Powaga staniała
Finansowanie partii z budżetu: premierowi chodziło raczej o poklask
Nie bardzo wiadomo, dlaczego premier Tusk chciał, aby koalicja jednomyślnie głosowała za wstrzymaniem do końca 2010 r. finansowania partii politycznych z budżetu. Inne są interesy PO, inne PSL, a jeszcze inne PiS czy SLD. Na dodatek premier dwa tygodnie temu poprosił o przełożenie głosowania, gdyż chciał wystąpić osobiście. Gdyby chodziło o sumy czyniące znaczącą wyrwę w budżecie państwa (a nie o kilkadziesiąt milionów złotych), można byłoby taką prośbę zrozumieć. Wniosek jest więc taki, że premierowi chodziło raczej o poklask – oto my, PO, jesteśmy solidarni z obywatelami, a pozostali jak niepodległości bronią partyjnych pieniędzy, są więc niemoralni. Jest z pewnością wiele ważniejszych kwestii, w których obywatele chcieliby posłuchać, co szef rządu ma do powiedzenia. O moralności polityków niech wyrabiają sobie opinię sami.

W miarę rozsądna ustawa, którą w końcu – w atmosferze chaosu – uchwalono (więcej na ekspertów, mniej na billboardy i telewizyjne spoty, chociaż przydałyby się nieco większe ograniczenia także dla mniejszych partii), zmniejszająca okresowo finansowanie, poprzedzona została zupełnie niepotrzebną awanturą obniżającą i tak niską wiarygodność Sejmu, partii politycznych i rządzącej koalicji. Ten deficyt wiarygodności, autorytetu i powagi polityków jest dla państwa nie mniej groźny niż deficyt budżetowy.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj