Cugier - Kotka Anna
Główne role Anny
Anna Cugier-Kotka, ur. 1969 r., aktorka, absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Po latach zagrała wreszcie życiową rolę, ale spektakl wymknął się jej spod kontroli.

Ofiara w ciąży (lipiec 2009 r.)

Nie mogę spać, nie mogę jeść, mogę tylko płakać. Nie sądziłam, że będą próbowali mnie niszczyć, dyskredytować. Kto? Anna Cugier-Kotka mówi, że część mediów, ale kto poza tym i dlaczego, nie wie. Niedawna twarz PiS w kampanii przed wyborami do europarlamentu wyznaje, że się zagubiła. Miała już nie rozmawiać z dziennikarzami, ale w niedzielny poranek, 12 lipca, przyjeżdża na spotkanie do centrum Warszawy. Anna w ogóle często zmienia zdanie.

Kilka dni wcześniej policjanci zatrzymali ją, gdy pod wpływem alkoholu próbowała wejść do sądu. (Sprawa prywatna, wlecze się od lat – Anna jako oskarżyciel posiłkowy zarzuca dawnym znajomym wyłudzenie mieszkania). Sprzeczne relacje funkcjonariuszy i aktorki obiegły portale i telewizje. Anna twierdziła, że policjanci brutalnie ją zaatakowali, a ona od 8 tygodni spodziewa się dziecka. Ciąża jest wynikiem czwartego z kolei zabiegu in vitro. – Poprzednio szybko okazywało się, że nic z tego. Wtedy tak dbałam o siebie, a teraz, w tych wszystkich stresach, odpuściłam sobie, niech się dzieje, co chce. Opowiada, że gdy decydowała się na kolejny zabieg, był maj, kampanijny spot dopiero miał się ukazać. Mówi łamiącym się głosem, jej oczy jednak pozostają suche. – Wiem, że alkohol nie jest dobrym rozwiązaniem na stresy, ale czasem przynosi ulgę. To był jedyny raz w ostatnim czasie, kiedy po niego sięgnęłam.

Żelazny oręż PiS (maj–czerwiec 2009 r.)

Anna Cugier-Kotka pod ostrzałem żyje od końca maja 2009 r., gdy na ekrany telewizorów weszła reklamówka PiS z jej udziałem. Do fragmentów spotu PO z 2007 r., w którym aktorka grała optymistyczną pielęgniarkę, dokręcono nowe sceny. Teraz ogłaszała, że rozczarowały ją rządy Donalda Tuska. Gdy spot wyemitowano, jej skrzynkę e-mailową i profil na Naszej-Klasie zasypały komentarze, a nawet pogróżki: „prostytutka polityczna”, „lepiej, k... wyjedź z kraju”. Kilka tygodni później media zahuczały, że Cugier-Kotka została zaatakowana przed swoim domem. Prezes PiS Jarosław Kaczyński publicznie ogłosił, że padła ofiarą zwolenników PO. A ona zmieniała wersje; zanim złożyła oficjalne zawiadomienie na policji, upłynęło kilka dni. Sprawa jest w toku, funkcjonariusze nieoficjalnie spekulują, że Annę mogli – być może – zaczepić lokalni chuligani, jak to się zdarza osobom znanym z TV, jeśli w ogóle, bo niczego tu nie wiadomo.

 

Psychologowie o ludziach, którzy zachowują się jak Anna, mówią: niespójni wewnętrznie. Ktoś taki mówi coś, za chwilę co innego, na coś się zgadza, a potem się wycofuje; jego słowa i mowa ciała nie współgrają. – To chaotyczna gra osób, które są pozbawione asertywności. Wciąż próbują robić to, co wydaje im się oczekiwane, by inni potwierdzili ich wartość. Gdy jeden sposób nie działa, szukają innego – tłumaczy psycholog dr Joanna Heidtman, zastrzegając, że to tylko obserwacja na podstawie medialnych relacji.

Kilka miesięcy przed tegoroczną kampanią Jacek Kurski, z którym Anna poznała się i polubiła, gdy kilka lat wcześniej pracowała w Superstacji, zaproponował jej udział w przewrotnym filmiku. Kurski mówił, we właściwej sobie poetyce, że pomysł przyszedł do niego we śnie, a ten sen był jak dotyk anioła. Anna – że ją pozytywnie zaskoczył: – Scenariusz filmu mówił o rozczarowaniu. Uznałam, że to się zgadza z moimi odczuciami. Nic z tego, co obiecywała tamta reklamówka PO, nie sprawdziło się – tłumaczy, choć przyznaje, że na polityce za bardzo się nie zna. Z PiS identyfikuje się, ale na przykład nie zgadza się z opinią o in vitro Nelly Rokity, która uważa, że najlepszym sposobem na leczenie bezpłodności jest urlop i odpoczynek.

W każdym razie wtedy, przed kampanią, Anna przeżywała rozczarowanie. Straciła pracę w telewizji Puls, dokąd przeszła z Superstacji. Miały być lepsze pieniądze, etat. Ale magazyn kulturalny „Wszystkie słowa dozwolone” w marcu 2009 r. spadł z anteny. Przyjaciółka Anny zadzwoniła nawet na policję z zawiadomieniem, że zwolniona z pracy kobieta może popełnić samobójstwo. Anna zapewnia, że choć była w kiepskiej formie, nie miała takich zamiarów.

Gdy w maju 2009 r. reklamówka PiS wchodzi na ekrany, politolodzy oceniają ją jako propagandowy majstersztyk. Platforma zgrzyta zębami. Sebastian Karpiniuk, poseł PO, przekonuje w TVN 24, że aktorka i tak zagłosuje na Platformę. Wtedy Anna proponuje, że na konwencji PiS da rządowi żółtą kartkę. – Zalała mnie krew. Nie życzę sobie, żeby ktoś za mnie mówił, co myślę – wzdycha. Wychodzi z napisanej roli i w blasku jupiterów staje na trybunie w Radomiu i w Chorzowie. Dostaje owacje, jakich na innych scenach nigdy nie zdążyła zebrać. Wygląda to na rolę życia.

Epizod czysto zawodowy (2007 r.)

Dwa lata wcześniej nic jeszcze nie zapowiadało rozgłosu. Anna standardowym tropem dostała rolę w standardowej reklamówce PO. Film – na szybko, tuż przed startem kampanii jesienią 2007 r. – realizował znany dom produkcyjny Banana Split. Twórcy spotu PO do końca wahali się, czy zatrudnić ją, czy jakąś blondynkę. – To było zaangażowanie czysto zawodowe – kwituje dziś tamto zlecenie, choć przyznaje, że w 2007 r. głosowała na Platformę.

Anna wcześniej też chadzała na castingi, ale nic z tego nie wynikało. Nagrywała reklamówki radiowe dla zagranicznych klientów, współpracowała z firmą producencką Nucleus Studio. Miała wcielić się w Matę Hari w cyklu programów edukacyjnych. Projekt padł, bo autorka scenariusza została szefową newsroomu w tworzącej się właśnie telewizji Superstacja.

Osobowość telewizyjna (2007–2009)

Ściągnęła Annę na researcherkę. – I ktoś dostrzegł, że się marnuję; zaproponował, żebym została kierownikiem produkcji – opowiada. Powtarza, że wszędzie, gdzie trafiała, szczęśliwie ktoś dostrzegał jej potencjał, doceniał, chwalił. Pierwszego dnia w Superstacji szef kazał jej nagrać wypowiedź Jacka Kurskiego. Omal zemdlała ze strachu, ale poseł okazał się – tak to wspomina – człowiekiem przemiłym. Później wymyśliła, by uczynić z Kurskiego bohatera programu „Dzień z życia”. To z tego materiału pochodzą krążące w Internecie filmiki, na których bulterier PiS pręży się w kąpielówkach na sejmowym basenie. Scenariusz się podobał. Anna zaczyna stałą współpracę z autorką serii Violettą Paprocką, współtwórczynią innego programu z udziałem polityków „Czarno na białym”. Cugier-Kotka ma dyżury producenckie, za darmo pracuje jako wydawca. Mąż Anny w tym czasie wyjeżdża do pracy do Pragi (pracuje tam do tej pory; jest Finem, menedżerem). Ona bardzo się angażuje w robotę, ale nikt nie ma wątpliwości, że interesuje ją nie polityka, lecz show. Jest wrażliwa, trochę dziecinna, rozedrgana – mówią znajomi. Z przyjemnością odgrywa scenki, w których ma speszyć gości „Czarno na białym”. Wychodzi z pokoju wydawcy, gra, co ma do zagrania, i wraca na fotel wydawcy. Tak powstaje również popularne dziś w sieci nagranie, w którym aktorka kładzie nogi na kolanach Kurskiego, pytając: Jak pana zdobyć? A także improwizowana bójka z Krzysztofem Rutkowskim, przyklejenie wąsów Julii Piterze. Poziom tych zabaw jest gimnazjalny, firma jest jednak zadowolona.

Gdy jesienią 2007 r. pojawia się spot PO, wielu kolegów dowiaduje się, że Anna jest aktorką. Nie chwali się tym – rola osobowości telewizyjnej zapowiada się dużo bardziej obiecująco niż rola aktorki, która musiała zejść z afisza.

Kobieta poszukująca (1999–2006)

Przestała grać 8 lat wcześniej. W 1999 r. wyszła za mąż. Nowe, fińskie nazwisko bardzo jej się podoba; jako Kotka podpisuje się w esemesach i e-mailach do znajomych. Za mężem przenosi się do Warszawy. Nie pracuje, dba o zdrowie, zajmuje się domem. W 2006 r. kończy studia na podyplomowym kierunku Komunikowanie i Kreowanie Wizerunku Publicznego na Uniwersytecie Wrocławskim. Szuka pomysłu na siebie. Nowej roli.

Aktorka prowincjonalna (1996–1999)

Epizod aktorski nie był zbyt długi. Egzamin zawodowy Anna Cugier zdaje w 1996 r. w teatrze w Wałbrzychu, eksternistycznie, po przerwie spowodowanej wypadkiem. W załatwieniu formalności pomaga jej dziekan wydziału aktorskiego łódzkiej filmówki Jan Machulski. Anna gra dwie role w jednoaktówkach Czechowa. Na egzaminie dostaje dwie piątki i wyrazy uznania Machulskiego. Trafia do Gorzowa. Gra klasykę lekturową, przedstawienia dla dzieci, kabarety. Jednak rola aktorki prowincjonalnej Anny nigdy nie interesowała, a przebić się na większe sceny po przerwie w karierze jest trudno.

Życiowy antrakt (1993–1996)

Przerwa była długa i trudna. W czerwcu 1993 r. w tragicznych okolicznościach umiera matka Anny. Miesiąc później samochód, którym Anna – wtedy po III roku szkoły aktorskiej – jedzie z przyjacielem, zderza się z tramwajem. Dziewczyna ma popękane płuca, przebitą opłucną i skomplikowane złamanie nogi. Przez pięć miesięcy leży w gipsie, na nowo uczy się chodzić. O skończeniu szkoły nie ma mowy, o wytężonej pracy też. Zdobywa certyfikaty językowe z niemieckiego. Idzie do pracy jako barmanka w Casinos Poland we Wrocławiu. Szybko awansuje na p.o. rzeczniczki prasowej (ktoś dostrzega, powiada, jej talent).

Materiał na gwiazdę (1990–1993)

Anna Cugier od dziecka miała czułe ucho na opinie o swoich talentach, sama jednak nie miała co do nich pewności. Spróbować do szkoły aktorskiej nie miała odwagi. Po maturze była w teatrze inspicjentką, suflerką. Grywała w przedstawieniach plenerowych, potem drobne rólki w Teatrze Studyjnym w Łodzi. Do egzaminów w łódzkiej szkole podeszła dwa lata po maturze. Dostała się z bardzo dobrą szóstą lokatą. Nie ciągnęły jej role amantek, wolała postaci z charakterem, mroczne, bardziej Lady Makbet niż Ofelia. – To wynika z mojej osobowości – wyznaje. Po III roku studiów dostała propozycję angażu w Teatrze Powszechnym w Łodzi. Maciej Korwin chciał, by zagrała Ismenę w reżyserowanej przez niego „Antygonie”. To miał być początek kariery. We wrześniu 1993 r. zaczynały się próby. To wtedy był ten wypadek.

Kobieta na rozstajach (lipiec 2009 r.)

Życzliwi Cugier-Kotce znajomi, oglądając ją dziś w telewizji, widzą, jakby miała wypisane w oczach: nie tak miało być. – To, co działo się wokół mnie, wyrwało mi się spod kontroli – przyznaje. Ale nie żałuję. Otworzyły mi się oczy na nasze społeczeństwo i na sposób działania mediów.

Po awanturze w sądzie Jacek Kurski zadzwonił do Anny, trochę z upomnieniem, trochę ze słowami otuchy. Potem wyjechał do Brukseli. Inni politycy PiS nie odpowiadają na próby kontaktu. Została sama. Kim jest w tym akcie przedstawienia? Najmniej prawdopodobne, że sprawną graczką, która świadomie dezorientuje publiczność. Każdy kolejny krok fatalnie szkodzi jej reputacji i wiarygodności. To coraz silniejsze napięcie, coraz większe wychylenie emocjonalnego wahadła. Więc to może być kwestia rozchwianej osobowości.

Albo też Anna jest typowym produktem naszych czasów, w których za publiczne zaistnienie ludzie są gotowi położyć na ladzie intymne tajemnice. Czasów, gdy różni specjaliści uczą, że liczy się nie to, co człowiek sobą przedstawia, lecz jaki wykreuje wizerunek (a przecież Anna studiowała kreowanie wizerunku). Jest też bez wątpienia kreacją mediów, które podchwycą każdą bzdurę, a sprzeczność z tym, co wczoraj było prawdą, awansują do rangi newsa.

Może aktorka wyobrażała sobie, że dostaje od Jacka Kurskiego rolę wreszcie pierwszoplanową, a dostała – nie tyle halabardnika, ile halabardy. Nie jest pierwszym rekwizytem, którego los po spektaklu kompletnie obojętnieje reżyserowi i publiczności. Mówi, że może wyjedzie z Polski...

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj