szukaj
Czy karać za obrazę prezydenta
Paragraf 2
Prezydenta RP najskuteczniej można obrazić po pijanemu. VIP nie musi się upijać. Wystarczy, że jego wypowiedź, jak np. Lecha Wałęsy, że „durnia mamy za prezydenta”, nagłośnią media. W obu przypadkach do akcji wkracza prokurator. Ani PiS, ani PO nie chcą tego zmienić.
Lech Wałęsa
MEDEF/Flickr CC by SA

Lech Wałęsa

Interwencja prokuratora w przypadku obrażania głowy państwa jest konieczna, bo paragraf 2 art.135 kodeksu karnego nie pozostawia drogi odwrotu: Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczpospolitej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Prokurator wszczyna postępowanie, a zwykły podejrzany często trafia do aresztu. VIP pozostaje wolny. Jeśli obaj są szczęściarzami, to sąd rozpatrzy ich akty oskarżenia szybciej niż grożący im wyrok pozbawienia wolności. Sąd zwykle sądzi, bo waga artykułu 135 paragraf 2 kk nie zachęca do oddalania prokuratorskiego oskarżenia.

 

Bezkarność

W USA sądy tego nie muszą, bo tam za znieważenie prezydenta nie karze się. To gwarantuje przyjęta jeszcze w 1791 r. I poprawka do konstytucji. Mówi ona m.in., że Kongres nie może uchwalić żadnej ustawy ograniczającej swobodę wypowiedzi oraz wolność prasy. Dodatkowo, w 1964 r., Sąd Najwyższy orzekł, że media mogą być sądzone za znieważenie funkcjonariuszy publicznych tylko wtedy, gdy udowodni im się działanie w „faktycznie złej wierze”.

W Wielkiej Brytanii już można królową znieważać bezkarnie. Potwierdza to wypowiedź prokuratora generalnego z 2004 r., wykluczająca prowadzenie jakichkolwiek postępowań karnych dotyczących obrazy koronowanej głowy. To efekt upowszechniania doktryny praw człowieka. Artykuł 10 Human Rights Act z 1998 r. – ustawy inkorporującej do prawa brytyjskiego Europejską Konwencję o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności – gwarantuje każdemu prawo do swobodnego wyrażania swoich poglądów. Gdyby ktoś zapragnął koniecznie być skazanym za obrazę królowej brytyjskiej, musiałby jej obrazę ubrać w nawoływanie do nienawiści ze względów rasistowskich lub religijnych.

Obowiązujący w Watykanie kodeks prawa kanonicznego nie przewiduje przestępstwa znieważenia papieża. Ewentualny znieważający mógłby być skazany, gdyby władze tego państwa zażądały zastosowania obowiązującego w Watykanie włoskiego kodeksu karnego wobec podejrzenia takiego przestępstwa. Ale przynajmniej od 40 lat taki wniosek nie jest znany.

Sankcje za obrazę głowy państwa nie obowiązują już w Republice Korei. Zniesiono je po upadku reżimu wojskowego 1998 r. Po kompromitującym władze procesie dziennikarza skazanego wcześniej za krytykę poglądów prezydenta Kim Dae Junga. Nie karze się za takie przestępstwa na Ukrainie od 2001 r. W Rosji od 2002 r. Można tam być skazanym za „publiczną obrazę władz w czasie wykonywania przez nich obowiązków służbowych”. Sankcje są niższe: grzywna, praca przymusowa, kolonia karna. Ale od tamtego czasu za obrazę Putina ani Miedwiediewa nikogo jeszcze nie skazano. Za to za obrazę władz niższych rangą kilkanaście tysięcy osób. Widać obywatele Rosji sami się powstrzymują przed tykaniem prezydenta. Podobnie jest w Chinach. Najnowszy chiński kodeks karny nie zawiera już „przestępstw kontrrewolucyjnych” mieszczących kiedyś obrazę władz najwyższych. Głowa chińskiego państwa traktowana jest demokratycznie, tak samo jak inni znieważani obywatele. Można za to dostać nawet 3 lata więzienia. Ale przynajmniej od 2000 r. raporty organizacji broniących swobody wypowiedzi nie informują o sankcjach za takie znieważenie. Do Chin powrócił konfucjanizm – dobrze wychowany człowiek szefa publicznie nie znieważa.

Niekarność

Prawo niemieckie przewiduje karę, i to nawet do 5 lat więzienia, za znieważenie prezydenta. Ale ściganie ewentualnej obrazy uzależnione jest od zgody prezydenta. Tak jak w Japonii od cesarza. Najstarsi niemieccy prawnicy nie pamiętają takiej zgody, a japońscy przypominają, że wedle panujących od dawna zwyczajów cesarzowi nie wypada jej udzielać. Dodatkowo w 1990 r. niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny uznał, że „nawet poważne ataki na funkcjonariuszy państwowych, w tym satyryczne, mieszczą się w konstytucyjnie chronionej wolności wypowiedzi”. Warto przypomnieć, że polski prezydent nie może zastopować prokuratorskiego postępowania, nawet gdy nie poczuje się obrażony.

We Francji istnieje odpowiedzialność karna, ale sankcje są łagodniejsze niż w Polsce. Za obrazę grozi grzywna do 7,5 tys. euro lub 6 miesięcy więzienia. Jeśli obraza jest zbiorowa, jak gwałt, kara ulega podwojeniu. W przeciwieństwie do gwałtów sankcje za obrazę pozostają papierowymi.

Podobnie jak u nas jest w Hiszpanii, we Włoszech, w krajach skandynawskich i Uzbekistanie. Obraza głowy państwa zagrożona jest więzieniem, nawet do lat pięciu. Ale wszędzie od przynajmniej 20 lat nikt za taki czyn nie został skazany. W większości krajów od dawna nie było tam za takie przestępstwo procesów sądowych. W Danii ostatni zanotowano w 1930 r.

Karność

Karze się nadal za obrazę na Białorusi, w Tadżykistanie i Kazachstanie. Najlżej w Kazachstanie, bo tam władze zamiast wsadzać do więzienia, stosują grzywny w wysokości kilkuset euro, co bywa bardziej dotkliwe od więzienia. W Turkmenistanie od 2002 r. każde znieważenie głowy państwa równoznaczne jest ze zdradą stanu, czyli dożywotnim więzieniem. Ilu za taką zdradę skazano, nie wiadomo. Turkmenistan nie upowszechnia takich danych.

Nie kryje się z tym Tajlandia, gdzie wpisano do konstytucji ochronę czci domu panującego. W tajskim kodeksie karnym wpisano aż dziesięć typów zniewag i odpowiednią drabinę sankcji za nie. W kwietniu 2006 r. skazano dziennikarza gazety „Fah Diew Kan” za publikacje wywiadu z osobą wypowiadającą się obraźliwie. W Tajlandii istnieje cenzura prewencyjna, widać musiała zaspać. Nie zaspała w przypadku filmu „Anna i król” z Jodie Foster, bo Tajlandzka Rada ds. Filmów uznała, że scenariusz znieważa króla Mongkuta, panującego w XIV w. I nie dopuściła do projekcji.

Bezmyślność

W III RP próbowano, kierując się kodeksem karnym z 1997 r., karać za zniewagi wobec prezydentów Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Kaczyńskiego. Wydarzenia, podejrzenia, oskarżenia, postępowania sądowe zyskiwały rozgłos, ale żaden z oskarżonych wyroku w więzieniu nie odsiedział. Zyskiwali za to chwilową, mołojecką sławę w środowiskach nieprzychylnych obrażanemu prezydentowi.

W październiku 2006 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że przestępstwem ściganym przez prokuraturę może być jedynie znieważenie funkcjonariusza państwowego w trakcie pełnienia przez niego czynności służbowych. Każdy funkcjonariusz publiczny RP i nawet „osoba do pomocy mu przybrana podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych” podlega ochronie przed znieważeniem. Art. 226 paragraf 1 kodeksu karnego przewiduje za to grzywnę, ograniczenie wolności albo pozbawienie wolności do roku. Ostatnio minister sprawiedliwości zaproponował ograniczenie sankcji do grzywny.

Prezydent RP jest najważniejszym z funkcjonariuszy publicznych. Jednak chroniący go przed obrazą paragraf 2 art. 135 kodeksu karnego nie spełnia swego zadania. Zmusza jedynie prokuraturę i sądy do marnowania czasu i pieniędzy na występki hałaśliwych pijaczków albo żądnych chwilowej sławy drugorzędnych aktywistów. Do wysyłania listów gończych za bezdomnymi-oskarżonymi, jak to było w przypadku Huberta H. Albo, jak w przypadku Lecha Wałęsy, do zajmowania się wypowiedziami mieszczącymi się w obecnych normach politycznej polemiki. Granicę obrazy prezydenta RP stale naruszają blogujący politycy, jak choćby Janusz Palikot. Ale ich chronią parlamentarne immunitety i cenzurujący prewencyjnie blogi prawnicy.

Zbliża się gorączka wyborczej, prezydenckiej kampanii. Pobudzi społeczne emocje, kolejnych nietrzeźwych hałaśliwie obrażających. Znowu oskarżenia o obrazę prezydenta RP wywołają jedynie powszechne z niego drwiny. W 2007 r. złożyłem do laski marszałka Sejmu RP projekt ustawy uchylenia paragrafu 2 art. 135. Nie wzbudził on entuzjazmu posłów rządzącego wówczas PiS ani PO marzącej o prezydenturze Donalda Tuska. W tej kadencji Sejmu jest podobnie. Zgłaszający wiosną 2009 r. podobny pomysł Janusz Palikot szybko nabrał wody w usta, widząc pewnie w myślach przyszłą prezydenturę Donalda Tuska. I tak to paragraf jawnie obrażający ideę i zasady państwa prawa pozostaje niewzruszony.


We wspomnianym projekcie nowelizacji kodeksu karnego wnosiłem też o uchylenie paragrafów 3 i 4 art. 136. Tam trzy lata więzienia grożą za obrazę głowy obcego państwa. Gdyby polscy miłośnicy prezydentów Łukaszenki, Kim Dzong Ila, kiedyś prezydenta Putina byli bardziej aktywni, to mogliby nasłać prokuraturę na liczne polskie krytyczne media. Jedynym do tej pory skazanym z tych paragrafów jest Jerzy Urban. Za obrazę głowy państwa watykańskiego papieża Jana Pawła II w felietonie zamieszczonym w satyrycznym tygodniku „Nie”.



Piotr Gadzinowski  jest absolwentem Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Poseł w Sejmie III, IV i V kadencji. Przewodniczył kilku parlamentarnym grupom bilateralnym. Zastępca przewodniczącego rady programowej TVP.


 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj