Lepiej późno niż nigdy
Andrzej Czuma doznał olśnienia: przekonał się, że łączenie w jednym ręku stanowiska szefa resortu sprawiedliwości ze stanowiskiem szefa prokuratury prowadzi do patologii.

Minister sprawiedliwości - Prokurator Generalny ujawnił właśnie w mediach, że wskutek szoku, jakim jest stan śledztw w sprawie zabójstw gen. Papały i Krzysztofa Olewnika, zdecydował się na gruntowną reformę prokuratury. Kluczowym elementem zmian ma być rozdzielenie funkcji resortu i Prokuratora Generalnego. Andrzej Czuma doznał bowiem w końcu olśnienia: przekonał się, że łączenie w jednym ręku pochodzącego z partyjnej nominacji stanowiska szefa resortu z wymagającym niezależności stanowiskiem szefa prokuratury prowadzi do patologii. Mocą urzędowego autorytetu ogłosił więc, że obecna konstrukcja ustrojowa pozwala politykom wywierać naciski na prokuratorów prowadzących interesujące ich postępowania i szykanować niepokornych.

Tymczasem do tych mało odkrywczych wniosków od lat dochodzili bez trudu nie tylko liczni eksperci, ale nawet niektórzy dziennikarze. Ba, podczas kolejnych kampanii wyborczych nawet niektóre ugrupowania zapewniały, że dokonają tej wiekopomnej rewolucji w statusie prokuratury. Lecz kiedy tylko obejmowały władzę, zapominały o tej obietnicy. Kalkulowały widać, że taki instrument wpływania na wymiar sprawiedliwości może się jednak przydać i im.

Również Platforma Obywatelska wpisała na wyborcze sztandary hasło rozdzielenia obu funkcji. I także ona po dojściu do rządów jakoś nierychliwie wprowadzała go w życie. Najpierw przez dwa lata nie spieszył się z reformą poprzednik Andrzeja Czumy. W końcu przedstawił plan zmian, ale świeżo upieczony minister Czuma wycofał projekt ze ścieżki legislacyjnej, by - jak stwierdził - lepiej mu się przyjrzeć.

Dlatego i teraz póki słowo ministra nie stanie się - przy wsparciu jego koalicji - ustawowym ciałem, trudno mu wierzyć.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj