W proch się obrócisz

O cmentarzach i pochówkach pomieściła już POLITYKA obszerne dossier, toteż redaktor Jacek Poprzeczko serdecznie odradzał mi pisanie na ten wyeksploatowany temat. Na pewno miał rację. Chodzi jednak o to, iż w miarę szybko upływających lat kwestia ta i mnie zaczyna dotyczyć. Zobowiązałem więc Basię, żeby po moim zejściu i kremacji wrzuciła prochy do sedesu i spuściła wodę. Nie byłaby to żadna prowokacja, tylko wybór najlogiczniejszego i skądinąd najtańszego pozbycia się pozostałości fizycznych po denacie. Z sedesu do ścieku, ze ścieku do Marny, z Marny do Sekwany, z Sekwany do kanału La Manche, z La Manche w nieogarnięty ogrom oceanów. Basia jednak stanęła okoniem: – Do sedesu nigdy! Do Marny, skoro tak sobie życzysz.

Z logicznego punktu widzenia jest to skrócenie przepływu moich prochów o bezsensowne 400 m. Protest Basi nie wynikał jednak, co doskonale rozumiem, z żadnych przesłanek merkantylnych ani, tym bardziej, metafizycznych.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj