Gwiazdy bez reklamy
Ostatnio modne jest wyceniane celebrytów wedle ich stawek za udział w reklamie. Komu to się opłaca? Chyba najmniej reklamodawcom.

Zła wiadomość dla celebrytów, którzy mieliby ochotę zarobić krocie na udziale w reklamie. Wyniki badań przeprowadzonych przez biznesowy serwis Internetowy Linkedin wykazują, że niemal 80 proc. respondentów nie dostrzega związku i wpływu między nabyciem produktu, a promowaniem go przez gwiazdę. 12 proc. deklaruje, że wręcz zniechęca ich to do zakupu.

Wątpliwości odnoszące się do skuteczności oddziaływania gwiazd na psychikę kupującego pojawiają się od dawna. Krzysztof Ibisz z posypanymi solą włosami , ukazujący się w spocie szamponu przeciwłupieżowego wywołał raczej rozbawienie niż chęć rozprawienia się z przykrą przypadłością. Danny DeVito liczący procenty w złotówkach( w reklamie banku), choć sam przecież płaci w euro ujawniał uczucie irytacji, które mogło się udzielać bankowym klientom, a przecież nie o wywołanie tego rodzaju efektu chodziło. Andy MacDowell użyta w kampanii przeciwzmarszczkowej, charakteryzuje się po zastosowaniu specyfiku, jak i przed jego nałożeniem gładkim obliczem, bo z twarzą pogniecioną jak suszona śliwka, po prostu nie wypada się jej pokazać. Penelopa Cruz oraz Justyna Steczkowska, także ostatnio występujące w kampaniach promocyjnych, szczerze mówiąc, nie potrafię sobie przypomnieć, co reklamują. Z reklamy z Piotrem Fronczewskim najłatwiejszy do zapamiętania jest pies Fąfel. Niektórzy twórcy reklam, nie ufając więc jednostkowemu wpływowi gwiazdy na portfel konsumenta postawili na występ aż trzech gwiazd w jednej reklamie: Piotra Adamczyka. Magdalenę Różczkę i Tomasz Kota. Mieli do siebie dzwonić, ale pytanie, jakim telefonem? I po co, skoro siedzieli obok siebie? 

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj