Nie ma mowy
Za politykę zagraniczną odpowiada rząd, prezydent nie może wykraczać poza jego stanowisko.
Trybunał Konstytucyjny w swym orzeczeniu na temat podziału kompetencji między prezydentem i premierem, zwłaszcza zaś prezentowania stanowiska Polski na szczytach Unii Europejskiej, właściwie powiedział dokładnie to, co konstytucjonaliści mówili od początku. Za politykę zagraniczną odpowiada rząd, prezydent nie może wykraczać poza jego stanowisko. Może w niektórych szczytach uczestniczyć, jeśli tematy dotyczą konstytucyjnych zadań prezydenta, opisanych w ustawach, a nie pojmowanych ogólnie i szeroko. Trybunał powiedział także, że oficjalne stanowisko przedstawia premier, że we współdziałaniu nie ma symetrii i to raczej prezydent powinien szukać kompromisów.

Orzeczenie, co warto podkreślić, zapadło przy dwóch tylko zdaniach odrębnych. Przekreśliło to spekulacje, że TK podzieli się na tak zwanych „prezydenckich” i pozostałych „starych” jego członków. Sędziowie bardziej zgłębiali więc materię prawną, a nie polityczną, i to jest wniosek optymistyczny. Zresztą sam fakt, że Trybunał rozpoznał sprawę i wydał werdykt, a nie zasłonił się oddaleniem wniosku, jest równie optymistyczny i buduje autorytet sądu konstytucyjnego.

Prezydent nie ma więc powodu do zadowolenia. Oczywiście może jeździć, dokąd chce, i to było od początku jasne, ale jest wyraźnie ograniczony. Trybunał wyraźnie dopowiedział kilka kwestii ogólnie tylko w konstytucji zapisanych. Prezydent i jego urzędnicy dotąd je nadinterpretowali, aby za wszelką cenę poszerzyć prezydenckie kompetencje, szczególnie w polityce zagranicznej.

Takie próby rozszerzającej interpretacji uprawnień prezydenta pojawiły się zresztą już po orzeczeniu Trybunału. Jeśli ktoś miał nadzieję, że rozstrzygnięcie prawne ostatecznie uśmierzy burzę polityczną przynajmniej w jednej dziedzinie, będzie zawiedziony.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj