szukaj
Prezydent podpisał traktat lizboński
Szkoda, że tak późno
Skoro prezydent Kaczyński zwlekał z podpisaniem "Lizbony", mógł zwłokę wykorzystać do edukacji społeczeństwa na temat traktatu.

Prezydent Lech Kaczyński podpisał uroczyście akt ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Można powiedzieć: dotrzymał słowa. Można powiedzieć: lepiej późno niż wcale. Moim zdaniem, szkoda, że tak późno. Ani polska, ani europejska polityka na tym nie zyskały, że przez zwlekanie prezydenta znów umacniał się stereotyp Polski jako niewdzięcznego eurosceptycznego hamulcowego integracji.

Swoją dwuznaczną postawą prezydent dodatkowo mącił społeczeństwu w głowach, które od nadmiaru wiedzy na temat traktatu przecież nie pękają. Powtarzanie w kółko - wraz z prezydentem Czech - że podpisze, jak Irlandia przyjmie traktat w referendum, może się komuś wydawać zachowaniem arcy-demokratycznym, ale sądzę przeciwnie: prezydent Polski ma pilnować interesów polskich, a nie irlandzkich. Demokratyczne - wyrażające solidarność z zdecydowaną większością państw Unii - byłoby bezzwłoczne podpisanie „Lizbony".

Co gorsza, prezydent Kaczyński nie wniósł nic nowego do debaty traktatowej (w końcu brał udział w tworzeniu traktatu) i nie wiadomo właściwie, po co było to całe ociąganie się z formalnością podpisu. A mógł ten czas przeznaczyć na wyjaśnianie Polakom, czemu ma służyć traktat i dlaczego Polska na nim skorzysta, a nie straci. Na otarcie łez mieliśmy jednak dziś w Pałacu właśnie taką lekcję edukacji europejskiej i to w wykonaniu liderów Europy, a sam prezydent Kaczyński zdjął maskę eurosceptyka i przemówił ludzkim głosem. Ditto premier Tusk.

Tak więc szczęśliwie sprawa jest już zamknięta. Polska zeszła z linii ognia. Ostatnim obstrukcjonistą jest prezydent Klaus i to teraz na niego zwrócą się reflektory. My powinniśmy się jak najszybciej włączyć w unijne przygotowania do życia pod rządami „Lizbony".

 

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj