Rozmowa z Edwardem Zalewskim
Jakie piękne umorzenie
Edward Zalewski, prokurator krajowy, mówi o śledztwach, które trwają latami, o aferze gruntowej, CBA i o upolitycznieniu prokuratury.

Janina Paradowska: – Czy pan, prokurator krajowy, pierwszy zastępca prokuratora generalnego może mi wytłumaczyć, na czym polegała tzw. afera gruntowa? 

Edward Zalewski: – To dziennikarskie określenie sprawy, w której sąd wydał wyrok wobec dwóch oskarżonych o powoływanie się na wpływy w instytucjach.

 

Ta afera obaliła rząd, doprowadziła do wcześniejszych wyborów i mamy dwóch skazanych na niewysokie wyroki, ludzi z jakiegoś dość dalekiego politycznego, a może nawet z niepolitycznego tła. Efekt pracy rozlicznych służb i wymiaru sprawiedliwości prawie żaden.

To rzeczywiście zdecydowanie mało, ale rzecz nie jest zakończona. Wciąż toczy się śledztwo dotyczące prawidłowości postępowania służb specjalnych w tej sprawie. Również śledztwo w sprawie tak zwanego przecieku nie zostało zakończone, a więc prokuratura musi dopiero ocenić, czy operacja specjalna CBA faktycznie została zniweczona w wyniku zdradzenia jej, czy też w następstwie innych zdarzeń. Jest także śledztwo przeciwko prominentnym osobom, podejrzanym o składanie fałszywych zeznań. Dopiero suma decyzji, kończących te postępowania, może dać obraz całej sprawy.

Minister Ziobro ogłosił triumf – wszystkie instytucje, głównie zaś CBA, działały legalnie.

Zupełnie bezpodstawne twierdzenie. Zachęcam byłego ministra do przeczytania wyroku, który zupełnie nie odnosi się do tych kwestii. Sąd ich nie badał. Legalność działania CBA w tej sprawie sprawdza prokuratura rzeszowska.

Nie niepokoi pana, że sprawdza już dwa lata?

Niepokoi mnie każde śledztwo, które tyle trwa. Pamiętam czasy, gdy sześciomiesięczne śledztwo uważano za stare i były awantury, że tak długo trwa. Oczywiście widzę, jak zmieniła się przestępczość, jakie skomplikowane formy przybrała. Nie mogę się jednak pogodzić z tym, że pod pozorem trudności obiektywnych śledztwa prowadzone są tak długo. W tej chwili mamy takie postępowania, które trwają od 2 do 5 lat, a nawet dłużej. Jednak skrócenie czasu trwania postępowań wymaga również zmian ustawowych.

Jest pan już kilka miesięcy prokuratorem krajowym i jest bezsilny wobec tak ważnego śledztwa, czy CBA działało zgodnie z prawem?

A co miałbym zrobić? Sam je prowadzić? Pojechać do Rzeszowa i zmusić prokuratorów do szybszego wykonywania czynności? Prokuratorzy są niezależni, sprawa jest bardzo ważna i każda moja ingerencja natychmiast rodziłaby podejrzenia nacisków. Każde stare śledztwo jest jednak i będzie kontrolowane, w każdym będziemy szukali sposobów przyspieszenia. W Katowicach prowadzone jest śledztwo przeciwko Markowi D. i na skutek naszych decyzji zostało ono podzielone na wątki, które następnie skierowano do różnych właściwych miejscowo prokuratur, tak by główny wątek postępowania mógł zostać szybko zakończony. To był typowy przykład śledztwa prowadzonego głównie po to, aby je prowadzić w myśl zasady: nie udało mi się tu, to pogrzebię jeszcze gdzie indziej.

Takie śledztwa nazywane są trałowymi. Już ich nie będzie?

Nie godzę się na nie.

Ale ciągle są.

Także dlatego, że prokuratorzy chcą się zabezpieczyć. Kiedyś przepis pozwalał prokuratorowi na zebranie podstawowych dowodów i skierowanie aktu oskarżenia. Teraz mamy przepis nakazujący „wszechstronne” wyjaśnienie sprawy, co zwłaszcza tam, gdzie podejrzanych jest wiele osób i pojawia się wiele wątków, rodzi z reguły komplikacje.

Spacer Janusza Kaczmarka po 40 piętrze hotelu Marriott nie jest żadną wieloosobową sprawą, krąg osób jest raczej ograniczony, a przewlekłość postępowania oczywista. Pana poprzednik mówił rok temu, że sprawa będzie umorzona.

Wiem, że śledztwo jest kończone i prokuratorzy podejmują decyzję. Powinna ona ujrzeć światło dzienne do końca września.

Jest też taka ciekawa metoda – zawieszanie śledztw. Doświadczają tego na przykład Zbigniew Siemiątkowski i płk Ryszard Bieszyński w sprawie zatrzymania Andrzeja Modrzejewskiego. Postawiono zarzuty, nic się nie dzieje, a podejrzani nie mają okazji, by się bronić. Też nie ma pan wpływu, by coś wreszcie postanowiono?

Nie mam wpływu i nie chcę go mieć na wydawanie przez prokuratorów określonych decyzji. Ja uważam, że podstawową przyczyną zawieszenia śledztwa może być to, że sprawcy nie można znaleźć, bo się ukrywa. Może też zdarzyć się, że potrzebna jest dodatkowa opinia, ale wówczas śledztwo powinno trwać, a nie być pochopnie zawieszane.

Siemiątkowski się nie ukrywa, przeciwnie.

W takich przypadkach zarządzamy kontrolę.

Ile takich śledztw jest obecnie kontrolowanych? Mam tu całą teczkę pod tytułem „Śledztwa polityczne”. Ich cechą jest to, że trwają latami, są dzielone na kawałki, rozsyłane po Polsce, już nikt nie wie, o co chodzi, a potem słuch o nich ginie. Była afera, nie ma afery.

Śledztw, o których otrzymałem sygnały, że są prowadzone ze względów politycznych, nieprawidłowo lub nie wiadomo, co z nimi zrobić, jest kilkanaście. Wszystkie w zasadzie zostały skontrolowane i stwierdzam, że są wśród nich takie, które budzą mój najwyższy niepokój ze względu na sposób prowadzenia postępowania. Wszystkie też mogą zostać zakończone do końca tego roku. Zastrzegam jednak, że w każdym śledztwie mogą pojawić się nieprzewidziane okoliczności.

Mam przykłady śledztw, choćby w sprawie kampanii wyborczej Aleksandra Kwaśniewskiego z 2000 r., w którym przesłuchuje się ponad 300 osób, a może nawet tysiące, gdy przyjdzie sprawdzić wszystkich wpłacających.

Zdecydowanie mniej.

Tylko po to, aby zweryfikować zeznania jednego, mało wiarygodnego biznesmena twierdzącego, że dał Markowi Ungierowi 100 tys. łapówki.

Trudno jest zbierać materiał dowodowy w sprawach korupcyjnych. Ta dotyczy byłego wysokiego urzędnika państwowego, a więc wymaga szczególnej staranności.

A więc pyta się wielkich biznesmenów, skąd mieli pieniądze na kampanię?

Tu nie ma prostych metod. Aktu oskarżenia nie można oprzeć na jednym pomówieniu, ale nie można też sygnału zlekceważyć.

Rozumiem, że trzeba po całej Polsce szukać, czy prezydent Sopotu Jacek Karnowski nie kupił gdzieś mieszkania, bo w Sopocie akurat mieszkania nie ma. Okazało się, że nigdzie w Polsce też nie ma i co dalej? Czego jeszcze szukać będzie prokuratura i szczególnie zdeterminowane w tej sprawie CBA? To nie jest śledztwo trałowe?

Proszę nie kwestionować każdej czynności. Sprawdzenie majątku podejrzanego o przestępstwo korupcyjne jest po prostu rutyną. Jeżeli sprawa dotyczy osoby ważnej, często jest prowadzona w obliczu ciągłego ataku na prokuraturę.

Co musi się przede wszystkim zmienić w prokuraturze, aby było tak, jak pan mówi: fachowo, sprawnie, apolitycznie?

Mam nadzieję, że jednak nastąpi rozdział funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Ustawa została przyjęta przez parlament i każda zwłoka w jej wejściu w życie działa na opóźnienie zmian. Druga kwestia to kadencyjność szefów jednostek. Niezbędna jest okresowa ocena pracy prokuratorów...

…przeciwko temu prokuratorzy już się buntują. Mówią, że to będzie okazja do czystek.

Buntują się. Kto lubi, aby go co 4 lata oceniać? Mówimy jednak o ocenach okresowych nie w tej prokuraturze, jaka jest teraz, ale w przyszłej, która będzie już niezależna i apolityczna. Kto będzie przeprowadzał wówczas czystki? Szefowie jednostek, aby pozbywać się dobrych ludzi? To absurd. Każda ocena podlegać będzie weryfikacji Krajowej Rady Prokuratury, a więc organu samorządowego. Druga ważna kwestia to nadzór służbowy. Dziś bywa fikcją. Nie potrzebujemy nadzoru, który miałby zmuszać do podejmowania określonych decyzji. Prokuratura potrzebuje mądrego nadzoru merytorycznego, stanowiącego pomoc dla prowadzącego postępowanie. Zaproponowaliśmy również, w ramach nadzoru służbowego, całkowity zakaz żądania informacji na piśmie.

Nie rozumiem. Ten, kto ma pomagać, nie może żądać informacji? To bez sensu.

Jeżeli jednak na taką praktykę zezwolimy, z upływem czasu nadzór zacznie znów stawać się fikcją, degenerować się, bo nadzorującemu nie będzie się chciało pojechać w teren, porozmawiać, współuczestniczyć. Zażąda pisma i uzna, że wszystko jest w porządku. Drugi radykalny przepis mówi właśnie o tym, że nadzór ma być wykonywany w jednostce nadzorowanej.

Mówimy o prokuraturze przyszłości, ale na razie ma pan taką, jaka jest. Może bez czekania na ustawę trzeba dokonywać zmian, także personalnych.

Prawdą jest, że prokuratura jest trochę połamana, że nastąpiły głębokie podziały. Nie zaprzeczę, bo je widzę, ale nie czystka personalna jest metodą na naprawę. Ważne są jasne, przejrzyste zasady. Nie może być załatwiania żadnych spraw pod stołem, pozaprocesowych nacisków. Jeżeli prokurator prowadzący śledztwo chce podjąć decyzję, musi wziąć za nią całkowitą odpowiedzialność, a jeżeli przełożony chce zmienić decyzję prowadzącego – do czego w hierarchicznie zbudowanej prokuraturze ma prawo – to również ma wziąć za to odpowiedzialność. Jeżeli mówimy, że śledztwo było bezsensownie prowadzone przez trzy lata, to pytam, gdzie byli przełożeni, nadzór służbowy?

Przełożonym to się podobało, może nawet tego chcieli.

Ale ja nie chcę i to ja jestem dziś prokuratorem krajowym. To my przygotowaliśmy ustawę, która ten stan rzeczy zmienia. Dostrzegam wiele złych zjawisk, jakie zagnieździły się w prokuraturze: omijanie drogi służbowej, wykorzystywanie mediów do walki politycznej, wszczynanie spraw na wątpliwej podstawie.

A jak się układa współpraca prokuratury i CBA? Ktoś działania Biura kontroluje czy też jest tylko owa złudna kontrola premiera. Słyszę, że nawet prokuraturze CBA odmawia dostępu do niektórych materiałów.

Jeśli chodzi o CBA, nie mam ocen wyłącznie złych, krytycznych, mam zróżnicowane. Uważam jednak, że CBA nie zajmuje się profilaktyką korupcji, badaniem zjawiska. Moje wyobrażenia o CBA były takie, że będzie to wręcz instytut naukowy badający zjawisko, odsłaniający mechanizmy powstawania korupcji, braki w prawie, a nie służba specjalna zajmująca się wyłącznie prowadzeniem postępowań karnych. One powinny być tylko jednym z elementów działania. Każda służba specjalna chce od razu kominiarkę i broń. Rzeczą ustawodawcy jest nieuleganie takim wizjom.

Znakiem braku zmian jest obecność w Prokuraturze Krajowej tych wszystkich, którzy za czasów ministra Ziobry odgrywali czołowe role i stali się symbolami upartyjnienia prokuratury. Prokurator Jerzy Engelking na przykład demonstruje swoje swoiste przywiązanie do państwa prawa, miesiącami nie podpisując w komisji śledczej protokołów przesłuchań.

Krzywdzi nas pani mówiąc, że nie ma zmian. One cały czas następują, ale niektóre z nich uwarunkowane są zmianami ustawowymi. Pan prokurator Engelking nie jest dziś symbolem prokuratury, natomiast jeżeli komisja śledcza dostrzega w jego postępowaniu zachowanie niegodne, niezgodne z prawem, niech zawiadomi prokuratora krajowego.

Nie niepokoi pana, że wśród obywateli upowszechnia się taki pogląd, że prokurator, funkcjonariusz CBA, policji to jedno. Idą ręka w rękę i mają jeden cel: ścigać i wsadzić do więzienia.

Ja się temu sprzeciwiam. Jeden z najważniejszych przepisów w nowelizowanej ustawie mówi, że prokuratura jest organem ochrony prawnej. Jest to pierwsze ustrojowe określenie, czym jest w istocie prokuratura. Mówi się o nas „śledczy”. Przeciwko temu protestuję. Obraz prokuratury śledczej powstał w niedalekiej przeszłości. Złożyło się na niego między innymi postawienie na piedestale tylko śledztw, epatowanie wszczynaniem spraw, a nie ich kończeniem, wprowadzenie przepisów umożliwiających prowadzenie tak zwanych śledztw trałowych, zlikwidowanie prawdziwego nadzoru i wprowadzenie pozorowanego, zwanego konsultacyjnym. Ja nie chcę prokuratury śledczej. Śledztwo prowadzi się po to, aby udowodnić komuś winę, ale nigdy nie wolno zapomnieć, że obowiązkiem jest sprawdzanie linii obrony, a jeżeli ktoś zostanie nieuczciwie oskarżony, to powinno to zostać wychwycone i napiętnowane. Piękne prawnicze umorzenie prowadzonej sprawy jest tak samo dobre dla prokuratury jak wspaniały akt oskarżenia.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj