Instytucie, broń się sam!
Instytut jest do reformy, nie likwidacji
Kampania obrony czci Instytutu Pamięci Narodowej przybrała na sile, odkąd włączył się w nią prezydent RP. Meritum sporu nie jest to, czy trzeba pisać prawdę o naszej najnowszej historii lub ścigać zbrodniarzy, tylko to, jak IPN wykonuje swą misję. Z przemówienia prezydenta i głosów innych obrońców wynika, że wykonuje ją odważnie i wzorowo. Z przebiegu szerszej dyskusji publicznej na ten temat wynika, że nie.

Instytut jest do reformy, nie likwidacji. I warto dobrze przemyśleć jej kierunek, by bronić IPN przed manipulacjami partii politycznych, i ich lisowczyków wewnątrz Instytutu. Najlepiej byłoby, gdyby Instytut bronił się sam – swoim dorobkiem naukowym, wysokimi standardami zawodowymi i moralnymi swych pracowników. Pisowskie pochwały tego, co z IPN zrobiła ekipa prezesa Kurtyki, w istocie tę instytucję kompromitują i pogrążają. Potwierdzają, że IPN jest stroną w bieżącym konflikcie politycznym i międzypartyjnym, a tym przecież być nie powinien.

Naprawdę broni Instytutu nie ten, kto deklamuje patriotyczne i antykomunistyczne frazesy, lecz ten, kto go chroni przed upartyjnieniem i łamaniem ducha ustawy, mocą której działa, oraz kto pomaga mu poprawić standard badań i publikacji. Wystarczy przejrzeć na przykład „Biuletyny IPN”, wydawane z myślą głównie o młodzieży. To kopalnia fascynujących często tematów. Niestety, nierzadko w dość amatorskim opracowaniu językowym i redaktorskim, co może zniechęcać do lektury.

Zdymisjonowany z funkcji dyrektora Biura Edukacji Publicznej Jan Żaryn mówi w wywiadach, że trwa walka o wizję historii. Ma rację. Tyle że w tej walce sami ludzie IPN powinni odbić historię z rąk polityków. To nigdy nie był dobry alians.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj