szukaj
Ile warte jest imperium dyrektora Radia Maryja
Dzieła zebrane ojca Tadeusza
Tak zwane dzieła dyrektora Tadeusza Rydzyka przenikają się nawzajem, handlują między sobą, wynajmują od siebie lokale i wspierają się dotacjami. Tylko z nazwy przypominają fundacje, w rzeczywistości działają jak spółki prawa handlowego. Ile to imperium jest warte i czy na pewno wciąż zarabia?

Z biznesowego punktu widzenia każdy słuchacz Radia Maryja na rynku telefonii komórkowej wart jest 45 zł miesięcznie (wg Average Revenue Per User, czyli średniego przychodu na użytkownika). To jest kapitał, który Tadeusz Rydzyk wniósł do spółki założonej z Romanem Karkosikiem. Zdaniem Pawła Olszynki, analityka rynku telekomunikacyjnego, najważniejszym elementem biznesplanu jest liczna i lojalna grupa docelowa.

 

– Społeczność skupiona wokół lidera może na jego wezwanie porzucić dotychczasowych operatorów i przejść do nowej sieci. To na rynku warte jest sporych pieniędzy – tłumaczy analityk i dodaje, że słuchacze Radia Maryja, znani z posłuszeństwa wobec ojca dyrektora, powinni łatwo dać się namówić do przeniesienia abonamentu. Właśnie w taki target celuje spółka CenterNet, biznesowy partner Tadeusza Rydzyka, która zamierza budować kolejną sieć komórkową i sprzedawać swoje usługi różnym grupom środowiskowym.

Dla CenterNetu słuchacz Radia Maryja jest tak samo ważny jak wędkarz portalu rybobranie. pl, z którym spółka chce tworzyć telefonię dla wędkarzy. Paweł Olszynka twierdzi, że dla takiego klienta ważniejsza od ceny połączeń jest świadomość uczestnictwa we wspólnym przedsięwzięciu. Na Zachodzie odnoszą sukcesy operatorzy telefonii religijnej czy obsługującej znany klub piłkarski.

Sieć W Rodzinie nie wymaga gigantycznych pieniędzy na promocję, dystrybucję, pozyskanie klienta i budowę salonów. Telefony, tak jak kiedyś zestawy satelitarne TV Trwam, będą zapewne sprzedawane w przykościelnych biurach Radia Maryja.

 

Półmilionowa grupa klientów, których planuje związać umową abonencką dyrektor Tadeusz Rydzyk, warta jest rocznie według cen rynkowych około 270 mln zł. Większość pieniędzy przejmie CenterNet i sieć Era użyczająca nadajników. Nawet jeśli tylko 15 proc. tej kwoty trafi na konta fundacji ojca Rydzyka, to roczne wpływy wyniosą 40 mln zł. Te pieniądze mogą uratować jego medialny holding, który dziś ledwo zipie. A do uratowania są następujące dzieła:

Radio Maryja
Deklarowane wpływy z datków 16 mln zł
Wartość firmy ok. 30–50 mln zł

Perłą w koronie imperium jest Radio Maryja. Gdy 15 lat temu Prowincja Warszawskiego Zgromadzenia Ojców Redemptorystów zwróciła się do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z wnioskiem o przyznanie koncesji, zakonnicy napisali, że radio jako instytucja kościelna będzie się utrzymywać z dobrowolnych datków radiosłuchaczy i nie zamierza nadawać reklam. Zapewnili, że utworzą radio bez udziału kapitału zagranicznego. W Toruniu przy ul. Żwirki i Wigury mają profesjonalne studia emisyjne, urządzenia nagraniowe i do transmisji satelitarnych warte 8,5 mln zł i zamierzają rocznie wydać na produkcję programu 3,5 mln zł.

Te zapewnienia wystarczyły, by Krajowa Rada uznała, że koncesjonariusz zgromadził „wystarczające środki finansowe” do produkcji i rozpowszechniania programu, choć z żadnego z dokumentów nie można się już dowiedzieć, o jaką kwotę chodzi. W 1994 r. redemptoryści dostali zgodę na emisję i od tamtego czasu powinni co roku dokładnie informować, skąd mają pieniądze. Przez sześć kolejnych lat tego jednak nie robili. Pierwsze sprawozdanie finansowe Radio Maryja złożyło dopiero za 2001 r. Wynika z niego, że uzbierano wśród słuchaczy 16 mln zł. Trzy lata później ojciec dyrektor przyznał w jednej z audycji, że utrzymanie radia i telewizji Trwam kosztuje go rocznie 24 mln zł. I to było wszystko, czego w ciągu ostatnich 15 lat dowiedzieliśmy się o finansach Radia Maryja.

Występując o odnowienie koncesji w 2001 r. redemptoryści nie podali już żadnej konkretnej kwoty. I choć KRRiT dość skrupulatnie prześwietla wszystkich pozostałych nadawców, Radio Maryja potraktowano pobłażliwie. Przewodniczący Juliusz Braun napisał wtedy, że radio posiada niezbędne środki finansowe na rozwój, bo „w dotychczasowej działalności wnioskodawca wykazał zdolność do realizacji inwestycji oraz finansowania produkcji i emisji programu”.

Zakon konsekwentnie odmawiał udzielania informacji o pieniądzach, tłumacząc, że Kościół przecież nie prowadzi działalności gospodarczej. W 2003 r. Naczelny Sąd Administracyjny zobowiązał wprawdzie redemptorystów do informowania Rady o finansach radia, ale do dziś nie wiadomo, kto i ile łoży na Radio Maryja, ile osób tam pracuje i z czego się utrzymują. Nie istnieje żadna, choćby przybliżona wycena wartości Radia Maryja. Jeżeli datki traktować jak przychody, wartość firmy – według przyjętych na rynku metod wyceny – mogłaby wynosić ok. 45 mln zł. Według Krzysztofa Jasicy, specjalisty rynku radiowego, sama infrastruktura niezbędna do wyemitowania programu radiowego, czyli co najmniej trzy studia, reżyserka oraz urządzenia, dzięki którym sygnał jest przesyłany i rozsyłany z satelity Astra, to około 2 mln zł. Co najmniej 200 tys. kosztuje studio produkcyjne potrzebne do przygotowania materiałów radiowych wykorzystywanych w audycjach (w profesjonalnej rozgłośni potrzebne są 2–3 takie studia).

Ale radio to także nadajniki, anteny, systemy doprowadzania sygnału. Radio Maryja posiada takie stacje nadawcze małej, średniej i dużej mocy w 125 miejscach Polski. Jeśli hipotetycznie przyjąć, że każda taka stacja kosztuje około 1 mln zł, to sam naziemny system nadawczy byłby wart około 125 mln zł. Jeśli jednak redemptoryści dzierżawią nadajniki, to – znając ceny firmy TP Emitel – Krzysztof Jasica obliczył dość precyzyjnie, że roczny koszt opłat dzierżawnych wynosi 13,2 mln zł. Eksperci oceniają, że gdyby dziś zakładać podobne radio, trzeba by mieć 30–50 mln zł.

Największym obecnie problemem radia jest stały odpływ słuchaczy – potencjalnych darczyńców – i coraz krótszy czas słuchania radia. W 2001 r. udział Radia Maryja w rynku słuchalności wynosił 3,75 proc., zaś w ubiegłym roku już tylko 1,97 proc. (lider RMF ma ok. 24 proc.). Dzienny zasięg słuchalności spadł w ciągu tych lat z 1,4 mln słuchaczy do 960 tys. (dane wg SMG KRC). Nie dość, że słuchaczy jest mniej, to od 2003 r. swoje datki dzielą już między dwie medialne firmy dyrektora Rydzyka. Oprócz Radia Maryja wspierają też telewizję Trwam.

Z marketingowego punktu widzenia Radio Maryja – choć samo nie zarabia – jest świetną platformą promocyjną dla innych komercyjnych przedsięwzięć Tadeusza Rydzyka, realizowanych przez fundacje i spółki z nim powiązane. Radio ściąga klientów. Co prawda, nie może nadawać reklam, jednak zachęca bezpłatnie do kupowania produktów związanych z marką Maryja. Pierwszą z takich wypromowanych firm była założona w 1995 r. Fundacja Nasza Przyszłość.

Fundacja Nasza Przyszłość
Roczne wpływy ze sprzedaży ok. 6 mln zł
Wartość majątku 10 mln zł

Na stronach internetowych fundacji można przeczytać, że najważniejszym jej dziełem jest księgarnia wysyłkowa. Fundacja promuje książki „oparte na tradycyjnym systemie wartości” (dlatego sporo jest tam publikacji o Radiu Maryja). Ale nie taki był cel jej powstania. Gdy w 1995 r. Tadeusz Rydzyk z funduszem 10 tys. zł utworzył fundację, głównym jej zadaniem była odbudowa zabytkowego gmachu po technikum samochodowym w Toruniu, organizowanie sympozjów oraz pomocy niepełnosprawnym dzieciom, bezdomnym, chorym i matkom samotnie wychowującym dzieci.

Po trzech latach majątek fundacji wart był już ponad 7 mln zł. Ze sprawozdania finansowego wynika, że w 1998 r. Nasza Przyszłość zarobiła 3,6 mln zł głównie na sprzedawaniu miesięcznika „Rodzina Radia Maryja”, promowanego w radiu. Prezydent fundacji Tadeusz Rydzyk informował sąd, że oprócz działalności gospodarczej Nasza Przyszłość prowadzi też działalność statutową, wspierającą niezależne dziennikarstwo. Działalność ta była jednak ograniczona i polegała na publikowaniu w miesięczniku nadsyłanych tekstów, za które autorom nie płacono. W sprawozdaniu ta działalność nazywana jest „promocją amatorskich dziennikarzy na łamach miesięcznika »Rodzina Radia Maryja«”.

Fundacja w ramach wspierania działalności statutowej w tym samym roku dała 2,8 mln zł lubelskiemu Instytutowi Edukacji Narodowej ServireVeritati. Jednak nie ujawniono informacji, że Instytut miał być think tankiem Radia Maryja, a jego założycielem i prezesem – Tadeusz Rydzyk (kilka lat temu z powodu nawału pracy złożył rezygnację). Od trzech lat fundacja nie dostarczyła żadnego sprawozdania finansowego do sądu.

Z ostatniego złożonego sprawozdania za 2005 r. wynika, że fundacja ma majątek wart 10 mln zł, zajmuje się sprzedażą miesięcznika, książek, filmów, a nawet różańców o zapachu ojca Pio, zarabiając na tym około 6 mln zł rocznie. Był to pierwszy rok, w którym odnotowano niewielką stratę w wysokości 40 tys. zł. Dowiadujemy się też, że fundacja ma 8 mln zł długu i oprócz księgarni wysyłkowej oraz wydawnictwa prowadzi w Szczecinku katolickie liceum i gimnazjum. Fundacja była też założycielem Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, której dała na początek 100 tys. zł.

Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej
Roczne wpływy z czesnego ok. 1,2 mln zł
Wartość budynków 40 mln zł

Gdy w 2000 r. Tadeusz Rydzyk starał się o ministerialne zezwolenia na prowadzenie uczelni, szacował, że wpływy z działalności gospodarczej i czesnego przyniosą szkole 770 tys. zł. W pierwszym roku akademickim 2001/02 studia rozpoczęło 156 studentów na kierunkach politologia i kultura medialna. Zajęcia odbywały się w budynkach obecnego domu pielgrzyma w Toruniu, gdzie mieszka dyrektor Rydzyk i gdzie siedzibę miała kolejna jego fundacja – Lux Veritatis. Kadrę nauczycielską stanowiło zaledwie 17 etatowych wykładowców (4 profesorów, 6 doktorów, 7 magistrów), których zarobki nie przekraczały 1,5 tys. zł brutto.

 

W 2005 r. szkoła otworzyła nad Wisłą własny kampus o powierzchni 15 tys. m kw., którego budowa, jak zapowiadał dyrektor Rydzyk, miała kosztować nawet pół miliarda złotych i wszystko mieli sfinansować słuchacze radia. Okazało się jednak, że centrum wybudowano za jedyne 40 mln zł, a słuchacze nie okazali się tak hojni, jak zakładał ojciec dyrektor. Brakujące 20 mln pożyczył na budowę zakon redemptorystów, któremu Rydzyk przekazał wybudowane obiekty jako darowiznę. Przy tej transakcji Skarb Państwa stracił 4,3 mln zł na odliczeniach VAT, którą to kwotę – zdaniem „Rzeczpospolitej”– dyrektor Rydzyk będzie musiał zwrócić.

Z jedynego dostępnego sprawozdania finansowego za 2001 r. złożonego w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego wynika, że uczelnia odnotowała niewielki zysk – 41 tys. zł – już w pierwszym roku działalności, chociaż wpływy z czesnego były znacznie niższe, niż przewidywano, i wyniosły tylko 200 tys. zł.

Ekonomiści kilka lat temu wyliczali, że jeśli prywatna uczelnia wyższa ma nie przynosić strat, musi się w niej uczyć minimum 600–800 studentów, którzy płaciliby czesne rzędu 2 tys. zł za semestr. Semestr nauki na trzech innych toruńskich uczelniach prywatnych kosztuje od 1,8 do ponad 2 tys. zł, a każda z nich ma około tysiąca studentów. W WSKSiM studiuje dziś tylko 385 osób. Czesne na większości kierunków wynosi 1,6 tys. zł za semestr.

Złoty okres w historii szkoły rozpoczął się wraz z przejęciem władzy przez PiS w 2005 r. Zaprzyjaźniony z o. Rydzykiem ówczesny minister środowiska Jan Szyszko zadbał, by szkoła – tuż przed jego odejściem ze stanowiska – dostała 1,2 mln zł państwowej dotacji na uruchomienie nowego kierunku studiów podyplomowych. Ministerialni urzędnicy mówią dziś, że cała operacja wyglądała podejrzanie. Tak jakby kierunek „polityka ochrony środowiska – kompensacja przyrodnicza” powstał tylko po to, by uzyskać rządową dotację. Minister, który był częstym gościem w toruńskiej rozgłośni, osobiście się starał, żeby Tadeusz Rydzyk dostał pieniądze. Pośpiech był tak wielki, że żaden z urzędników nie weryfikował informacji nadesłanych przez toruńską uczelnię. Gdyby to zrobiono, okazałoby się, że minister Szyszko jest jednym z głównych wykładowców nowego kierunku, a jedną godzinę wykładów ojciec Rydzyk wycenia na rekordową kwotę 686 zł. – Dotacji, mimo że wszystkie procedury zostały naciągnięte, nie udało się cofnąć – mówi urzędnik Ministerstwa Środowiska.

Spes spółka z o.o.
Przychody 23,5 mln zł
Wartoöć firmy ok. 4 mln zł

W 1997 r. Tadeusz Rydzyk zapytał współpracującą z biurem Radia Maryja Ewę Sołowiej, urzędniczkę Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, czy chce być właścicielką jego nowej gazety „Nasz Dziennik”, która byłaby prasowym organem Radia Maryja. Tak według „Gazety Wyborczej” powstała spółka Spes z kapitałem 4 tys. zł. Jedyną właścicielką jest Sołowiej, która po wyjściu za mąż za prezesa spółki zmieniła nazwisko na Nowina-Konopka.

Zarząd spółki nigdy nie odpowiedział na pytanie, ile dyrektor Rydzyk dał pieniędzy na powstanie gazety. Związki finansowe z Rydzykiem oraz wyniki sprzedaży gazety – to dwie najpilniej strzeżone tajemnice firmy.

Ze sprawozdań składanych w sądzie wynika jednak, że mimo tryumfalnych zapowiedzi dyrektora „Nasz Dziennik” raczej balansuje na granicy bankructwa. Dobija go brak reklam. Roczne wpływy z reklamy to tylko 2 mln zł, co jest porównywalne z niewielkim dziennikiem lokalnym. Z pobieżnej lektury widać, że największymi reklamodawcami są: IPN promujący swoje publikacje oraz SKOK z ofertą bezpłatnych przelewów na Radio Maryja dla posiadaczy kont (SKOK nawet podpisał z Rydzykiem umowę o współpracy).

Na dodatek „Nasz Dziennik” sprzedaje się słabo. Mimo deklaracji wydawcy, że średnia dzienna sprzedaż gazety sięga 100 tys. sztuk, w rzeczywistości jest to znacznie mniej. Znając cenę gazety, marżę kolportera i ubiegłoroczne wpływy z jej sprzedaży, które wyniosły 18 mln zł, dość łatwo obliczyć, że faktyczna sprzedaż nie przekracza 30 tys. sztuk.

Księgowy bilans firmy ratuje produkcja i sprzedaż programów telewizyjnych, na których „Nasz Dziennik” zarabia rocznie 2 mln zł. Odkupuje je od spółki prezes Rydzyk z Lux Veritatis dla telewizji Trwam. Nie wiadomo, po co to robi. Bo tylko Lux Veritatis dysponuje sprzętem telewizyjnym, a ponadto obie firmy zajmują te same pomieszczenia.

„Nasz Dziennik” zatrudnia ponad 100 osób, ma 11 samochodów i właśnie buduje w Warszawie nową redakcję za ponad 1,3 mln zł. Ale spółka Spes ma też 4 mln zł długu. Musiała zaciągnąć w 2004 r. 3 mln pożyczki, by pokryć wydatki związane z bieżącą działalnością.

Zarząd dość realistycznie ocenia swoją sytuację finansową, pisząc: „w związku z niestabilnością rynku medialnego istnieje duże ryzyko związane z funkcjonowaniem spółki”.

Fundacja Lux Veritatis
Roczne wpływy ze sprzedaży 3,4 mln zł (dane za 2008 r.)
Wpływy z darowizn 5,2 mln zł (dane za 2008 r.)
Wartość majątku 46 mln zł

11 lat temu trzej redemptoryści: Tadeusz Rydzyk, Jan Król i nieżyjący już dziś Stanisław Kwiatkowski, zarejestrowali fundację z siedzibą w Archidiecezjalnym Instytucie Akcji Katolickiej we Wrocławiu. Fundusz założycielski wynosił 10 tys. zł. Fundacja rozpoczęła działalność w grudniu 1998 r., kopiując i sprzedając na kasetach VHS dwa filmy: „Najświętsza panna” i „Stare drzewo”. W dalszych planach miała się zająć produkcją filmów wideo, programów radiowych i telewizyjnych, ale o stworzeniu telewizji mowy jeszcze nie było. Pierwszy rok działalności zakończyła zyskiem 1,9 tys. zł, a już rok później zysk ze sprzedaży kaset sięgnął 250 tys. zł.

Przez następne dwa lata wartość majątku fundacji rośnie do 17 mln zł. Lux Veritatis kupuje wtedy stoły montażowe, kamery, przejmuje nieruchomości, wydzierżawia za 800 tys. euro transponder na satelicie Astra i przygotowuje się do uruchomienia religijnej telewizji. W 2003 r. fundacja zaciąga 18 mln zł pożyczki i rozpoczyna emisję programu TV Trwam. Kto pożyczył Rydzykowi pieniądze? Tego przedstawiciele Lux Veritatis nie chcieli ujawnić nawet KRRiT.

Dyrektor Rydzyk mówił, że kolejne jego dzieło będzie się utrzymywać wyłącznie z dobrowolnych datków i sprzedaży zestawów satelitarnych, więc program będzie wolny od reklam. W pierwszym roku istnienia stacji widzowie okazali się bardzo hojni, ofiarując 4,8 mln zł. Rok i dwa lata później wpłacali już o prawie 2 mln zł mniej. Sprzedaż zestawów satelitarnych, które początkowo kosztowały 440 zł, a dziś już tylko 180 zł, też nie była rewelacyjna, przynosząc rocznie zaledwie 2–3 mln zł. Według różnych danych Lux Veritatis sprzedał od 100 tys. do 250 tys. takich zestawów. Z deklarowanych wpływów wydaje się, że ta pierwsza liczba jest bliższa rzeczywistości.

To było za mało, by utrzymać telewizję. Dlatego w marcu 2006 r. fundacja ogłosiła program ratunkowy. Telewizję muszą ratować reklamodawcy. Dzięki temu w tym samym roku udało się podwoić sprzedaż czasu antenowego, ale było to zjawisko incydentalne. W następnych latach maleje sprzedaż, rośnie zadłużenie (dziś to ok. 30 mln zł) i pogarsza się wynik finansowy. W ubiegłym roku tylko 62 proc. przychodu firmy pochodziło z działalności gospodarczej.

Na rynku reklamowym widz TV Trwam jest nieatrakcyjny: w większości są to ludzie starsi (40 proc. skończyło 65 lat), słabo wykształceni (połowa zaledwie po podstawówce) i niezamożni. Na dodatek telewizja Rydzyka ma słabą oglądalność (wg AGB Nielsen Media Research – 0,14 proc. wszystkich widzów). Firma Expert Monitor, która bada zawartość reklam w mediach, nawet nie jest zainteresowana monitoringiem tej stacji.

Wobec spadających wpływów zarząd Lux Veritatis podejmuje decyzję, że będzie się zajmował nową (dodatkową) działalnością: poszukiwaniem złóż wód termalnych.

Geotermia

Wartość inwestycji 29 mln zł
Hipotetyczny zysk 7 mln zł
Pomysłodawcą poszukiwań źródeł geotermalnych był prof. Ryszard Kozłowski z Politechniki Krakowskiej. Jego zdaniem, pod Toruniem są gorące źródła o temperaturze 90 st. C, które można wykorzystać do produkcji energii elektrycznej. Według jego wizji Toruń miał się stać pierwszym miastem w Polsce ogrzewanym przez elektrociepłownię geotermalną i kołem zamachowym nowej polskiej gospodarki. Kozłowski przekonał Rydzyka, że na geotermii można zrobić świetny interes. Jako prezes spółki Polgeotermia przygotował projekt geologiczny przedsięwzięcia i został pełnomocnikiem Lux Veritatis. Fundacja Rydzyka miała zarabiać na tym 8–10 mln zł rocznie, nie inwestując prawie nic. Koszty poszukiwań miało pokryć państwo, a działka, na której prowadzono odwierty, była przecież własnością zgromadzenia redemptorystów.

Tajemnicą ministra Jana Szyszki pozostanie, dlaczego tuż przed jego odejściem ze stanowiska nadzorowany przez niego Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska zwiększył dotację na poszukiwania dla Fundacji Lux Veritatis z 12 do 27 mln zł. Dlaczego przyznano Rydzykowi pieniądze, chociaż jego wniosek był niekompletny, brakowało kosztorysu, a dokumenty składano po terminie? Na dodatek odwiert, który planowała wykonać fundacja, miał kosztować dwa razy tyle, ile podobny, prowadzony wówczas w Gostyninie. Gigantyczną dotację 27 mln zł przyznano mimo negatywnej opinii hydrogeologa prof. Jana Dowgiałło, który twierdził, że wiercenie jest nieuzasadnione ekonomicznie i technicznie.

Prezes Rydzyk nigdy tych pieniędzy jednak nie otrzymał. Gdy odszedł pisowski minister Szyszko, umowę z Lux Veritatis unieważniono. Geotermiczny eksperyment ojca Rydzyka okazał się niewypałem. Zdaniem ekspertów z Ministerstwa Środowiska złoża, do których za własne pieniądze dowierciła się fundacja Rydzyka, pozwolą w przyszłości ogrzać co najwyżej kampus jego szkoły medialnej. Ale do tego wystarczyłoby zamontować o wiele tańsze pompy cieplne, a nie pakować się w gigantyczną inwestycję geotermalną.

Niejasno wyglądają dziś geotermalne biznesy Lux Veritatis. Gorące źródła zamiast uratować TV Trwam, mogą ją jeszcze bardziej pogrążyć. Być może jedynym rozwiązaniem jest wyprowadzenie biznesu geotermalnego z fundacji. Temu zapewne ma służyć powołanie spółki Geotermia Toruń, którą zarejestrował w ubiegłym roku najbliższy współpracownik Tadeusza Rydzyka – ksiądz Jan Król.

Społeczny Komitet Ratowania Stoczni Gdańskiej
Wpływy co najmniej 7 mln zł

Ksiądz Król był głównym rozgrywającym w giełdowej działalności, którą radio prowadziło pod koniec lat 90. W 1997 r. rozpoczęła się na antenie Radia Maryja akcja ratowania Stoczni Gdańskiej. Radio wezwało słuchaczy do wpłacania na wyodrębnione konto pieniędzy i przekazywania świadectw udziałowych NFI działającemu przy radiu Społecznemu Komitetowi Ratowania Stoczni Gdańskiej. Nie bardzo było wiadomo, gdzie się podziały pieniądze, więc sprawę zaczęła badać prokuratura.

 

Z jej ustaleń wynika, że na subkonto Radia Maryja wpłynęło wówczas 7 mln zł w gotówce i tysiąc świadectw udziałowych NFI z przeznaczeniem na ratowanie stoczni. Jednocześnie napływały świadectwa udziałowe, w których słuchacze albo nie wskazywali jasnego celu, albo dopisywali ręcznie „na Radio Maryja”. Kierownictwo radia przejmowało takie świadectwa i traktowało jako datek na swoją rzecz. W prokuraturze ksiądz Jan Król nie ujawnił, ile tych świadectw zebrano. Wiadomo, że zostały spieniężone i redemptoryści rozpoczęli skupowanie akcji szczecińskiego przedsiębiorstwa budowlanego ESPEBEPE. W sierpniu 1999 r. spółka poinformowała, że ks. Król ma już powyżej 5 proc. jej akcji. Dziś dość dokładnie wiadomo, co się stało z zainwestowanymi pieniędzmi, bo wkrótce firma zbankrutowała i redemptoryści stracili wszystkie zebrane pieniądze. Prokuratura nie dopatrzyła się przestępstwa w działalności Społecznego Komitetu Ratowania Stoczni Gdańskiej.

Na barki kurczącego się z każdym rokiem grona słuchaczy Radia Maryja dyrektor Rydzyk zrzuca ciężar utrzymania kolejnych swoich przedsięwzięć. Finansują już przecież radio, telewizję, gazety, wyższą szkołę, a także kosztowne odwierty geotermalne. Teraz mają wesprzeć telefonię komórkową.

Nie wiadomo do końca, co się dzieje z pieniędzmi wiernych słuchaczy, głównego kapitału dyrektora Rydzyka. Wszystkie fundacje i spółki ojca Rydzyka powiązane są z prowincją redemptorystów. Zgromadzenie na każde pytanie o swoje finanse odpowiada, że jako Kościół redemptoryści nie prowadzą działalności gospodarczej i nie mają obowiązku prowadzić dokumentacji podatkowej, więc pytania o pieniądze są bezzasadne.

W tej niejasnej strukturze firmy prezesa Rydzyka przenikają się nawzajem, handlują między sobą, wynajmują od siebie lokale i wspierają się dotacjami. Prowadzą biznes kompletnie nieprzejrzysty i poza jakimkolwiek urzędowym nadzorem. Dzieła Tadeusza Rydzyka tylko z nazwy przypominają fundacje. Faktycznie działają jak spółki prawa handlowego. A ponieważ zarejestrowane zostały jako fundacje, nie płacą podatków dochodowych. Jeśli nawet kiedyś wykazywały zysk, to informowały, że przeznaczają go na działalność statutową, co pozwalało zaoszczędzić 19 proc. na niezapłaconych podatkach.

Profesor Hubert Izdebski, współautor ustawy o organizacjach pożytku publicznego, potwierdza, że fundacje mogą prowadzić działalność, ale w zakresie odpowiadającym ich celom. – W praktyce nikt tego jednak nie sprawdza – mówi.

Prokuratura we Wrocławiu, prowadząc śledztwo w sprawie działań niezgodnych z prawem podatkowym i statutem fundacji, uznała, że to minister kultury, który ma merytoryczny nadzór nad Lux Veritatis, powinien skontrolować interesy Rydzyka. To on powinien sprawdzić, czy Lux Veritatis i Nasza Przyszłość działają zgodnie ze swoim statutem. Minister Bogdan Zdrojewski poprosił jednak o zajęcie się sprawą wydział gospodarczy warszawskiego sądu rejonowego, który następnie poprosił o opinię samych zainteresowanych. Z nadesłanej do sądu korespondencji wynika, że wszystko jest w najlepszym porządku. Lux Veritatis zapewniła sąd, że działa zgodnie z prawem.

 

Czytaj także

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj