Grzechy szkolne
Zlecanie pojedynczych zadań i unikanie zespołowej pracy to nie jedyny grzech polskiej szkoły utrwalający - jak to określa prof. Czapiński - nasz patologiczny indywidualizm i niezdolność do kooperacji

Zlecanie pojedynczych zadań i unikanie zespołowej pracy to nie jedyny grzech polskiej szkoły utrwalający - jak to określa prof. Czapiński - nasz patologiczny indywidualizm i niezdolność do kooperacji. Drugim, może nawet poważniejszym, jest silne nastawienie na rywalizację; nie tylko jednej szkoły z innymi, ale także uczniów między sobą.

Rankingi, konkursy, punkty, procenty - głównie to się w edukacji liczy. To decyduje, jaką ścieżką pójdzie dalej uczeń. Jest to jakiś obiektywny miernik, ale podniesiony do rangi jedynej wyroczni zabija umiejętność pracy w zespole, która według zaleceń Unii Europejskiej, jest jedną z pięciu kluczowych kompetencji kształtowanych przez szkołę. Ale nie tylko szkoła jest tu winna. Placówki, które próbują wprowadzać własne, bardziej opisowe systemy ocen, żeby złagodzić klimat rywalizacji, poddawane są potężnej presji rodziców, którzy chcą mieć wynik. W szkołach prywatnych przybiera to wymiar obsesji, bo edukacja bywa tu traktowana na zasadzie input i output. Input to - często bardzo wysokie - czesne, a oczekiwany output, to wysoko punktowany wynik testu końcowego.

Grzech trzeci to spychanie na margines wychowawczej funkcji szkoły. Gdy po 1989 r. zrobiono badania opinii i spytano, czy szkoła powinna uczyć czy wychowywać, odpowiedź była jednoznaczna: uczyć. Wychowanie kojarzyło się z indoktrynacją PRL-owskiej oświaty. Po 20 latach, czas już chyba zarzucić takie myślenie, bo szkoła, nawet gdy myśli, że nie wychowuje, także wychowuje - tylko, że źle. W edukacji musi się znaleźć miejsce na prawdziwe wychowanie obywatelskie, kształtowanie poczucia, że jest się częścią społeczności. Nie załatwią tego lekcje wiedzy o społeczeństwie, na których uczeń dostaje teoretyczną wiedzę o funkcjonowaniu demokratycznego państwa, ani jedna godzina wychowawcza tygodniowo. Program jest przeładowany, na wszystko brakuje czasu - bronią się szkoły. I mają rację. Programy w polskiej oświacie są anachroniczne, przeładowane faktami, nastawione na zapamiętywanie, a nie kształtowanie kompetencji. Pewną nadzieją jest reforma programowa, która będzie wkrótce wprowadzona, choć według krytyków, jest ona za mało radykalna.

Ale żeby szkoła się zmieniła, nie wystarczy najdoskonalsza nawet reforma. Najwięcej zależy od nauczycieli, takich, którym się chce, i którzy potrafią. System ich kształcenia musi się zmienić tak, by przygotowywał do roli wychowawcy, przewodnika po współczesnej cywilizacji, który potrafi ucznia wykierować na obywatela. To dziś kwestia kluczowa.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj