara mieszkającego w Niemczech, jednego z najciekawszych współczesnych teologów katolickich, publikujemy jego apel na rzecz zmiany myślenia o pomocy nieuleczalnie chorym w godnym umieraniu.

W 1995 r. Küng opublikował książkę „o godnym umieraniu", w której wysuwał prawne, polityczne, a przede wszystkim teologiczne argumenty na rzecz prawa do ułatwienia śmierci tym nieuleczalnie chorym, którzy wyraźnie tego sobie życzą. Współautorem był jego przyjaciel Walter Jens, profesor retoryki - jedno z liberalnych sumień bońskiej republiki.

W tych tygodniach książka ta ponownie stała się bestsellerem w związku z przypadkiem demencji jej współautora. Jens już niemal nie komunikuje się ze światem, ale w przebłyskach świadomości wyraźnie sygnalizuje, że chciałby umrzeć. Poza tym, 3 sierpnia 2006 r. - jeszcze przed atakiem choroby - oboje małżonkowie Jens podpisali oświadczenie, że w wypadku przewlekłej niemocy i niegodnej człowieka degradacji jakości życia proszą o medyczne ułatwienie godnej śmierci. Jednak prawo niemieckie - w odróżnieniu od szwajcarskiego, holenderskiego i belgijskiego - takiej pomocy zabrania.

Obecne wydanie tej książki, w którym do głosu dochodzą także lekarze i prawnicy, Hans Küng rozszerzył nie tylko o drukowany obok apel, ale i o szczegółową relację Inge Jens ze stanu choroby męża oraz o „Pomoc w umieraniu? 20 tez wyjaśniających to pojęcie".

Występuje w nich na rzecz miłosiernej etyki umierania. Zwraca uwagę, że człowiek nieuleczalnie chory bardziej potrzebuje empatii i zrozumienia, niż sztucznego przedłużania funkcji biologicznych. Wykazuje, że człowiek zgodnie z chrześcijańską zasadą autonomicznej odpowiedzialności za swe życie ma również prawo decydowania o swej śmierci - co zresztą Biblia akceptuje, choćby w przypadku Samsona. Przykazanie „Nie zabijaj!" dosłownie znaczy „Nie morduj!". Przerwanie życia jest morderstwem, gdy zostaje dokonane z niskich pobudek, podstępnie, przemocą i wbrew woli ofiary, również wtedy, gdy jest wynikiem tchórzostwa - na przykład samobójstwo bankruta. Nikomu nie można zabronić sięgnięcia po pomoc lekarza w przypadkach beznadziejnych, urągających godności człowieka. Argument watykańskiej Kongregacji Nauki i Wiary, że zgoda na eutanazję otworzyłaby tamę nadużyciom, nie sprawdza się w praktyce. Po wprowadzeniu w 1997 r. w amerykańskim stanie Oregon prawa do godnego umierania nic takiego nie nastąpiło. Organizacje pomagające chorym godnie zejść z tego świata bardzo wielu kandydatom odmawiają.

W Niemczech spór o nieuleczaną demencję przybrał w ostatnich tygodniach jeszcze inny charakter. Mianowicie syn Waltera Jensa wydał książkę o ojcu. Ale nie chodzi w niej o godne umieranie, lecz o niegodne życie. W jadowitym „Pożegnaniu z ojcem" Tilman Jens głosi tezę, że ojciec wpadł w demencję, gdy wyszło na jaw jego członkostwo w NSDAP. Znakomity retoryk i sztandarowy intelektualista lewicy rozchorował się, bo nie mógł znieść demontażu swego autorytetu moralnego. Lekarze i psycholodzy twierdzą, że to z medycznego punktu widzenia brednia. Ale w niemieckich sporach o niemiecką przeszłość chwyt zręczny. Jeśli nie Sterbehilfe - pomoc w przyjaznym umieraniu, to przynajmniej symboliczny Vatermord - zabójstwo ojca.

Adam Krzemiński



Poszanowanie życia – ten fundament człowieczego etosu – obowiązuje od początku do końca. Jednak nieodłączną częścią życia jest umieranie. I tak, jak człowiek ma prawo do godnego życia, tak również ma prawo do godnej śmierci. Jak zatem zapewnić mu godne umieranie? Ta kwestia ma wiele aspektów. Dziś jednak nieuchronnie ogniskuje się w problemie pomocy w umieraniu. Dla ludzi wierzących, a nim jestem, nie ulega wątpliwości, że życie jest darem Bożym. Jednak akurat ludzie wierzący nie mogą też podważać faktu, że życie jest zadaniem danym od Boga, które człowiek powinien podejmować zgodnie z własną odpowiedzialnością, w miarę możności aż do końca.


Mój przyjaciel, wielki retoryk Walter Jens jeszcze żyje wśród nas, ale jest zamknięty we własnym świecie. Po raz pierwszy doświadczam czegoś takiego z bliska: straszliwe skutki obumierania kory mózgowej. Z tym tak kiedyś uduchowionym człowiekiem żaden kontakt nie jest już możliwy, najwyżej emocjonalny, bo uśmiecha się, gdy przynoszę mu jego ulubioną szwajcarską czekoladę.

W jego własnym wypadku nie spełnił się wniosek końcowy naszej wspólnej książki „Umieranie godne człowieka. W obronie własnej odpowiedzialności”: „Poezja, której istotą jest nauczanie sztuki życia poprzez porównania i obrazy, powinna bardziej niż dotychczas interweniować na rzecz tych, którzy zwracają uwagę na owo piąte prawo chorych i umierających, prawo do uniknięcia cierpienia, do śmierci godnej i spokojnej. Miliony takich ludzi jak Hans Küng i ja mogłoby spokojniej oddawać się swej pracy, gdyby wiedzieli, że pewnego dnia stanie przy nich lekarz: nie żaden specjalista, lecz taki lekarz domowy jak czcigodny dr Max Schur, który nie zwlekał z wstrzyknięciem swemu pacjentowi śmiertelnej dawki morfiny”.

Na początku swej choroby na moje pytania: „Jak ci się wiedzie, mój stary przyjacielu?”, odpowiadał słowami: „Źle. To straszne. Chciałbym umrzeć”. Ja czułem się bezradny i bezsilny. Nie uważałem, by moim zadaniem było utwierdzać go w jego najwyraźniej z całą powagą wyrażanym życzeniu. A praktyczne jego spełnienie jest w Niemczech trudne ze względów prawnych. Równocześnie słyszałem o lekarzu w sąsiedztwie, który po znajomości kupił w trzech czy czterech aptekach niewielkie dawki uśmiercających medykamentów, by swej od dawna cierpiącej matce pomóc godnie umrzeć. Wciąż jeszcze obawia się, że pewnego dnia może to wyjść na jaw i stanie przed sądem.

W czasie wizyt – mieszkamy dwie–trzy minuty oddaleni od siebie – przez wiele tygodni nie można się było z Walterem Jensem porozumieć. I za każdym razem byłem zadowolony, że mogłem rozmawiać, że była przy nas Inge Jens, z którą mogłem rozmawiać włączając od czasu do czasu jej męża do rozmowy, w najlepszym wypadku otrzymując w odpowiedzi tylko poszczególne słowa. Po powrocie z dłuższej podróży zagranicznej usłyszałem od jego żony, że Walter znów stał się zaskakująco aktywny, chodzi po domu o własnych siłach. Po czym siedząc z nim przy stole położyłem rękę na jego dłoni mówiąc: „Widzisz Walterze, znów ci się poprawiło”. Na co on wykrztusił: „Nie, nie. To jest straszne. Chciałbym umrzeć”. Po czym bez żadnego związku pytał o swoją matkę, jak gdyby wciąż jeszcze żyła. A potem nagle znowu: „Od dawna już powinienem umrzeć. Chcę umrzeć”.

Było to intervallum lucidum, przebłysk jasności? W demencji spowodowanej miażdżycą naczyń krwionośnych w mózgu coś takiego jest najwyraźniej możliwe, bez żadnych szans na wyleczenie. Choć nie daję tego po sobie poznać, jestem wstrząśnięty stanem mego przyjaciela. Jego bezsilnymi apelami o śmierć i jego lękiem przed śmiercią. I faktem, że niczego nie mogę dla niego zrobić. Podziwiam to, jak dzielnie i z jakim zrozumieniem żona mojego przyjaciela stara się sprostać tej tragicznej sytuacji i jego życie uczynić na tyle znośnym, na ile się tylko da.

Aby ułatwić obecną dyskusję wokół pomocy w umieraniu, w której przede wszystkim chodzi o godność ludzi starych, chorych, wymagających opieki i umierających, zgłaszam apel.

Najpierw apel do prawników. Oby wzmogli swoje godne pochwały starania o większą autonomię pacjentów i bardziej angażowali się na rzecz regulacji prawnych: w prawie cywilnym i w prawie karnym. Wszystkie instancje powinny bezwarunkowo respektować decyzję pacjenta. Następnie pomocy w umieraniu należy zapewnić bezpieczeństwo prawne (uwzględniając ochronę przed nadużyciami), aby zdjąć z lekarzy lęk przed ściganiem karnym.

Następnie apel do lekarzy. Mimo niejasnej sytuacji prawnej wielu lekarzy poważnie próbuje w konkretnych przypadkach na własne ryzyko znaleźć humanitarne rozwiązanie. Niechaj mają odwagę otwarcie dyskutować o tym, jak to naprawdę jest z medycznym ułatwieniem umierania, na czym polegają szare strefy i jak można w decydowaniu o samym sobie pomóc nie tylko chorym z dobrymi znajomościami czy grubym portfelem, ale wszystkim pacjentom. W ten sposób również ci funkcjonariusze służby zdrowia, którzy bronią się przed wiążącą decyzją pacjenta i prawnym uregulowaniem pomocy w umieraniu, byliby skłonieni do takiej współpracy z politykami i prawnikami, by umierającemu była zagwarantowana jak największa godność jego ostatniej decyzji. Należałoby rozszerzyć katedry medycyny paliatywnej, wdrożyć do niej wszystkich przyszłych lekarzy i rozbudować odpowiednie oddziały w szpitalach i hospicjach.

Apel do polityków. Oby posłowie do parlamentów oparli się wszelkim naciskom i nie przewlekali uchwalenia ustaw umożliwiających humanitarną lekarską asystę przy umieraniu, której chce większość obywatelek i obywateli. Lepiej zrezygnować z nowych – z prawnego punktu widzenia wątpliwych – paragrafów prawa karnego zabraniających organizacji udzielających pomocy w umieraniu, a zamiast tego szybko wdrożyć regulacje prawne wyraźnie akceptujące wiążącą decyzję pacjenta (chyba że on ją wyraźnie odwoła). W ten sposób nie tylko lekarzom, ale i pacjentom, i ich rodzinom stworzono by bezpieczeństwo prawne.

Apel do Kościołów. Oby przedstawiciele Kościołów i teolodzy wszystkich wyznań chrześcijańskich zaprzestali czarno-białego przeciwstawiania „chrześcijańskiego obrazu człowieka” „świecko-humanistycznemu” i kolportowania teologicznych pseudoargumentów przeciwko własnej odpowiedzialności człowieka w jego ostatniej fazie życia. Trzeba unikać generalizacji („Co by było, gdyby wszyscy...”) tak samo, jak analiz poprzez emocjonalne rozważania unikające istoty rzeczy czy uwznioślanie cierpienia.

I wreszcie apel do mediów. To oczywiste, że trzeba piętnować nadużycia pomocy w umieraniu przez konkretne osoby (dla zysku, prestiżu czy zabójstwa) czy organizacje (zachowujące się w sposób komercyjny). Trzeba jednak, by media dochodziły do sedna problemów, nie sięgając do niewłaściwego języka („samozabójstwo”), uogólniających insynuacji („ekonomizacja śmierci”, „turystyka uśmiercania”) i traktowania każdego skandalicznego przypadku jako zasadniczego argumentu przeciwko pomocy w umieraniu.

Przede wszystkim jednak każdemu człowiekowi powinna w obliczu często odsuwanych ostatecznych kwestii ludzkiej egzystencji być dana szansa ars moriendi, sztuki umierania, aby bez prowadzących na manowce złudzeń i niepotrzebnych lęków mógł pomyśleć o śmierci i jej konsekwencji dla życia przedtem i potem.

   


Hans Küng (ur. 1928 r. w Szwajcarii) - ksiądz, profesor teologii. Z nominacji papieża Jana XXIII był ekspertem Soboru Watykańskiego II (1962-1965). Jego krytyczne poglądy na kwestię nieomylności papieża, celibat duchownych oraz hierarchiczny charakter Kościoła katolickiego spowodowały, że w 1979 r. Kongregacja Nauki i Wiary odebrała mu prawo nauczania w imieniu Kościoła. W 2006 r. przyjął go Benedykt XVI.   

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj