Gloria victis?

W nocy z 4 na 5 stycznia 1919 r. miała miejsce w Warszawie próba wojskowego, prawicowego zamachu stanu. Na czele rebeliantów stanął pułkownik Marian Żegota-Januszajtis (nie udało się pozyskać nikogo wyższego stopniem), wcześniej komendant naczelny Drużyn Strzeleckich, popierany mniej lub bardziej jawnie przez m.in. księcia Eustachego Sapiehę, Tadeusza Dymowskiego, Jerzego Ździechowskiego. Puczystom udało się aresztować paru ministrów i dotrzeć pod Belweder. Tutaj jednak zostali natychmiast i bez trudu rozbrojeni przez pluton (sic! – jeden pluton) 7 pułku ułanów i ochronę osobistą Józefa Piłsudskiego.

Kiedy major Janusz Głuchowski przybył z odsieczą z resztą pułku i zameldował się ze spieszonym szwadronem u Naczelnika Państwa, zastał go zupełnie spokojnego. „Odbywa się, majorze, zamach stanu, ale to szopka, nie zamach”. Kiedy zaś Głuchowski nalegał na sprowadzenie większych sił, Piłsudski dodał z uśmiechem: „Nie bójcie się, oni tu nic nie zrobią”.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj