Nie chcę maszerować

Rzeczpospolita nie ma monopolu na plugawienie rocznic narodowych. We Francji 11 listopada prezydent François Hollande był wygwizdywany i lżony nawet wtedy, gdy składał wieniec na grobie nieznanego żołnierza pod Łukiem Triumfalnym. W odróżnieniu od Polski święto 11 listopada nie jest tutaj znakiem odzyskania niepodległości, gdyż ta nie została przedtem utracona, ale upamiętnieniem paru milionów zabitych pod Sommą, Ypres czy Verdun, wielkim misterium patriotyczno-kombatancko-cmentarnym.

O definicję „niepodległości” można się ewentualnie spierać przy maksimum złych intencji i wierze w charyzmat Antoniego Macierewicza. Kiedy chodzi o groby poległych w obronie ojczyzny, powie najprawdziwszy Polak, wydawałoby się, iż można oczekiwać większego szacunku i paru minut ciszy. Francuzi mogą na to nie bez racji odpowiedzieć, iż ścierając się między sobą, nie atakują przedstawicielstw obcych krajów, nie narażają więc przynajmniej interesów Republiki na polu stosunków międzynarodowych.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj