Pracowity Romney

W początku XIX w. żył sobie w miasteczku Sharon, w stanie Vermont, skromny farmer, niejaki Joseph Smith. Już w wieku kilkunastu lat, jak nie przymierzając Joanna d’Arc czy Bernadetta Soubirous z Lourdes, słyszeć zaczął niebiańskie głosy. O ile jednak do Joanny przemawiał sam Bóg Ojciec, a do Bernadetty Matka Boska, interlokutorem Smitha był anioł Mormon. Chłopak najwyraźniej spodobał się skrzydlatemu, gdyż ten składać mu zaczął osobiste wizyty, opowiadając, że na pobliskim wzgórzu Cumorah zakopane są złote płytki (według innej wersji kryształowe tablice) zawierające przesłanie boże. Gdy już się naprawdę zaprzyjaźnili, anioł zgodził się, żeby Joseph wykopał skarb, przetłumaczył zawarty tekst na angielski, po czym odniósł z powrotem i schował tak, żeby już nikt go nigdy nie znalazł. I tak się stało.

Tekst napisany był w starożytnym języku „reformed Egyptian”, skąd znał go biedny Smith, historia milczy, dowiedział się jednak, iż Bóg nakazuje wielożeństwo, zniesienie niewolnictwa oraz wydaje szereg innych, nieraz bardzo szczegółowych, nakazów natury społecznej, obyczajowej, higienicznej etc.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj